Black Parade

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Soul. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Soul. Pokaż wszystkie posty

piątek, 1 lutego 2019

Od Soula do Rachel

- Nie wiem. - Wzruszyłem ramionami z obojętnością w głosie.
Przyznam szczerze, że posiadanie demona w swoim ciele nie należało do zbyt przyjemnych uczuć...
 - Gabi, może chcesz pójść ze mną na spacer? - Zwróciłem się do mojego potomka.
 - Tak! - zakrzyknął maluch. - Uratuję się od kąpieli! - Uśmiechnął się tryumfalnie.
Zaśmiałem się pod nosem na jego stwierdzenie i puściłem oczko do Rachel, która prychnęła tylko coś pod nosem.
Obserwowaliśmy ładne krajobrazy i resztki roztapiającego się śniegu przy okazji rozmawiając.
 - Tato?
 - Hmm?
 - A my kiedyś wrócimy do watahy? - spytał rozkopując zaspę śnieżną.
 - Kiedyś na pewno. - Zamyśliłem się. - W sumie też tęsknie za rodziną i przyjaciółmi... Muszę pogadać o tym z Rachel...
 - Obiecujesz?
 - Obiecuję. - Uśmiechnąłem się.
A później to tylko bawiliśmy się przyglądając się przy okazji opadającym płatkom śniegu. Mały nawet złapał kilka na swój język uprzednio piszcząc, że mu zimno.
Wróciliśmy do domu późnym wieczorem, gdzie w jaskini czekała na nas Rachel leżąc w legowisku razem z małą Mercy.
 - Jesteśmy! - zakrzyknąłem radośnie.
 - Późno trochę... - mruknęła pod nosem.
 - Ale jednak. - Umościłem się obok nich, a w sam środek wepchnął się jeszcze Gabriel.
Oboje zgodnie stwierdziliśmy, że uśpimy oboje z nich, więc gdy tylko to się stało zaproponowałem krótką rozmowę i przy okazji streściłem to co przekazał mi dzisiaj nasz syn.
 - On... Chciałby chyba wrócić do watahy... Może wypadałoby się pogodzić ze wszystkimi i w ogóle?
 - Ja się z nikim nie muszę godzić. - Prychnęła, na co zacmokałem z dezaprobatą. - A może jednak?
 - Nie. - Zmarszczyła brwi. - I koniec, kropka. - Zaakcentowała ostatnie słowo. - Wrócimy jak tylko małe podrosną, muszą być na to wszystko gotowe!
 - Obiecujesz? - Zadałem to samo pytanie co Gabi.
 - Obiecuję. - Skinęła głową.
 - W takim razie jakie mamy plany na najbliższy czas? Zostajemy tutaj czy szukamy jakiegoś bardziej bezpiecznego miejsca? Kręci się tu od demonów. - Spojrzałem na dwój gdzie śnieg bezwładnie opadał na ziemię.

Rachel?
Po długiej przerwie nie wiedziałam co wyskrobać xD

wtorek, 31 lipca 2018

Od Soula do Rachel

Nie mogłem spać w nocy. Cały czas czułem obecność tego cholerstwa i za Chiny nie chciał się ode mnie odczepić.
- Dasz mi w końcu spokój? - spytałem szeptem tak by Rachel mnie nie usłyszała.
Nie i znowu ten śmiecz.
Niezdarnie wygrzebałem się z posłania i omotałem wzrokiem sylwetkę wadery i naszych szczeniaków. Powinienem wyjść na krótki spacer? Może to mi pomoże? Ewentualnie wkopię się jeszcze bardziej. Pokręciłem się trochę po jaskini w tę i z powrotem i po długich rozmyślaniach ponownie wgramoliłem się obok mojej żony.
*~*~*~*~*
Z samego rana obudził mnie piska Mercy.
 - TATO! - wyglądała na dość przerażoną.
 - Co? Gdzie? Jak? - momentalnie wstałem.
 - Ty... Twoje... Futro... - jąkała się, a obok mnie nagle pojawiła się Rachel.
 - Po prostu się nie umył. - Wzruszyła ramionami. Ona to umiała człowieka pocieszyć. - A JA Z TOBĄ DZISIAJ SPAŁAM!
 - T...Tak skarbie, to tylko bród. NO JUŻ IDĘ SIĘ UMYĆ NO - krzyknąłem.
 - W TEJ CHWILI
 - NIE MATKUJ MI! - warknąłem jeszcze głośniej i od razu wyszedłem.
Swoje kroki skierowałem oczywiście nad rzekę żeby trochę się opłukać. A mianowicie jakieś dziwne, czarne coś unosiło się nad moim ciałem i nie chciało nijak zniknąć. Coś jakby czarny ogień, albo dym. Poczułem się dziwnie wiedząc, iż mam coś takiego na skórze i zapragnąłem to jakoś zmyć. Nie poszło to jednak po mojej myśli, gdyż nawet kilkakrotne usiłowanie pozbycia się tego nic nie dało i cały czas byłem skazany na to coś.
Przekląłem w myślach, jak ja teraz się im pokażę? Teraz to już kompletnie popsuł mi się humor. A do tego cały czas w głowie czułem jego obecność. Cholera.
Przekroczyłem próg jaskini, chodź tak naprawdę ledwo szedłem i kręciło mi się w głowie.
 - Ra...chel... - powiedziałem słabym głosem i próbowałem znaleźć ją w pomieszczeniu.

Rachel? Zero pomysłu xD

niedziela, 15 lipca 2018

Od Soula do Rachel

Rozglądałem się w milczeniu po jaskini. Wyglądała dość... dziwnie? Tak, to chyba idealne słowo, a do tego przerażająco i mrocznie.
 - Jesteśmy pewni, że chcemy tutaj nocować? - przekrzywiłem głowę w bok.
 - Na pewno! To idealne miejsce! - wykrzyknęła szczęśliwa.
Mimo zapewnień mojej partnerki i wielkiego zapału Gabriela, miałem mieszane uczucia co do całego tego planu i jaskini. No ale cóż... Zgodziłem się na to, więc nie miałem innego wyjścia. Dziwne napisy na ścianach jaskini również mnie nie pocieszały, aczkolwiek byłem w stanie to zaakceptować. Znając życie i tak nie zagościmy tu za dużo, a może jednak na coś się przydamy więc... Nie było aż tak źle.
 - Rachel?
 - Tak?
 - Pójdę się trochę przejść po lesie. - Uśmiechnąłem się do niej nieśmiało.
Chyba potrzebowałem trochę czasu. W końcu musiałem poukładać sobie myśli, bo ostatnio dużo rzeczy się pokomplikowało.
Tak więc błąkałem się po okolicznych lasach i łąkach cały czas pamiętając drogę powrotną do jaskini. Po jakimś czasie jednak krajobraz zaczął się stopniowo zmieniać. Gleba zmieniła się w bardziej suchą i starą, a i pobliskie drzewa, które widziałem miały coraz to mniej liści. Porywisty wiatr cały czas muskał moje futro, ale niezbyt się tym przejmowałem. W końcu znam drogę do domu.
To już koniec. 
Usłyszałem jakby czyiś głos w oddali. Szybko jednak stwierdziłem, iż to tylko złudzenie świszczącego coraz bardziej wiatru.
Zawróć póki jeszcze możesz.
Teraz już zacząłem się niepokoić, czy to już schizofrenia? Czy aby na pewno jestem całkowicie normalny? Potrząsnąłem głową na boki i czym prędzej się udałem się w drogę powrotną. Nagle przypomniały mi się słowa Rachel. Kiedyś mówiła, że demony mogą sobie beztrosko żartować z wilków, a zwłaszcza na tych terenach było ich bardzo dużo. To pewnie była ich sprawka. Skrzywiłem się mimowolnie. Ktoś mi ewidentnie mieszał w mojej głowie.
Żartowałem! Hahahahah! Już nie ma odwrotu! 
Oczami wyobraźni już widziałem jego przerażającą twarz, na której widniał pełen triumfu uśmiech. Ah, w co ja się znowu wpakowałem?!
Od razu przyśpieszyłem kroku, aż w końcu zmusiłem się do równego, szybkiego biegu. Cóż, całkiem nieźle tam zaszedłem gdyż jak już wybiegłem z tego lasu to ciężko dyszałem, i miałem problem ze złapaniem powietrza.
Myślisz, że to coś da?
Znowu ten cholerny głos! Przez niego zaczynam wariować... Muszę powiedzieć o tym Rachel, może ona jakoś mi pomoże?
Nie powiesz jej tego. Już ja tego dopilnuję.
Ponownie potrząsnąłem głową i przyspieszyłem jeszcze bardziej. Momentalnie wpadłem do jaskini.
 - Rachel! - krzyknąłem już z daleka.
 - Co?! - spytała lekko zirytowana.
I właśnie wtedy poczułem wielką gulę w gardle. Chciałem powiedzieć wszystko to co się wydarzyło i poprosić o pomoc z tym czymś, ale coś mnie blokowało i po prostu nie mogłem nic zrobić.
 No to fajnie... Najwyraźniej demon zdołał przejąć trochę nade mną kontrolę.
 - Stało się coś? - ponowiła pytanie.
 - Ja... Ja... - starałem się coś wydukać ale na darmo.
Cholerny demon!
Mówiłem, że się już mnie nie pozbędziesz... - ponownie usłyszałem ten irytujący głos.

Rachel? mam minimalną wenę c':

czwartek, 21 czerwca 2018

Od Soula cd Rachel (NARESZCIE SIĘ DOCZEKAŁAŚ! XD)

Tak więc jak wspomniała wadera - udaliśmy się w stronę gór. Przyznam, iż byłem dość sceptycznie nastawiony do tego pomysłu. Ale grzechem byłoby nie polecieć z moją wybranką serca. Zresztą - miała swój powód. Carter wylądował u podnóża jednej z większych gór.
 - Coś mu się stało? - zagadnąłem.
 - Nie, po prostu jest zmęczony... - odparła Rachel.
 - Czyli na tą górę musimy się wspiąć sami? - Zajęczała Mercedess.
 - Dokładnie! - Powiedziała ze sztucznym uśmiechem Rachel. - Czy to nie piękne?! - spytała retorycznie.
 - Baaardzoooo... - bąknąłem pod nosem. - Carter odpocznij tutaj, jeśli nie wrócimy do zachodu słońca to przyleć do nas na sam szczyt. Ewentualnie rozglądaj się czy nie jesteśmy gdzieś w drodze.
Ten tylko jakby na znak, że rozumie kiwnął głową i położył się pod jedną ze skał.
 - Wędrówkę czas zacząć! - Uśmiechnąłem się promiennie do całej reszty, która nie była zbyt optymistycznie nastawiona do tej wędrówki.
 - CZY TY KIEDYKOLWIEK PRZESTANIESZ BYĆ SZCZĘŚLIWY?! - warknęła Rachel.
 - Hmm... Niech pomyślę. - Udałem że się zastanawiam. - Nie. - Wyszczerzyłem się jeszcze bardziej, a ona tylko pokręciła głową z dezaprobatą.
 - Jak dzieciak... - powiedziała pod nosem.
 - SŁYSZAŁEM TO!
 - MIAŁEŚ SŁYSZEĆ DEKLU!
Tak więc większość dnia minęła nam na mozolnej wędrówce i wspinaniu się na jakąś randomową górę. Czy to nie piękne?
Przez większość trasy nie odzywaliśmy się do siebie. Każdy był zmęczony, spocony i miał dosyć życia. A zwłaszcza szczeniaki, które już ledwo dychały.
 - Zróbmy sobie przerwęęęę! - zadeklarowała Rachel. Ja miałem jeszcze siłę na wędrówkę, ale ze względu na moją rodzinę (oh, jak poważnie to brzmi) stwierdziłem że chwilę odpoczniemy.
Akurat idealnie zatrzymaliśmy się niedaleko jakiegoś niewielkiego lasku, w którym mogło być w miarę bezpiecznie.
 - SOUL! - zakrzyknęła nagle wadera. - Mam pomysł. - Uśmiechnęła się mrocznie.
 - Jaki? zaciekawiłem się.

Rachel? Jaki pomysł masz? *lenny*

sobota, 31 marca 2018

Od Soula do Rachel

Do jaskini Rachel przyszedłem dopiero z samego rana. Byłem w dość dobrym humorze i całkiem dobrze się czułem.
 - Rach! - krzyknąłem w głąb jaskini.
 - Soul? - spytała.
Kompletnie nic nie widziałem. Jak ona wytrzymuje w tych ciemnościach?!
 - Słyszałaś kiedyś o czymś takim jak światło?! Albo chociaż ogień?! - bąknąłem zmieszany.
 - Nie koniecznie. - droczyła się. -Troszkę się spóźniłeś... - mruknęła.
Zdezorientowany patrzyłem przed siebie ze zdziwieniem wymalowanym na twarzy.
 - Na co? - Wtedy wilczyca zapaliła swoje futro do tego stopnia, że oświetliła całą jaskinię.
 - Na to. - Wskazała głową na trzy małe szczeniaczki.
 - JAKIE SŁODKIEEEE! - krzyknąłem z bananem na twarzy i oczami wyobraźni widziałem jak Rachel przewraca oczami.
 - Może trochę... - Westchnęła.
 - Co ci jest, że taka nie w humorze? - podszedłem do niej i usadowiłem się na przeciwko maluchów.
 - Powiem ci wieczorem. - odparła dość niepewnie.
 - Czemu wieczorem?
 - Bo tak. - zmarszczyła śmiesznie nos.
 - Zabij się. - trąciłem ją łokciem, a na jej twarzy pojawił się mały uśmiech.
Pogrążyliśmy się w ciszy. Wadera chyba nad czymś się zastanawiała, a ja w tym czasie zetknąłem się noskiem z jednym ze szczeniaków. Jak słodkooooo! Centralnie już je pokochałem.
 - Jak je nazwiemy?
 - Te dwa to Gabryś i Łucja, a tego czarnego możesz nazwać ty. - powiedziała dumnie.
 - Ciekawe imiona... - powiedziałem zamyślony. - Nazwę jąąą... Mercedess.
 - Mercedess?
 - Mercy! - wykrzyknąłem.
 - No i jest dobrze. - Puściła mi oczko. - Jeszcze trochę i będą umiały chodzić... A wtedy mój plan dojdzie do skutku. - Uśmiechnęła się przerażająco.
 - Już się boję co to będzie - pokręciłem głową z pobłażaniem. - Zostań tu, a ja pójdę po coś do jedzenia dla nas.
Tak więc wyszedłem z jaskini. Na dworze padało, a moje futro od razu mokło, a co za tym idzie nie mogłem rozpalić ognia i się wysuszyć. Mimo to lubiłem taką pogodę. Co z tego, że wszędzie było mokro, ślisko i ciulowo?
Podreptałem na niewielką łączkę i przez dobre pół godziny węszyłem w poszukiwaniu czegoś zdatnego do jedzenia. Szczęście jednak nieco mnie opuściło, gdyż nawet jak później udałem się do lasu - niczego nie mogłem znaleźć. Taka pogoda chyba niezbyt sprzyja polowaniu.
 - No to świetnie... - bąknąłem sam do siebie.
Mimo to nie poddawałem się i w końcu udało mi się złapać kilka zajęcy i jakieś dwa ptaki. Kulturalnie zaniosłem to mojej partnerce (jak poważnie to brzmi... xd). Oboje się wtedy najedliśmy i przy okazji wadera nakarmiła szczeniaki.
 - Powiesz mi teraaaaz? - zagadnąłem.
 - Nie dasz mi z tym spokoju co nie?
 - Nie. - wyszczerzyłem się.
 - Tak jakby trochę mam focha... na Meg... i stwierdziłam, że chcę na trochę odejść z watahy. - powiedziała poważnie.
 - Co?! Chcesz mnie zostawić? I szczeniaki też?
 - Co? Nie! Zamierzam zabrać cię ze sobą. Pod warunkiem, że nikomu nie powiesz. - Zastrzegła od razu.
 - Nie powiem. - obiecałem

Rachel? Nareszcie się doczekałaś xd

czwartek, 15 marca 2018

Od Soula do Rachel

Przytuliłem Rachel. Byłem bardzo szczęśliwy. Zawsze chciałem mieć szczeniaki i teraz wszystko to zaczęło się spełniać.
 - Cieszysz się? - spytała.
 - Jasne! Nie widać? - wyszczerzyłem się.
 - W sumie racja... - zagadnęła.
 - A ty się cieszysz?
 - Jasne... Od razu zaznaczam, że nie zostanę kurą domową. - śmiesznie zmarszczyła nos na co się uśmiechnąłem.
 - W sumie tego się spodziewałem. - Puściłem jej oczko. - Prędzej to ja w naszym ,,związku" - i tu zrobiłem cudzysłów w powietrzu. - Skończę przy garach niż ty.
 - A żebyś wiedział. - Wystawiła język po czym bardzo szczęśliwa wyszła z jaskini. - A teraz chodźmy na spacer.
Zgodziłem się na decyzję wadery. Było bardzo przyjemnie. W czasie drogi nuciła pod nosem jakieś piosenki i co chwila kołysała się na boki, do tego stopnia iż myślałem, że zaraz upadnie centralnie na mnie.
 - Co nucisz? - spytałem w końcu.
 - By trudne sprawyyy zniknęły gdzieeeś, niech twoje serce rozwiąże jeee~ - Zaczęła.
 - TRUDNE SPRAWYYYY! - Dokończyłem i zaśmiałem się.
 - ŻYCIE, ŻYCIE JEST NOWELĄĄĄĄ - zawiesiła mi się na szyi i wydarła centralnie do ucha.
 - Ughhh, moje uszyyy - jęknąłem przeciągle.
 - Nie dziękuj - Puściła mi opko.
 - M JAK MIŁOOOŚĆ, M JAK MIŁOOOOŚĆ! - wydarłem się też do ucha. - Oko za oko, ząb za ząb. - Zaśmiałem się.
Wadera potarła swoje ucho i ponownie zmarszczyła nos.
 - Dobrze ci tak!
 - Nie nadajesz się na ojca kompletnie - bąknęła. - Współczuję naszym dzieciom. - pokręciła głową z pobłażaniem.
 - Ja też, prędzej je uśmiercisz niż wychowasz.
 - Prędzej uśmiercę ciebieee - Pokazała na mnie łapą.
 - Życzę powodzenia. Sęk w tym, że jestem od ciebie szybszy - uśmiechnąłem się.
Ogólnie to doszliśmy sobie później na taką małą łąkę gdzie Rachel ułożyła się pośrodku liści i westchnęła przeciągle.
 - Fajnie dzisiaj było. - podsumowała.
 - Też tak myślę, nie mogę się doczekać naszych maluszków... - Spojrzałem na jej brzuch i zamyśliłem się.

Rachel?

wtorek, 27 lutego 2018

Od Soula do Rachel

Byłem zaspany. Na mnie leżałoooo... coś dziwnego. W sumie nawet nie chciałem wiedzieć co to było. Więc od razu spaliłem to co na mnie leżało.
 - To było ohydne. - skwitowałem.
Rachel tylko wzruszyła ramionami.
 - To co robimy? - spytałem.
 - Wracamy do domu chyba - zaproponowała.
 - Tak też myślałem.
Tak więc oboje udaliśmy się z powrotem.
*kilka tygodni później*
Od tamtego czasu wszystko wydawało się w miarę normalne. Sęk w tym, że Rachel zaczęła mieć swoje humorki. Stałem się codziennym mieszkańcem jaskini wadery. W sumie jakbym się o niej wprowadził to nie byłoby większej różnicy. Chociaż i tak zazwyczaj nocowałem na dworze. To zazwyczaj gdzieś w pobliżu jaskini Rachel tak na wszelki wypadek gdyby czegoś potrzebowała.
Ostatnio jednak zaczęła budzić mnie w nocy co raczej nigdy się nie zdarzało. Oprócz tego i w dzień była coraz mniej znośna. Narzekała cały czas, aż w końcu miałem jej serdecznie dosyć. 
 - Soooouuullllll! - usłyszałem po raz kolejny tego samego dnia. 
W myślach przybiłem sobie mentalną piątkę, krzesłem, w twarz. 
 - Co chceeesz? - bąknąłem trochę nie miło.
 - Chodź tu! - krzyknęła.
Tak więc posłusznie udałem się za jej głosem i wszedłem centralnie do jej jaskini. Rach stała sobie na jej środku.
 - Przytulisz mnieee? - spytała.
Na twarzy miałem wymalowanego mind fucka.
Co? Rachel? Chciała żebym ją przytulił? Przesłyszałem się czy jak?
 - Co?
 - To co słyszałeś. Od dzisiaj będziesz moją przytulanką. - Uśmiechnęła się groźnie.
Przyznam, że to było creepy.
 - Więc jak? - ponowiła pytanie.
 - Eeee, no skoro chcesz. - No i przybliżyłem się do niej.
Lekko ją dotknąłem i na tym się skończyło. To było ciulowe, a jednak w miarę miłe. 
 - Co się z tobą stało? - spytałem przekrzywiając głowę w bok.
 - Nie wiem. - powiedziała obojętnie wzruszając ramionami.
*miesiąc później*
Rachel wykrzyknęła do mojego ucha głośnie ,,SOOOOULLLLL"
 - CO CHCESZ? - warknąłem.
 - Muszę ci coś powiedzieć... - zaczęła.
 - Dajesz

Rachel?

niedziela, 11 lutego 2018

Od Soula do Rachel

Rozbawiony zachowaniem Rachel pokręciłem głową. Czasami była mądra i zachowała się bardzo poważnie, a niekiedy dosłownie jak mały dzieciak. Mimo to ta jej nieprzewidywalność chyba właśnie mnie zauroczyła w niej.
 - Czyli mam rozumieć, że się zgadzasz tak? - spytałem pewnie.
 - Mhm... - mruknęła niby od niechcenia.
 - Skoro tak, to dzisiaj wieczorem zapraszam cię na spacer. - Strzeliłem tak zwanego lenny face'a.
 - Eeee... No spoko bądź u mnie o osiemnastej.
***
Mniej więcej po tym się rozeszliśmy. W głowie obmyślałem plan gdzie ją zabrać. Nigdy nie byłem romantykiem i nigdy nim nie będę. Chciałem żeby było tak jak dawniej. Spędzać z nią czas śmiejąc się tak jakbyśmy byli przyjaciółmi. Tak więc ogarnąłem się tak jak zawsze *czyli kompletnie nic nie zrobiłem* i powoli zbierałem się do wyjścia, gdyż było blisko odpowiedniej godziny. Podszedłem do tego całkiem na luzaku. I gdy zobaczyłem Rachel w środku swojej jaskini mimowolnie się uśmiechnąłem. Ona również jakoś specjalnie się do tego nie przygotowywała, a mimo to wyglądała olśniewająco. 
 - Cześć - powiedziała, gdy mnie zauważyła.
 - Heeej!
 - Gdzie chcesz mnie zabrać? - spytała podekscytowana.
 - Przed siebie... Zależy gdzie chcesz iść - puściłem jej oczko.
 - Chodźmy w góry! - wykrzyknęła. - To niedaleko, a ja dawno tam nie byłam.
 - Okej, w okolicach czasem nie znajduje się ten pub? Ten w którym byłaś wtedy i poznałaś swoich kolegów? - spytałem.
 - Eeee, tak to tam! Pójdziemy tam później? Może ich spotkamy i w ogóle... - rozmarzyła się.
 - W sumie też ich polubiłem więc może być
***
Takim oto sposobem skończyliśmy na szczycie jednej z gór. Słońce powoli zachodziło, a wszędzie rozprzestrzeniał się piękny widok. Droga minęła nam tak jak za dawnych czasów. Na rozmowie, śmianiu się i tak dalej... Natomiast z resztek śniegu na górce ulepiliśmy coś w rodzaju bałwana, a później zaczęliśmy rzucać się śnieżkami. 
Zmęczeni całym dniem udaliśmy się do klubu. Akurat był niedaleko. Co prawda nie spotkaliśmy tam naszych znajomych, ale od razu po wejściu uderzył mnie zapach alkoholu i papierosów. Skrzywiłem więc się lecz mimo to poczłapałem za waderą. Skinąłem na powitanie znanemu z widzenia barmanowi.
 - Whisky poproszę. - powiedziała stanowczo Rachel.
 - To samo. - odparłem.
Zaczęło się spokojnie. W sumie pod koniec i tak byłem mniej wstawiony niż ona. Później zamawialiśmy co bądź jeden drink po drugim i tak dalej...
Na szczęście pozostały mi resztki trzeźwego umysłu.
 - Nie będziemy tak wracać. - bąknąłem czkając przy okazji.
 - Dla... czegooooo?! - Zaśmiała się Rachel.
 - Bo tak! - Uderzyłem łapą w blat po czym próbując dogadać się z barmanem wynająłem pokój dla nas, który znajdował się tak jakby na strychu.
Basior zaprowadził nas w owe miejsce.
 - Życzę miłej nocy - powiedział na odchodne i zamknął drzwi.
 - Co teraz robimy? - spytałem wadery.

Rachel? if you know what i mean ( ͡° ͜ʖ ͡°) 

niedziela, 4 lutego 2018

Od Soula do Rachel

Drzewa były nagie. Mało było na nich pięknych, różowych liści wiśni co mnie dobijało. Ugh, wręcz nienawidziłem zimy. Mimowolnie dreszcze przeszły całe moje ciało. Przyglądałem się Rachel lepiącej coś ze śniegu. Był to całkiem przyjemny widok, więc delikatnie uniosłem kąciki ust ku górze. Stanąłem sobie obok niej przyglądając się poczynaniom wadery. Raz po raz ziewając, bo ostatnimi czasy zbytnio się nie wysypiałem. PROSZĘ NIECH JUŻ WRÓCI LATOOOO!
Zaczęliśmy rozmowę. Moje serce niebezpiecznie biło. I miałem wrażenie, że nawet Rachel je słyszy.
 - No mów, przecież cię nie zjem... - przerwała na chwilę lepienie bałwana.
Dobra. Teraz albo nigdy. W ciągu ostatnich tygodni kompletnie nie wiedziałem czego chcę.
Najpierw zauroczenie Nevrą, później Rachel chciała mnie zabić, a ja teraz zamierzam wyznać jej miłość.
Co jest ze mną nie tak? Potrząsnąłem głową na boki.
 - Mów żesz! - krzyknęła zniecierpliwiona.
Podczas gdy ja zbierałem się do wyznania jej tego, ona w tym czasie zwinnie wskoczyła na kamień stojący sobie w głębi jeziorka i z gracją na nim wylądowała.
 - Rachel. - zacząłem. - Booo... Ugh... Chyba cię kocham. - powiedziałem prosto z mostu z twarzą nie wyrażającą żadnych uczuć.
W tym momencie kamień, na którym stała wadera niebezpiecznie zanurzył się, a ona sama poleciała razem z nim w głąb jeziorka.
 - Rachel? - spytałem zdziwiony i przekręciłem głowę w bok.
Po chwili jednak wygramoliła się cała przemoczona z wody i otrzepała się, po czym podpaliła swoją sierść, tak że ta zaczęła się suszyć. Wyglądała dosłownie jak pudel, a jej futro przekraczało wszelkie prawa grawitacji.
Przez chwili tkwiliśmy w ciszy. Chyba ją zatkało... Ja za to wpatrywałem się w taflę wody jeziorka. Możliwe, że gdyby była człowiekiem to by się teraz soczyście zarumieniła i wyglądałaby jak burak.
 - Rachel? - spytałem.
 - Tak?
 - Co zrobimy?

Rachel? ( ͡° ͜ʖ ͡°)

poniedziałek, 29 stycznia 2018

Od Soula do Rachel

 - Z tym? - spytałem ale ona już zapadła w głęboki sen.
Westchnąłem więc przeciągle i bardziej okryłem się pierzyną. Było mi zimno. W końcu jest środek zimy...
Mimo wszystko nie mogłem zasnąć. Jedynie leżałem sobie z zamkniętymi oczami. Cały czas dręczyły mnie słowa wypowiedziane przez waderę.
Z czym się musiała męczyć? 
Czasem wkurzała mnie ta jej tajemniczość. Jakby nie mogła przestać owijać w bawełnę tylko walić prosto z mostu. W czasie snu bardziej się we mnie wtuliła i mruknęła coś pod nosem. Przyznam szczerze, że było to miłe uczucie... Dawno nie czułem czyjegoś ciepła obok siebie i chyba mi tego brakowało. Przymknąłem więc jeszcze bardziej oczy delektując się chwilą. A na moją twarz wstąpił delikatny uśmiech.
 - Soul? - bąknęła jeszcze zaspana Rachel.
 - Jestem obok, śpij. - Przejechałem łapą po jej sierści.
Ona wydukała tylko krótkie ,,Mhm..." i ponownie odpłynęła w krainę Morfeusza. 
Przez chwilę tylko obróciła się na drugi bok i wtedy objąłem ją od tyłu. Co chwila się wierciła i przewracała z boku na bok.
Może śni jej się jakiś koszmar? W końcu i ja wylądowałem na podłodze z głośnym hukiem, gdyż ona cały czas się rozwalała. Bąknąłem jakieś ciche przekleństwo pod nosem i rozmasowując bolące miejsce, po cichu udałem się w stronę innego pomieszczenia. Chyba trafiłem do czegoś w rodzaju kuchni. Usiadłem sobie przy stole i wpatrywałem się na spadające płatki śniegu, gdyż stąd miałem idealne miejsce do podziwiania takich widoków. Czas mijał a ja czułem tylko nudę i monotonię. Przez chwilę próbowałem usnąć ale nic z tego. Jakaś dziwna siła nie pozwalała mi nawet zmrużyć oka.
 - Ughhhh, zabijcie mnie proszęęęę! - uderzyłem lekko głową w stół. 

Rachel? ciotka wena wyjechała na wakacje ;-;

poniedziałek, 22 stycznia 2018

Od Soula do Rachel

 - Witaj śpiąca królewno. - Powiedziałem z wielkim bananem na twarzy.
Od jakiegoś czasu, nie wiedząc czemu, lubiłem tak na nią mówić.
 - Cześć. - bąknęła niewyraźnie.
 - Uuu, jest aż tak źle? - skrzywiłem się nieco. - Niedługo powinnaś wyzdrowieć. Kurde czuję się winny trochę. - Zaśmiałem się nerwowo.
 - Jakby tak nie patrzeć to głównie twoja wina. - odparła. 
No w sumie to miała racja. Aczkolwiek przyznam, że było warto. 
Nie chcąc być narażonym na kolejne niemiłe odpowiedzi Rachel, zadeklarowałem, że przyniosę jej coś do jedzenia. I takim oto sposobem po długich staraniach upolowałem niewielkiego jelonka. Po drodze, niosąc go w pysku nieco go usmażyłem i przypiekłem by był ciepły i bardziej smaczny. 
Wróciwszy do jaskini nie zastałem tam wadery. Rzuciłem więc kawałek mięsa na ziemię i zacząłem się rozglądać.
 - Rachel? - spytałem trochę zbity z tropu. 
Przeszukałem dosłownie każdy kąt i zakamarek lecz nie znalazłem tam nigdzie mojego obiektu zainteresowań.
Może wyszła na spacer?
 Z taką myślą stwierdziłem, że wyjdę na zewnątrz jej poszukać. A gdy tylko przekroczyłem próg jaskini spadła na mnie dosłownie lawina śniegu. Było mi cholernie zimno, a w głowie krążyła tylko jedna myśl.
ZABIJĘ CO NIE.
Później poczułem ciężar czyjegoś ciała i śnieg znajdował się już wszędzie, gdy ona mnie nim nacierała. W buzi, w oczach, w uszach... WSZĘDZIE.
 - Rachel! - wydarłem się. - Zabiję cię kiedyś! - warknąłem.

Rachel? Odpisałam nareszcie 8)

wtorek, 9 stycznia 2018

Od Soula CD Rachel

 - Hahaha! Dobrze ci tak! - Zaśmiałem się, szczerząc się w promiennym uśmiechu.
Rachel tylko przewróciła oczami, po czym spojrzała na mnie tak jakby w myślach szykowała już dla mnie trumnę. Przez chwilę przemknęło mi przez myśl by ją przeprosić, ale to nie godziło by się z moją duszą chamskiego żartownisia, więc ostatecznie sobie odpuściłem. Mimo to postanowiłem podejść do wadery, co było moim największym błędem. Miałem plan by ją podnieść, pomóc, wyciągnąć z zaspy i tak dalej, lecz suma summarum wszystko potoczyło się kompletnie inaczej. A mianowicie zostałem również wciągnięty pod zaspę.
 - Ha! Teraz ja jestem górą! - krzyknęła stając nade mną.
Mimowolnie przypomniało mi się nasze pierwsze spotkanie... Wyglądało mniej więcej tak samo, z tym że zmieniła się pora roku i ogólny zarys otoczenia.
Z głębokiego zamyślenia wyrwało mnie uczucie zimna na pysku. Ugh, chyba czas się odegrać! Dużo mogłem znieść ale bez przesady!
Gwałtownie wstałem na równe nogi, i teraz to ja znajdowałem się nad waderą. Uśmiechnąłem się dumnie i nachyliłem się niżej, tak że nasze twarze dzieliło od siebie zaledwie kilka centymetrów.
 - Jestem lepszy Rachel, pogódź się z tym. - szepnąłem jej, patrząc prosto w oczy wadery.
Oczywiście cała ta scenka miała na celu bardziej ją rozdrażnić, a co za tym idzie podpuścić. Nie wiem czemu, ale wręcz ubóstwiałem wkurzać ją. Kochałem robić jej na złość i wiecznie się jej stawiać.
Wyglądało to pewnie jak typowa scenka z jakiegoś dennego romansidła, no ale co ja mogłem zrobić?
 - Zabij się. - bąknęła od niechcenia i popchnęła mnie tak, że cofnąłem się.
 - Nie! - wyszczerzyłem się.
Rachel podążała cały czas przed siebie cała przemoczona. Trzęsła się przy tym niemiłosiernie, w pewnym momencie zrobiło mi się jej szkoda. Ale znając życie, gdybym podszedł bliżej tooo źle by się to dla mnie skończyło.
Rachel przekroczywszy próg swojej jaskini, od razu usiadła w najdalszym jej kącie i ogrzała się zapalając swoją sierść.
 - Zdajesz sobie sprawę, że prędzej czy później zabiję cię własnymi rękami? - Uśmiechnęła się tak jak mają w zwyczajach robić to psychopaci, po czym kichnęłaś.
 - O ile oczywiście nie będziesz chora... - mruknąłem. - Jak coś, to jestem chętny do opieki się tobą! - wyszczerzyłem się.

Rachel? xd

czwartek, 4 stycznia 2018

Od Soula CD Geneviev

Wpadłem do lodowatej wody.
No zajebiście kurde. Nabrałem gwałtownie powietrza w płuca, lecz było za późno i nawdychałem się tylko wody. A co za tym idzie zacząłem się krztusić i kasłać.
WSPANIALE.
Ostatkami sił próbowałem wydostać się ponad taflę wody, lecz jak wiadomo - byłem przegrywem życiowym to musiało mi się to nie udać. No i suma summarum, zamknąłem oczy lecz już ich nie otworzyłem. Najwyraźniej urwał mi się film...

Time skip
Uchyliłem delikatnie powieki i zajęło mi to trochę czasu, nim ogarnąłem co się wokół mnie dzieje. Leżałem na kimś, to znaczy częściowo, bo głównie to wlokłem się po ziemi, a moje futro było całe upaprane we krwi.
Dzięki ci siostrzyczko. 
Poruszyłem się niespokojnie, a Genevieve najwyraźniej wyczuła to.
 - Ooo, bracie! Obudziłeś się. - zagadnęła wesoło potrząsając mną.
 - Nie możesz szybciej? - bąknąłem przecierając oczy i ziewając donośnie.
 - Ewentualnie możesz sam się pofatygować, wstać i iść sam... - zaproponowała, a oczami wyobraźni widziałem jak przewraca oczami.
 - Eh, w sumie racja. - wzruszyłem barkami i stanąłem na własne łapy.
Na początku otrzepałem się z ziemi i błota, a następnie cały skąpałem się w ogniu, aby się ogrzać.
 - Ah! Od razu lepiej! - jeszcze raz się otrzepałem i z bananem na twarzy zrównałem krok z moją towarzyszką. 

Gen? Brakus wenus ;-;

wtorek, 2 stycznia 2018

Od Soula CD Geneviev

Tak więc oboje ułożyliśmy się na moim posłaniu. Nie było zbyt wygodne, gdyż zbytnio o to nie dbałem. Spałem w okolicznych jamach i jaskiniach, a od biedy zdarzało mi się nawet pod gołym niebem. Z tym, że teraz była zima więc nie bardzo mi to odpowiadało... Śnieg cały czas sypał i pruszył, a na dworze było zapewne poniżej zera.
 - Gen... - zacząłem.
 - Tak? - spytała.
 - Co ty na to, żebyśmy jak wrócili do Meg, poszli na lodowiskoooo? - zaproponowałem błagalnie.
Gdy byliśmy małymi szczeniakami oboje uwielbialiśmy w zimę razem ślizgać się na lodzie. Więc czemu by tego nie powtórzyć?
 - Jasne! - zaśmiała się serdecznie. - Dawno tego nie robiłam... - powiedziała po dłuższej chwili.
 - Szczerze? Ja też nie! A teraz dobranoc! Z rana idziemy do Meg, a później nad jezioro.
 - Tak jest! Dobranoc. - Pocałowała mnie w policzek i momentalnie usnęła.
Najwyraźniej to rodzinne... Hehe.
***
Z samego rana, tak jak zapowiadałem, podprowadziłem moją siostrę do Meg. A że akurat potrzebowaliśmy nowych członków watahy, to Alfa się zgodziła.
 - Dzięki! - powiedziałem na odchodne i przybiłem piątkę z moją siostrą. - To teraz na lodowiskooo!
 - Tak!
Najpierw wróciliśmy do mojej tymczasowej jaskini, w której odmętach gdzieś ukryte jeszcze były części mojego wczorajszej kolacji. Szybko zjedliśmy pozostałości z sarny, w między czasie zaparzyłem nam jeszcze wywar z ziół który był przepyszny! No i od razu po tym udaliśmy się do najbliższego stawu, jeziorka... Coś w ten deseń.
Z początku dość niepewnie weszliśmy na lód. Z tego co widziałem był dość gruby, więc raczej nie powinien się pod nami zarwać. Standardowo, jak to było w dzieciństwie, ja wszedłem pierwszy. Ostrożnie stawiałem łapę za łapą, z początku ostrożnie, później już bardziej śmiało.
 - Jest dobrze! - krzyknąłem do Gen, znajdującej się jeszcze na brzegu.
Ta wesoło zamerdała ogonem i już po chwili znalazła się obok mnie. Przez dłuższy czas dobrze bawiliśmy się na lodzie, dopóki ten nie zaczął pękać...
 - Gen...
 - Tak?
 - Bo on chyba jednak zaczyna się łamać... - odparłem patrząc jak pode mną i pod nią powstają zarysy pękającego coraz bardziej szkła...

Geneviev? 

Od Soula CD Rachel

 - Faceci z klubu wszystko mi powiedzieli. - powiedziałem.
 - O...O czym? - tak jakby zająknęła się.
 - O tym, żeee... Ugh, ciężko mi o tym mówić. - Warknąłem. - No, że się we mnie zakochałaś.
 - CO?! Ja... W tobieee?! Proszę cię! - Zaśmiała się nerwowo.
 - No słuchaj no. Ja tam nie wiem co ty im naopowiadałaś tam...
Patrzyłem cały czas w jej oczy próbując wyczytać cokolwiek z jej twarzy. Co w sumie było ciężkie, gdyż nie zdradzała żadnych uczuć. Czy tylko ja miałem w głowie taki mętlik?
Już raz byłem zakochany i nie skończyło się to dobrze... Na samo wspomnienie o tym wykrzywiłem twarz w dziwny grymas z obrzydzeniem. Parszywa wadera... Nigdy jej tego nie wybaczę.
 - Tak czy nie? - spytałem w końcu.
 - Nie - odparła bez zastanowienia.
 - No to spoko... - powiedziałem.
Nie wiem czy bardziej kamień spadł mi z serca, czy czułem jakieś rozczarowanie. W sumie to nie czułem nic. Pustkę... kompletną pustkę... Nic nowego...
Rachel leżała na przygotowanym przeze mnie legowisku i powoli, bez pośpiechu sączyła wodę, którą jej przygotowałem wcześniej. Nie wykazywała po sobie żadnych oznak kaca. To chyba dobrze...
 - Jesteś w stanie dzisiaj wrócić do centrum watahy? Czy może jeszcze poczekamy jeden dzień i wyruszymy jutro rano? - upewniłem się.
W odpowiedzi tylko z głośnym hukiem dosłownie walnęła się na posłanie i bąknęła coś pod nosem przecierając oczy.
To chyba znaczyło, że nie...
 - No jak wolisz... - Uśmiechnąłem się pod nosem i położyłem się obok niej.
Nie spałem przez większość nocy, więc byłem zmęczony. A co za tym idzie momentalnie zasnąłem. I jak nigdy nic mi się nie śniło, tak dzisiaj wyjatkowo miałem dziwny sen. Mianowicie staliśmy sobie z Rach obok mojej jaskini. Oboje uśmiechnięci i szczęśliwi. Ogrzewali się w blasku słońca, a ja obejmowałem ją czule. Co to za zrąbany sen?! Spojrzałem w dal, a tam o zgrozo biegały jakieś małe bachorki. Wspaniale! Pokręciłem głową na boki, ale to nic nie dawało... Czy my... Ja i Rachel... Byli małżeństwem? A do tego tam w oddali biegały nasze szczeniaki?
Na tym to się mniej więcej skończyło, gdyż zaledwie chwilę później obudziłem się cały spocony.
 - Co? Gdzie? Jak? - krzyknąłem zdezorientowany.

Rachel? Tak rodzinnie będzie, a co *lenny*

wtorek, 19 grudnia 2017

Od Soula do Geneviev

 - Em... Cześć? - powiedziałem nieco zszokowany. - Znamy się może? - spytałem dla pewności.
Wadera odkleiła się ode mnie i stanęła przede mną. Teraz mogłem podziwiać ją w pełnej okazałości. Kogoś mi przypominała. Coś mi świtało, lecz w dalszym ciągu nie pamiętałem, kim owa samica może być.
 - Nie... Nie pamiętasz mnie? - spytała spuszczając głowę w dół. - Soul! Jestem Gen, Geneviev... - bąknęła.
Przetarłem oczy łapą, zamrugałem kilka razy i wybałuszyłem oczy patrząc cały czas na białą wilczycę.
 - Gen... - wyszeptałem cichutko. - To ty?! - krzyknąłem po chwili.
Geneviev ponownie się na mnie rzuciła, z takim impetem, że wylądowałem na podłodze. Zaśmiałem się i również odwzajemniłem przytulasy. Zrobiło mi się cholernie miło.
 - Tęskniłem... Strasznie tęskniłem... - powiedziałem obejmując ją. - Co ty tu w ogóle robisz idiotko?! - spytałem klepiąc ją po głowie.
I w tym momencie opowiedziała mi całą historię po moim odejściu. Jak to było naprawdę i co się działo w domu...
Zrobiło mi się trochę przykro, aczkolwiek najważniejsze było to, że się odnaleźliśmy.
 - Czekaj, czekaj, czekaj. - przerwała Rachel. - To twoja siostra?! - wykrzyknęła zdziwiona. - Nic nigdy nie mówiłeeeeś. - zarzuciła z żalem.
 - Boooo, nie pytałaś. - Wzruszyłem barkami obojętnie.
 - A idź... - Machnęła łapą w moją stronę i podeszła do gen z wielkim uśmiechem.
Wnioskując po tym, że z dobre pół godziny rozmawiały ze sobą, całkowicie zapominając o mnie stwierdziłem, że raczej się dogadają.
 - Dobra ja lecę, nie będę wam przeszkadzać. - Powiedziała Rachel, gdy już wyczerpały im się tematy do rozmowy.
 - No dobrze, do jutra! - Siostra pomachała jej na pożegnanie, a ja zrobiłem to samo.
 - Zostaliśmy sami... - Stwierdziła wadera.
 - Racja... Bardzo mam przerąbane? - spytałem tak dla pewności oddalając się.

Geneviev? Spotkanie po latach hehe xd

piątek, 15 grudnia 2017

Od Soula do Rachel

Westchnąłem przeciągle i złapałem Rachel w pasie po czym wziąłem ją na swoje plecy i powolnym krokiem udałem się w stronę pubu. Gdy przekroczyłem drzwi ponownie do mojego nosa dotarł nieprzyjemny zapach alkoholu i papierosów. Przy ladzie siedziała gromadka basiorów nieco starszych ode mnie. Podszedłem więc do nich pewnym krokiem. Z początku spojrzeli się na mnie zdezorientowani, a później postawiłem Rachel na podłodze, która osunęła się na  panele.
 - Witajcie. - powiedziałem.
 - Cześć. Ooo! Nasza koleżanka! - jeden z nich podszedł do Rachel.
 - Eee... Tak to ona... - powiedziałem.
 - Czekaj! Ty jesteś Soul? - spytał kolejny.
 - Tak... A co?
 - Uuu... Bo wiesz... Nie wiem jak ci to powiedzieć. - Zażenowany podrapał się po brodzie.
 - Najlepiej prosto z mostu. - odparłem niecierpliwiąc się.
 - Bo wiesz... Ona... Ona się w tobie zakochała.
Właśnie wtedy, Rachel jakby odzyskawszy zdrowy rozsądek zerwała się na równe nogi i zaczęła kierować się w stronę wyjścia. W mgnieniu oka złapałem ją za ogon i z powrotem przyciągnąłem ją do siebie.
 - Żartujesz sobie prawda? - Wybuchnąłem śmiechem.
Duża część baru spojrzała się na mnie jak na istnego debila, a ja dalej śmiałem się w najlepsze.
 - Nie, nie żartuję. - rzekł całkiem poważnie. - Taka jest prawda. Zakochała się w tobie Soul.
 - Może mówiła o kimś innym? - spytałem dla pewności.
 - Nie. W tobie Soul. W TOBIE.
 Spojrzałem ponownie na waderę i pokręciłem głową wzdychając przy tym.
 - Nie kłamiecie? - upewniłem się.
 - Nie. Taka jest prawda. - Teraz już całkowicie spoważniali.
 - No dobrze. Uznajmy, że wam wierzę. - Powiedziałem. - To tyle, dziękuję za pomoc. - Uścisnąłem ich łapy w geście pożegnania i ponownie ułożyłem sobie waderę na moich plecach.
 - Co mam z tobą zrobić Rach? - powiedziałem szeptem sam do siebie.
Już po chwili opuściłem pub głośno trzaskając drzwiami. Postanowiłam zabrać ją do swojego tymczasowego mieszkanka, czyli małej jaskini znalezionej przeze mnie kilka godzin temu. Gdy tylko tam doszliśmy położyłem ją delikatnie na podłodze, a sam ułożyłem się obok niej, by nie zmarzła z zimna. Przyznam szczerze, że miło mi się zrobiło, gdy dowiedziałem się o tym. Moje serce zaczęło bić szybciej... To jakaś paranoja czy jeszcze nie?
 - Rachel... Dużo dla mnie znaczysz... - powiedziałem głaszcząc ją po głowie.
Na szczęście była zbyt pijana by cokolwiek usłyszeć, a w dodatku chyba spała.

Rachel? xd

niedziela, 10 grudnia 2017

Od Soula do Rachel

W przypływie emocji uderzyłem Rachel w twarz. Zasługiwała na to.
Chwilę pogadała, chociaż nie wiem czy ktokolwiek jej słuchał, gdyż ja kompletnie się wyłączyłem. Nie miałem siły na bezcelowe przekomarzanki z waderą.
 - Nevra, chodźmy już... - bąknąłem przytulając ją do swojego boku.
 - Taaak! Najlepiej uciec od problemów co nie?! - krzyknęła za nami.
 - Zacznijmy od tego, że cholera nie uciekam! - Odwróciłem się gwałtownie i warknąłem na Rachel, tak że ta lekko się skuliła w sobie. - Cały pieprzony czas uciekałaś ode mnie, gdy cię szukałem! Przez ciebie mam tę cholerną bliznę na boku i cały czas utykam, a ty jeszcze śmiesz twierdzić, że uciekam?! Po prostu mam dosyć wszelkich kłótni. Dałaś mi już wystarczająco do zrozumienia, że mam się odczepić, więc zrobiłem to. Czego jeszcze chcesz?! - Cały czas krzyczałem, a mój głos echem rozchodził się po jaskini.
 - Soul... - Zaczęła Nevra. - Ty... Okłamałeś mnie. - stwierdziła spokojnie ze łzami w oczach. - Powiedziałeś, że nie poszedłeś jej szukać... Kłamałeś mnie! - wykrzyknęła. - Jak mogłeś? Jesteś, jesteś pieprzonym dupkiem i chamem... - Rozpłakała się całkowicie.
 - Nevra ja...
 - Nie. To koniec rozumiesz? - przerwała mi gwałtownie ocierając łzy. - Koniec... - powtórzyła szeptem.
Pokiwałem głową z dezaprobatą i zaśmiałem się cynicznie.
 - Jesteście obie siebie warte. - Stwierdziłem sarkastycznie. - I dzięki Rachel za zniszczenie mi życia. - Uśmiechnąłem się w myślach życząc jej śmierci. - Jesteś wspaniałą przyjaciółką! - Puściłem jej oczko, które przesączone było ironią.
I najprościej w świecie wyszedłem z jaskini. Truchtem, z pozoru spokojnie, okrężną drogą udałem się do mojej ostatniej kryjówki. Zgarnąłem stamtąd Marco i cały płonący wsiadłem na niego odlatując gdzieś w przestworza. Miałem już głęboko wywalone na Rachel, Nevrę i całą tą pieprzoną watahę. Chciałem tylko udać się jak najdalej stąd i zacząć żyć normalnie.

Rachel? xd

piątek, 17 listopada 2017

Od Soula do Rachel

 - Ona taka nie jest... - powiedziałem.
 - Mówiłam, że mi nie uwierzysz! - krzyknęła po chwili oburzona.
 - Dobra, powiedzmy, że ci wierzę. - bąknąłem od niechcenia.
 - Mhm, jasne...
Przez chwilę milczeliśmy. Nie wiedziałem co powiedzieć. Z jednej strony nie chciałem wierzyć Rachel, a z drugiej miałem nadzieję, że Nevra wcale taka nie jest. Jednak coraz bardziej w to wątpiłem.
W sumie to już nie miałem ochoty na żadne kłótnie z Rachel, a raczej nie miałem na nie siły. Tak więc spokojnie wstałem i nie patrząc na lekkie rany odwróciłem się i poszedłem w stronę watahy.
W między czasie rozgrzałem swoje ciało, tak że znowu się zapaliło czym wyleczyłem swoje rany zadane przez Rachel. Gdyby nie to, że mam swoje zasady, to już dawno by oberwała ode mnie.
Zaśmiałem się cynicznie pod nosem.
 - Irytujesz mnie Rachel. - Powiedziałem do siebie szeptem.
Ona natomiast nie mogła mnie usłyszeć, gdyż znajdowałem się kilka dobrych metrów od niej.
Kroczyłem powoli i dumnie. Nie spieszyłem się nigdzie. Wypełniała mnie tylko złość, którą starałem się kontrolować. W dzieciństwie miałem już podobne ataki, po jednym z nich spaliłem całą wioskę i dwa okoliczne lasy... Oprócz tego ponieśliśmy straty w wilkach, a później wszyscy mięli o to wąty.
Tak więc musiałem nad sobą panować i mieć wszystko pod kontrolą.
Wystarczyło mi  już, że ja cały płonąłem i zostawiałem za sobą ślady popiołu, gdyż paliłem wszystko to na czym stąpnąłem.
Nie chciałem się pokazywać w takim stanie Nevrze, więc zwolniłem kroku jeszcze bardziej i poszedłem okrężną drogą, by w miarę się ogarnąć.
~~~
Wróciłem po kilku godzinach. Gdy tylko przekroczyłem tereny watahy na szyję rzuciła mi się Nevra z piskiem. 
 - Oh, Soul! Martwiłam się! - krzyczała. - Gdzie ty byłeś?
 - Na spacerze. - uśmiechnąłem się, starałem się za wszelką cenę ukryć to co się ze mną działo i w jakim stanie byłem.
  - Cieszę, się że wróciłeś... Co ja bym bez ciebie zrobiła? - zaszlochała a ja obojętnie objąłem ją ramieniem. 
Po jakimś czasie udaliśmy się do jej jaskini i tam spędziłem noc. Od razu położyłem się spać, bo byłem wykończony dzisiejszymi wydarzeniami i Rachel...

Rachel?

piątek, 3 listopada 2017

Od Soula do Rachel

Złapałem pióro wadery i wpatrywałem się w nie przez dłuższą chwilę. Nadal kryłem do niej urazę za to co mi zrobiła. Mimo to zaczynało mi brakować jej obecności.
Czy to jest to słynne przywiązanie, o którym teraz tak często się mówi?
Możliwe...
W każdym razie Rachel gdzieś sobie odleciała.
 - Nawet nie masz odwagi by ze mną porozmawiać! Jesteś pieprzoną egoistką rozumiesz?! - krzyknąłem w przestrzeń, choć w sumie to pewnie i tak nikt mnie nie usłyszał.
Jedyne co dostrzegłem to obraz zbliżającego się w moją stronę smoka. Marco. Mój jedyny towarzysz...
Podleciał do mnie i dumnie stanął na przeciwko. Poklepałem go po boku, na co ten zamruczał. Ja wychowałem smoka czy kota?! No cóż... Przynajmniej on może zechce mi pomóc?
 - To jak mały? Idziemy szukać Rachel? - spytałem śmiejąc się, choć tak naprawdę w środku aż pękałem ze złości.
Ten wydał jakiś bliżej nieokreślony odgłos i ukucnął.
 - Chcesz żebym na ciebie wskoczył? - spytałem zdezorientowany.
Co jak co, ale on nigdy nie dawał na sobie lecieć, a nawet siedzieć na jego grzbiecie... Więc była to jakaś nowość. Wzruszyłem tylko barkami i delikatnie na nim usiadłem.
Muszę przyznać, że sporo urósł od mojego dołączenia do watahy. Teraz był co najmniej dwa razy większy ode mnie (o ile nie więcej...).
Marco już chwilę później wzbił się w powietrze, a ja kurczowo trzymałem się jego karku. Jego skrzydła przecinały powietrze, a ja czułem się wręcz wspaniale. Tak dawno nie latałem... W sumie to od czasów kiedy wróciliśmy z naszej wędrówki.
Cały czas szukałem jakiegoś tropu mojej byłej przyjaciółki. Chciałem to wyjaśnić raz na zawsze. A później to może sobie robić co jej się żywnie podoba.
 - Jeszcze cię dopadnę Rachel... - szepnąłem sam do siebie i wytężyłem słuch.
Lecieliśmy stosunkowo nisko nad ziemią i dość powoli więc mogłem spokojnie wyczuć zapach wadery. Co okazało się w sumie prostym zadaniem, gdyż już po chwili go wyczułem.
Cóż, myślałem, że będzie trudniej. Przyznam szczerze, że trochę się obawiałem gdy minęliśmy rzekę i przelecieliśmy nad przepaścią. Nie widzi mi się jeszcze umierać, więc jeszcze mocniej wczepiłem się w łuski smoka.
Z daleka widziałem już sylwetkę wadery. Stopniowo się do niej przybliżaliśmy aż w końcu wylądowaliśmy z hukiem na jakiejś skale. Zeskoczyłem z Marco i szybko podbiegłem to Rachel, zanim ta zdążyłaby gdzieś odlecieć.
 - Rachel. Chcę to wszystko wyjaśnić raz a dobrze. A później to rób sobie co chcesz. - bąknąłem.

Rachel?