Wadera powoli odchodziła zostawiając mnie samego. Normalnie to miałbym to w dupie, ale ona wie o mnie zbyt wiele. Czyżby czary? O nie! Żadna laska nie będzie używać na mnie jakiejś czarnej magii! W każdym razie, skoro to prawda to muszę mieć mocniejszy umysł i nie dać się omamić. A może zna się z miastową policją? Ale raczej nie, zdziwiłbym się, jakby do takiego zadupia jak to dotarły takie informacje. Podbiegłem do niej truchtem i wyprzedziłem zatrzymując jednocześnie.
- Gdzie się wybierasz? - Zbliżyłem mój pysk do jej pyska, spojrzałem na nią przymrużając oczy i uśmiechnąłem się łobuzersko. Ona odskoczyła z obrzydzeniem.
- Nie pozwalasz sobie? Przestrzeń osobista koleś! - warknęła. - Chcesz dostać w pysk?
- Ale ja lubię ją naruszać - Z mojej twarzy nie schodził uśmiech.
Najwidoczniej wadera się trochę wkurzyła i wymierzyła cios pazurami w mój zabójczy pyszczek. Na szczęście jestem doświadczonym wojownikiem i takie coś to dla mnie pikuś. Uniknąłem ciosu przechylając się do tyłu i opierając się na skrzydłach by nie wywalić się do tyłu. Gdyby ona widziała swoją minę! To zdziwienie na jej twarzy jest dla mnie rozkoszą!
- I co? Nie spodziewałaś się tego? Jednak nie jestem takim słabiakiem... - Mówiąc to ostatnie zdanie spojrzałem się w ziemię, przypomniało mi się jak było kiedyś i na chwilę coś we mnie pękło, ale po chwili wpatrywania się w podłogę ogarnąłem się i wróciłem do siebie. Podniosłem oczy na waderę. Zobaczyłem, że patrzy na mnie nadal ze zdziwieniem, ale gdy spostrzegła, że to widzę szybko zrobiła pokerową twarz.
- Myślisz, że to był mój najsilniejszy atak? Pff, takimi uderzeniami to ja muchy zabijam jak mi dupę zawracają. Jak ty - zaśmiała się dumna ze swojej riposty spoglądając na mnie kątem oka i się lekko uśmiechając. Odwdzięczyłem uśmiech.
- W takim razie może mi pokażesz na co cię stać, "morderczynio much"? - zachichotałem i ustawiłem się w pozycji bojowej.
<Shadow? Bitwa? xD>
Black Parade
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Yoshimatsu Kawasak. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Yoshimatsu Kawasak. Pokaż wszystkie posty
wtorek, 13 czerwca 2017
czwartek, 8 czerwca 2017
Od Yoshiego do nieznajomej
Miną już okrągły rok od tego incydentu na tym śmietnisku zwanym sierocińcem. Od tego czasu jestem poszukiwanym "bezdusznym mordercą". Wyznaczyli nawet wysoką stawkę za schwytanie mnie. Pff, niech się walą - nie jestem na sprzedaż. Poza tym co ja takiego zrobiłem? Tylko uleczyłem te cierpiące dzieci, powinni być mi za to wdzięczni, mniej bachorów do wykarmienia.
Przemierzałem nieznane mi wilcze miasto w poszukiwaniu jakieś klubu w którym będę mógłbym się porządnie napić i ewentualnie zaliczyć kilka dupeczek. Przede wszystkim musiałem uważać, by nikt mnie nie rozpoznał. Jednak raczej będzie to trudne, bo wydoroślałem sporo od tego czasu. Poza tym, jestem oddalony od miejsca mordu 1000 km. Nagle spostrzegłem klub spełniający moje wyimaginowane wymagania. Wszedłem, usiadłem przy barze i chrząknąłem krótko:
- Piwo.
Szybko podał mi browarek, który wypiłem jednym łykiem, na co barman się zdziwił.
- Należy się 20 pointów (dobra waluta? xd) - powiedział sprzedawca wyraźnie znudzony swoją beznadziejną robotą.
- Ile?! - wzdrygnąłem się. - Oszalałeś?! Góra 10.
- 20, albo zgłoszę to na policję.
- Spieprzaj! - warknąłem. - Nie mam tyle ok?
- To nie trzeba było pić, twój problem - mówił niewzruszony.
- Słuchaj gnoju, lepiej ze mną nie zadzieraj - wymierzyłem w niego moim nożem, który noszę przy pasku.
- Ochrona! - krzyknął wystraszony.
- Zdychaj! - bez wahania dźgnąłem go nożem. W tym momencie obudziłem w sobie mój "psycho mode".
W tym momencie wszyscy zaczęli drzeć mordy. Zrobił się wielki gwar. W końcu przyszły "psy".
- Ooo, moi starzy kumple! - zadrwiłem z policji.
- Wiemy kim jesteś i co zrobiłeś, Yoshimatsu Kawasaki - Po sali przebiegł odgłos przerażenia. Tak, to ja, widzę ze się znamy.
- Dla was Pan Kawasaki, ku**y - zaśmiałem się i rozpędziłem by wypaść przez drzwi frontowe. Jednak jeden z "psiaków" mi zagrodził. Ja oczywiście zakatrupiłem go i miałem z tego wielką przyjemność.
- To do zobaczenia w piekle psiaczki! - zachichotałem i wypadłem na świeże powietrze, a oni oczywiście za mną. Ach jak fajnie mieć tłum fanów!
- Wiem, że mnie kochacie, ale bez przesady! No i, wybaczcie, ale wolę panienki - puściłem im oczko.
- Kawasaki! Nie ujdzie ci to na sucho! - wydarł się komendant. Ale fajnie się wkurzyli! Poza tym, jakie oni mają ze mną szanse? Oni zwykłe, tłuste, stare wilczury, a ja - wysportowany, młody, skrzydlaty "samiec Alfa". Co prawda, nie używam skrzydeł, bo są tylko na "wyjątkowe chwilę", ale dodają szybkości.
Skręciłem parę przecznic i w końcu ich zgubiłem. Niestety wylądowałem na jakiś dzikich terenach. Wtedy wpadłem na genialny pomysł - znajdę jakąś watahę i do niej dołączę. Już na pewno mnie wtedy nie znajdą. Zagłębiłem się bardziej w dzicz. Nagle w oddali zobaczyłem waderę. Poszedłem bliżej i powiedziałem:
- Hejka "nieznajomo" - na co ona szybko się odwróciła i wtedy puściłem jej oczko.
- Boże, wystraszyłeś mnie!
- Wystarczy Yoshi - zachichotałem.
<Tak więc któż będzie moją "nieznajomą"? XD>
Przemierzałem nieznane mi wilcze miasto w poszukiwaniu jakieś klubu w którym będę mógłbym się porządnie napić i ewentualnie zaliczyć kilka dupeczek. Przede wszystkim musiałem uważać, by nikt mnie nie rozpoznał. Jednak raczej będzie to trudne, bo wydoroślałem sporo od tego czasu. Poza tym, jestem oddalony od miejsca mordu 1000 km. Nagle spostrzegłem klub spełniający moje wyimaginowane wymagania. Wszedłem, usiadłem przy barze i chrząknąłem krótko:
- Piwo.
Szybko podał mi browarek, który wypiłem jednym łykiem, na co barman się zdziwił.
- Należy się 20 pointów (dobra waluta? xd) - powiedział sprzedawca wyraźnie znudzony swoją beznadziejną robotą.
- Ile?! - wzdrygnąłem się. - Oszalałeś?! Góra 10.
- 20, albo zgłoszę to na policję.
- Spieprzaj! - warknąłem. - Nie mam tyle ok?
- To nie trzeba było pić, twój problem - mówił niewzruszony.
- Słuchaj gnoju, lepiej ze mną nie zadzieraj - wymierzyłem w niego moim nożem, który noszę przy pasku.
- Ochrona! - krzyknął wystraszony.
- Zdychaj! - bez wahania dźgnąłem go nożem. W tym momencie obudziłem w sobie mój "psycho mode".
W tym momencie wszyscy zaczęli drzeć mordy. Zrobił się wielki gwar. W końcu przyszły "psy".
- Ooo, moi starzy kumple! - zadrwiłem z policji.
- Wiemy kim jesteś i co zrobiłeś, Yoshimatsu Kawasaki - Po sali przebiegł odgłos przerażenia. Tak, to ja, widzę ze się znamy.
- Dla was Pan Kawasaki, ku**y - zaśmiałem się i rozpędziłem by wypaść przez drzwi frontowe. Jednak jeden z "psiaków" mi zagrodził. Ja oczywiście zakatrupiłem go i miałem z tego wielką przyjemność.
- To do zobaczenia w piekle psiaczki! - zachichotałem i wypadłem na świeże powietrze, a oni oczywiście za mną. Ach jak fajnie mieć tłum fanów!
- Wiem, że mnie kochacie, ale bez przesady! No i, wybaczcie, ale wolę panienki - puściłem im oczko.
- Kawasaki! Nie ujdzie ci to na sucho! - wydarł się komendant. Ale fajnie się wkurzyli! Poza tym, jakie oni mają ze mną szanse? Oni zwykłe, tłuste, stare wilczury, a ja - wysportowany, młody, skrzydlaty "samiec Alfa". Co prawda, nie używam skrzydeł, bo są tylko na "wyjątkowe chwilę", ale dodają szybkości.
Skręciłem parę przecznic i w końcu ich zgubiłem. Niestety wylądowałem na jakiś dzikich terenach. Wtedy wpadłem na genialny pomysł - znajdę jakąś watahę i do niej dołączę. Już na pewno mnie wtedy nie znajdą. Zagłębiłem się bardziej w dzicz. Nagle w oddali zobaczyłem waderę. Poszedłem bliżej i powiedziałem:
- Hejka "nieznajomo" - na co ona szybko się odwróciła i wtedy puściłem jej oczko.
- Boże, wystraszyłeś mnie!
- Wystarczy Yoshi - zachichotałem.
<Tak więc któż będzie moją "nieznajomą"? XD>
wtorek, 6 czerwca 2017
Nowy basior!
Właściciel: Clarissa
Imię: Yoshimatsu Kawasaki (lub po prostu Yoshi)
Wiek: 3 lata
Płeć: Basior
Stanowisko: Wojownik (morderca)
Żywioł: Jest mieszanką wody i ognia, dlatego jego oczy są różnych kolorów.
Historia: Nie ma to jak być dzieckiem "z przypadku", zwykłym gównem, które tak naprawdę nie powinno istnieć. No i na co ci to było Yukiyo? Warto było iść z tym idiotą do łóżka? Teraz cierpię ja - owoc waszej "miłości", która zniknęła równie szybko jak się zjawiła. Myślałaś, że będziemy szczęśliwą rodziną? Myliłaś się, nie ma szczęścia na tym zasranym świecie. Nie potrafiłaś się mną sama zająć więc się mnie pozbyłaś. Oddałaś. Musiałem sam się wszystkiego nauczyć na tym śmietniku zwanym "sierocińcem". No i nauczyłem. Nauczyłem się, że życie to choroba, na którą jest jedyne lekarstwo - śmierć. Ale byłem zbyt wielkim tchórzem, by się wyleczyć. Któregoś dnia psychika mi totalnie siadła i wymordowałem sierociniec w wieku 2 lat i zwiałem, z czego jestem dumny. Najpierw robiłem dobrze panienkom, a potem je zarzynałem. Panów bez wahania wyplewiłem z tego świata. Teraz jestem tutaj i ukrywam to co się stało kiedyś. Niech nie wie nikt.
Charakter: Kawasaki ma czasami przejawy psychopaty. Czasem jest zamknięty w sobie i trudno z nim nawiązać jakikolwiek kontakt. Jest dla innych taki, jacy inni dla niego. Został nauczony, że mu wszystko wolno i wszystkim może się bawić. Poszedł w ślady ojca i został zwykłym "podrywaczem" i "chuliganem", który rozkocha, przeleci i zostawi. Trudno go rozwikłać, jest tajemniczy i zagadkowy. Często nie wie czego chce. Wielu boi się mu zaufać, ale wadery oddają się mu całkowicie. Może to zasługa jego zabójczego spojrzenia i niegrzecznego uśmiechu, za którym panienki tak przepadają? Wiele ich było, ale nie spotkał jeszcze tej której i on odda się całkowicie. Większość z nich to psute laski. Chociaż jest jaki jest, to tak naprawdę w środku brakuje mi rodzinnego ciepła, którego nie otrzymał za młodu. Czeka na mądrą i rozważną waderę, której i on odda się bezgranicznie.
Amulet: Nosi go wpiętego we włosy. LINK
Jaskinia: Śpi, gdzie go łapy poniosą.
Głos: LINK
Status: Wolny.
Partner/ka: Nie.
Moce: A liczy się moc bycia zabójczo przystojnym? Bo tak ogólnie to nie posiada.
Szczeniaki: Nie.
Point: 0
Imię: Yoshimatsu Kawasaki (lub po prostu Yoshi)
Wiek: 3 lata
Płeć: Basior
Stanowisko: Wojownik (morderca)
Żywioł: Jest mieszanką wody i ognia, dlatego jego oczy są różnych kolorów.
Historia: Nie ma to jak być dzieckiem "z przypadku", zwykłym gównem, które tak naprawdę nie powinno istnieć. No i na co ci to było Yukiyo? Warto było iść z tym idiotą do łóżka? Teraz cierpię ja - owoc waszej "miłości", która zniknęła równie szybko jak się zjawiła. Myślałaś, że będziemy szczęśliwą rodziną? Myliłaś się, nie ma szczęścia na tym zasranym świecie. Nie potrafiłaś się mną sama zająć więc się mnie pozbyłaś. Oddałaś. Musiałem sam się wszystkiego nauczyć na tym śmietniku zwanym "sierocińcem". No i nauczyłem. Nauczyłem się, że życie to choroba, na którą jest jedyne lekarstwo - śmierć. Ale byłem zbyt wielkim tchórzem, by się wyleczyć. Któregoś dnia psychika mi totalnie siadła i wymordowałem sierociniec w wieku 2 lat i zwiałem, z czego jestem dumny. Najpierw robiłem dobrze panienkom, a potem je zarzynałem. Panów bez wahania wyplewiłem z tego świata. Teraz jestem tutaj i ukrywam to co się stało kiedyś. Niech nie wie nikt.
Charakter: Kawasaki ma czasami przejawy psychopaty. Czasem jest zamknięty w sobie i trudno z nim nawiązać jakikolwiek kontakt. Jest dla innych taki, jacy inni dla niego. Został nauczony, że mu wszystko wolno i wszystkim może się bawić. Poszedł w ślady ojca i został zwykłym "podrywaczem" i "chuliganem", który rozkocha, przeleci i zostawi. Trudno go rozwikłać, jest tajemniczy i zagadkowy. Często nie wie czego chce. Wielu boi się mu zaufać, ale wadery oddają się mu całkowicie. Może to zasługa jego zabójczego spojrzenia i niegrzecznego uśmiechu, za którym panienki tak przepadają? Wiele ich było, ale nie spotkał jeszcze tej której i on odda się całkowicie. Większość z nich to psute laski. Chociaż jest jaki jest, to tak naprawdę w środku brakuje mi rodzinnego ciepła, którego nie otrzymał za młodu. Czeka na mądrą i rozważną waderę, której i on odda się bezgranicznie.
Amulet: Nosi go wpiętego we włosy. LINK
Jaskinia: Śpi, gdzie go łapy poniosą.
Głos: LINK
Status: Wolny.
Partner/ka: Nie.
Moce: A liczy się moc bycia zabójczo przystojnym? Bo tak ogólnie to nie posiada.
Szczeniaki: Nie.
Point: 0
Subskrybuj:
Posty (Atom)
