Black Parade

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Genevieve. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Genevieve. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 29 marca 2018

Od Genevieve CD Tamaiti

- Hej wracać mi tu, ale już! - krzyknęłam do dzieciaków. Zachciało mi się bawić w dobrą ciocię kurde. Jakbym nie mogła im dwa razy w roku kupić prezentu, a potem udawać, że nie istnieją. Byłoby łatwiej! Nie żebym nie lubiła dzieci, wręcz przeciwnie, kocham te małe gnomy, ale dzisiaj przeszły same siebie. Jedyne o czym teraz marzyłam to wepchnąć je z powrotem Rachel i Soulowi, a potem zamknąć się w jaskini i porządnie zrelaksować. Każda próba zapanowania nad dzieciakami kończyła się porażką, więc jedyne co mi pozostało, to obserwować bezsilnie ich poczynania. Nagle poczułam uderzenie w bok. Zdezorientowana rozejrzałam się w poszukiwaniu pocisku, który o mało co mnie nie przewrócił. Przede mną stała szara wilczyca, dostojna szara wilczyca. Pierwszym co zauważyłam były zjawiskowe skrzydła, o wiele bardziej zjawiskowe od skrzydeł Rachel, bo aktualnie tylko ona i jej dzieci potrafiły latać w moim otoczeniu. Chwała Bogu, że Rachel tego nie słyszy, bo skończyłabym pewnie jak większość jej ofiar, a nawet gorzej.
- Kim jesteś? Nie wydaje mi się byś należała do Watahy Diamentowych Piór... - powiedziałam, starając się nawiązać jakoś rozmowę.
- Wilkiem, a dokładniej waderą, jeśli nie widać - odpowiedziała z dumą.
- Też mi odkrycie... - prychnęłam. - Jestem Genevieve, ale możesz mówić mi Gen. - oznajmiłam i spojrzałam na nią oczekując odpowiedzi zwrotnej.
- Mam na imię Tamaiti, ewentualnie Tama, w porywach do Tai - uśmiechnęła się wadera.
- A więc co porabiasz na naszych terenach? - spytałam podejrzliwie.
- Aktualnie to stoję, ale w zależności od tego jak potoczy się sytuacja mogę jeszcze siedzieć i leżeć - mruknęła, na co roześmiałam się i przewróciłam oczami.
- Ciociu bo on powiedział...! - krzyknęła Łucja wyskakując zza krzaków, jednak widząc nieznajomą od razu zamilkła. Po niej przybiegła Mercy, lecz i ona onieśmielona obecnością Tamaiti nie odezwała się ani słowem. Na końcu dotarł Gabryś.
- Witam! Jestem Gabriel i niech to pani zapamięta... Gabriel nie Gabryś! - powiedział z błyskiem w oku siadając obok mnie. Taaak, cały Gabryś!

piątek, 16 marca 2018

Od Genevieve do Rachel



Od kilku dni mieszkałam już we własnej jaskini. Nie żeby źle mieszkało mi się z bratem, ale pomyślałam po prostu, że jestem tam małym intruzem. Znalazłam więc całkiem niezłą miejscówkę niedaleko i postanowiłam się wprowadzić. Była dość duża i przestronna. Właściwie miała tylko jedną wadę... Zbyt blisko Soula. Już widziałam te wszystkie kontrole i niespodziewane wizyty. Basior czasami potrafił być bardzo nadopiekuńczy. Aż zbyt bardzo. Tego dnia miała się właśnie odbyć pierwsza kontrola, na szczęście zapowiedziana. Od rana ogarniałam mieszkanie i starałam się żeby wyglądało w miarę dobrze. Około południa przybył Soul razem z Rachel. Od razu na wejściu brat przejechał łapą po jednej z szafek.
- Za dużo kurzu tutaj! - oznajmił, na co ja przewróciłam oczami.
- Ciebie też miło widzieć braciszku! - burknęłam, po czym lekko przytuliłam moją bratową.
- Tęsknimy za tobą - mruknęła Rachel. Kiedy mieszkałam u Soula bardzo się polubiłyśmy.
- Mów za siebie! - fuknął brat. Przewróciłam oczami i zaprosiłam gości do salonu.
- Coś się ciekawego się wydarzyło jak się ewakuowałam? - spytałam moszcząc się na kanapie. Rachel i Soul wymienili porozumiewawcze spojrzenia.
- Właściwie to... - zaczęła wadera.
- Będzie mały Soul! - wrzasnął brat.
- Czyli...? BĘDĘ CIOCIĄ! - krzyknęłam i podbiegłam przytulić Rachel.
- A mnie to już nie przytulisz?! - oburzył się Soul.
- Ty nie jesteś w ciąży! - warknęłam.
- Ale czasem się tak zachowuje. - mruknęła rozbawiona bratowa, na co głośno się roześmiałam.
- Chyba wy! - wymamrotał basior, odwracając się do nas plecami.
- Przejdzie mu. - oznajmiła Rachel, wzruszając ramionami.
- Kiedyś na pewno! Myśleliście już nad imionami? Proponuję Batman dla chłopca! - zagadnęłam po chwili.

Rachel?

wtorek, 27 lutego 2018

Od Genevieve CD Soula

- Ah! Od razu lepiej! - mruknął Soul, otrzepując się ze śniegu i szeroko się uśmiechając. No fajnie! Przez kawał drogi męczyłam się z tym baranem na plecach, żeby teraz wstał i normalnie szedł. Myślałam, że jest umierający czy coś... Niewiele myśląc prychnęłam i przywaliłam łapą w bok basiora. Ten syknął i przeszył mnie morderczym wzrokiem.
- Ałaa... Za co? - jęknął po chwili. Uśmiechnęłam się dumna ze swojego czynu. Obudziła się we mnie ta sadystyczna strona, którą szczerzę mówiąc bardzo lubiłam.
- Za straszenie niewinnych ludzi! Myślałam, że jesteś umierający i dźwigałam cię przez tyle czasu, żebyś teraz wstał i szedł jakby nigdy nic!
Soul zatrzymał się na chwilę, pomyślał chwilę, po czym z uśmiechem na twarzy, zaczął pakować mi się na grzbiet.
- Co ty odpierdzielasz?! - krzyknęłam odsuwając się od niego tak, że spadł na ziemię.
- Ja was kobiety nie rozumiem! Najpierw masz pretensje bo nie musisz mnie nieść i idę sam, a teraz masz pretensje, bo chcę wejść ci na plecy! Ja nie wiem! - zaczął marudzić Soul.
- Nigdy nie byłeś zbyt inteligentny, co? - powiedziałam zadziornym uśmieszkiem, przez co mina brata wyrażała teraz wielkie oburzenie. Czekałam na jakąś błyskotliwą ripostę, jednak basior stał tylko z otwartymi ustami, próbując wymyślić coś co zniszczy mi życie. Nie wiedząc za bardzo co robić, wziął w łapę śnieg i rzucił się na mnie, próbując wetrzeć śnieg w moją sierść. Niestety tym razem nie udało mi się zwiać. Oby dwoje tarzaliśmy się w śniegu, śmiejąc się tak głośno, że słychać nas było pewnie z kilometra. Nagle naszą zabawę przerwał nieznajomy głos.
- Nie przeszkadzam?

Soul? Totalnie nielogiczne ale nie wiedziałam co napisać!

czwartek, 4 stycznia 2018

Od Genevieve CD Soula

Od Genevieve CD Soula
Lód i zima to dwie rzeczy, które kocham najbardziej, zaraz za jedzeniem. Dlatego ślizganie się po zamarzniętym jeziorze było dla mnie cudowne. Zazwyczaj gdy wchodziłam na lodowisko, dla bezpieczeństwa utwardzałam lód, jednak dzisiaj zupełnie zapomniałam o moich umiejętnościach, toteż gdy lód zaczął pękać totalnie nie wiedziałam co robić. Stanęłam jak wryta i przerażona obserwowałam pękającą taflę pod moimi łapami.
- Soul uważaj! - krzyknęłam, kiedy pęknięcia pod jego nogami stawały się coraz większe. Nagle lód zapadł się pod jego ciężarem a Soul wpadł do wody.
- Nie Soul! - wrzasnęłam po czym wskoczyłam tuż za nim. Woda była lodowata, jednak nie zwracałam na to uwagi. W tej chwili obchodził mnie tylko mój brat, który aktualnie opadał bezsilnie na dno jeziora. Szybko popłynęłam do niego i złapałam za jego kark. Ciężar Soula sprawił mi trochę trudności, jednak wyciągnęłam go z wody. Przeciągnęłam jego bezwładne ciało na ziemię. Nie wiedziałam co robić. Trąciłam tylko nosem jego łapę. Oczy zrobiły mi się mokre od łez. Tyle czasu szukałam brata tylko po to żeby teraz go stracić. Wstałam i próbowałam jakimś cudem włożyć Soula na plecy.
- Nie pomagasz mi braciszku - mruknęłam. Ach ten czarny humor. Przerzuciłam chłopaka przez grzbiet i usiłowałam zrobić krok. Moje ciało ugięło się pod jego masą.
- Ehh musisz schudnąć... - zażartowałam.Postanowiłam że się nie poddam. Z lekkimi trudnościami ruszyłam w kierunku jego jaskini.

Soul?

środa, 20 grudnia 2017

Od Genevieve do Soula

- Bardzo... Zamierzasz wrócić do watahy? - spytałam wlepiając w niego swój wzrok. Soul spuścił na chwile głowę, po czym spojrzał mi głęboko w oczy.
- To jest moja wataha! - mruknął.
- Jesteś pewien? Rodzice za tobą tęsknią... Szczególnie ojciec. - powiedziałam próbując go przekonać. Wyraz twarzy mojego brata wskazywał na to, że nie ucieszyła go ta wiadomość.
- Tęsknią?! Mogli o tym pomyśleć zanim mnie wygnali! - warknął. Rozumiałam go, mimo to rozumiałam też ojca. Próbowałam ich jak najbardziej do siebie przekonać.
- Musisz go zrozumieć... - zaczęłam niepewnie. Na twarzy Soula pojawił się grymas złości.
- Błagam cię... A co tu jest do zrozumienia?! To że wygnał swoje dziecko na pastwę losu?! Nie rozśmieszaj mnie!
- Postaw się po jego stronie! Mógł stracić watahę przez jakąś głupią wojnę, wywołaną przez ciebie. Widziałam jakie wyrzuty sumienia nim targają, ale musiał to zrobić! - krzyknęłam, próbując przemówić mu do rozsądku.
- Co nie zmienia faktu, że mnie porzucił! Zresztą nie ważne, nie mam zamiaru tam wracać. Czuję że to jest moje miejsce na ziemi, a ty jeśli chcesz możesz wracać z powrotem do ojca, ale beze mnie. - burknął. Oczy zaszkliły mi się łzami już kolejny raz.
- Ale ja nie mogę cię zostawić... Już nigdy cię nie opuszczę! - wychlipałam po czym rzuciłam się w jego objęcia. Soul czule mnie przytulił, jakby chciał mi wynagrodzić cały czas naszej rozłąki.
- Nawet nie wiesz jak bardzo tęskniłem siostrzyczko... - mruknął cichutko. Ta chwila mogłaby trwać wiecznie.
- Mogę do was dołączyć? - spytałam z wahaniem. Soul uśmiechnął się do mnie rozbrajająco.
- Oczywiście! Zaraz pójdziemy do Meg. - powiedział po czym skierował się do wyjścia.
- Jest noc braciszku. - mruknęłam rozbawiona. Soul zbity z tropu zawrócił.
- No tak... Jutro pójdziemy! A teraz chodźmy już spać. - wybełkotał po czym ułożył się obok mnie i zasnął.

Soul?

poniedziałek, 18 grudnia 2017

Od Genevieve do Soula

Biegłam już 2 tydzień, jednak wciąż nie traciłam nadziei na odnalezienie brata. Jedyne o czym marzyłam to znów spojrzeć w jego piękne, bystre oczy i wyznać mu jak bardzo za nim tęskniłam. Mimo, iż to co zrobił był straszne, to i tak uparcie trwałam w przekonaniu, że ta kara była zbyt dotkliwa. Tyle myśli przebiegało po mojej głowie. A co jeśli go nie odnajdę? Karciłam się za tę myśl, jednak nie mogłam uznać jej za niemożliwą. Wierzyłam, że brat się zmienił i stał się bardziej odpowiedzialny. Nie wiedziałam jeszcze czy zabrać go do domu, czy tułać po świecie za nim. To nie istotne! Pragnęłam być tylko z nim. Moje rozmyślania przerwał szmer jeziora. Postanowiłam zwolnić i odpocząć. Usiadłam przy brzegu jeziora i zaczęłam podziwiać krajobraz. Szum drzew, pomruk jeziora działały kojąco na moje nieco zszargane nerwy.
- Gdzie jesteś braciszku? - szepnęłam, a po moim policzku spłynęła łza. Jedna, samotna łza. Szybko starłam ją łapą, nie pozwalając na ani chwilę słabości. Zaczynało już zmierzchać więc postanowiłam znaleźć schronienie przed nocą. Natrafiłam wzrokiem na małą jaskinię. Pomimo mojej sympatii do nocy, tym razem postanowiłam spędzić ją w grocie. Perspektywa spędzenia nocy pod osłoną nieba była kusząca, jednakże tym razem jakaś niespotykana siła ciągnęła mnie do jaskini. Niepewnie wkroczyłam do mojej aktualnej sypialni, a to co tam zastałam przeszło moje najśmielsze oczekiwania. Nogi ugięły się pode mną a oczy zaszkliły się łzami. Chciałam coś powiedzieć, jednak nie mogłam wydusić z siebie choć słowa. Na środku jaskini stał mój brat, razem z obcą dla mnie waderą. Widząc mnie był tak samo zszokowany jak ja.
- Braciszku... - wyszeptałam słabo, po czym rzuciłam się prosto w ramiona Soula.

Soul?

Nowa wadera!


Autor obrazka: Johanna Tarkela
Właściciel: MrsBlack (howrse)
Imię: Genevieve
Przezwisko: Gen lub Śnieżka
Wiek: 2 lata
Płeć: Wadera
Stanowisko: Obrońca Gamm
Lubi: chłód, lód, noc, adrenalina
Nie lubi: upałów, nudy, gdy ktoś jej rozkazuje
Motto: Za facetem i za autobusem się nie biega - będzie następny!
Żywioł: lód, śnieg, woda (jej żywioły w ogóle nie współgrają z jej charakterem)
Rodzina: Matka Hope - bardzo wymagająca lecz kochająca córkę nad życie,
Ojciec Merlni - surowy, despotyczny, nie potrafi okazać miłości,
Brat Soul - arogancki, leniwy braciszek, pomimo to Gen bardzo go kocha.
Historia: Przez połowę swojego życia Gen była w cieniu swojego brata.
Mimo to kochała go nad życie i próbowała być taka jak on. Matka wychowywała ją na odpowiedzialną, silną, lecz dostojną waderę, która miała wkrótce przejąć pozycję alfy. Genevieve była jednak wszystkiemu przeciwna, gdyż chciała być jak brat. Gdy Soul został wygnany z watahy, Gen chciała wyruszyć na poszukiwania, lecz rodzice zabronili jej pod groźbą surowej kary. Wadera cierpliwie czekała na moment ukończenia 2 lat i tym samym wejścia w dorosłość, co skutkowało wyzwoleniem się spod władzy rodziców. W dniu urodzin wyruszyła na poszukiwania brata.
Charakter: Gen jest twardą i zadziorną waderą, która uwielbia rządzić i stawiać na swoim. Nie pozbawia jej to jednak uroku i delikatności. Ciągłe życie w niewoli rodziców wyzwoliło w niej nieposkromioną chęć wolności. Brat był dla niej wzorem i Genevieve tak jak on pragnęła podążać własnymi ścieżkami. Wadera uwielbia niebezpieczne, przyśpieszające bicie serca sytuacje. Jest bardzo nieostrożna i żyje zasadą CARPE DIEM. Bardzo łatwo się denerwuje, złości i obraża, jednak ten stan zazwyczaj nie trwa zbyt długo. Szaleństwo to jej drugie imię. Nienawidzi nudy. Jest bardzo odpowiedzialna jak na swój wiek. Gen jest ogólnie lubiana i uważana.
Amulet: Link
Jaskinia: Link
Głos: Christina Perri-A Thousand Years
Zauroczenie: brak
Status: Poszukuje
Partner/ka: Nie
Moce:
- Potrafi zamrażać, zamieniać w lód inne istoty,
- Może zamieniać wodę w lód lub na odwrót,
- Potrafi stworzyć śnieg,
- Może zmienić krajobraz na zimowy w kilka sekund,
- Gdy jest zła dookoła niej robi się wręcz lodowato,
- Kiedy idzie, zostawia ślady ze śniegu, lodu lub wody(zależy od samopoczucia),
- Z jej łap może tryskać woda,
- Oddychanie pod wodą.
Umiejętności: wyżej
Szczeniaki: Nie
Point: 0
Uwagi/kary:
Zdjęcia dodatkowe: 1 , 2