Black Parade

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Flynt. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Flynt. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 22 stycznia 2019

Od Flynta do Akane

Milczałem. Nie wiedziałem, co powiedzieć słysząc te dość poważną z mojego punktu widzenia deklarację. Długo wpatrywałem się w oczy wilczycy, starając się znaleźć odpowiedź. Wadera sprawiła, że poczułem coś, czego nie miałem okazji doświadczyć nigdy wcześniej. Naprawdę byłem szczęśliwy, spędzając z nią czas, będąc blisko niej. Dlaczego więc mam wrażenie, jakby moje serce drżało ze strachu. Odwróciłem na chwilę wzrok, skąd to dziwne uczucie? Ponownie padło na nas światło księżyca. Podniosłem wzrok i spojrzałem na Akane pytająco. Wadera przycisnęłam skrzydła do ciała i uśmiechnęła się lekko.
- W porządku. Rozumiem.
Nawet jeśli tak powiedziała, to nie było w porządku. To nie był jej uśmiech, nie ten, który znałem.
- Jestem zmęczona, pójdę już. - Stwierdziła wilczyca i ruszyła w stronę swojej jaskini. Gdybym był jednym z tych książąt, których opowiada się w bajkach, pewnie bym za nią pobiegł, zatrzymał i wszystko wyjaśnił, ale nim nie byłem. Dlatego siedziałem jak błazen, patrząc tylko, jak odchodzi. Siedziałem tak jeszcze chwilę po tym, jak samica zniknęła w oddali. Nigdy sobie nie radziłem, kiedy dochodziło do bycia poważnym, jak więc mam jej to wszystko wytłumaczyć? Westchnąłem ciężko i także postanowiłem wrócić do siebie. Będąc już na miejscu, natychmiast zanurzyłem się w chłodnej wodzie. Wróciło do mnie jedno z tych niewielu niemiłych wspomnień, jakie miałem. Jedno z tych, o których nikt nie chciałby pamiętać. Szczerze powiedziawszy, sam prawie o tym zapomniałem, jedynie słowa Akane o wszystkim mi przypomniały.
- Do końca życia. - Powiedziałem z westchnieniem. - Czy to w ogóle możliwe?
Spojrzałem na sklepienie jaskini, zwisały z niego jakieś zielone rośliny, nie bardzo wiedziałem co to, ale nie miało to znaczenia. Zacisnąłem zęby i uderzyłem łapą o taflę wody, ta rozprysła się na wszystkie kierunki. Jakoś nie pomogło mi to w uspokojeniu się. Zanurzyłem się nieco bardziej. Moje myśli krążyły wokół postaci czarnego, młodego wilka, którego niegdyś zwykłem nazywać przyjacielem. Mieliśmy być przyjaciółmi do końca życia, oczywiście wszystko skończyło się w momencie, gdy ten okazał się podłym zdrajcą.
- Ale... Akane jest inna, czyż nie? Jeśli naprawdę miała na myśli to, co powiedziała... może powinienem jej uwierzyć. W końcu ona nie ma nic wspólnego z tym, co wydarzyło się trzy lata temu.
Wyszedłem z wody i otrząsnąłem się. Wiedziałem już, co powinienem zrobić. Jeśli wyjaśnię moje zachowanie, to wszystko powinno się na powrót ułożyć. Będziemy ze sobą bez strachu, że to może się kiedyś skończyć. A przynajmniej w to chciałbym wierzyć, pod warunkiem, że wadera w ogóle będzie chciała mnie wysłuchać. Położyłem się, postanowiłem poczekać do rana, aby jeszcze raz dobrze przemyśleć to, co chcę powiedzieć. Nie pozwolę, aby zawód z przeszłości miał wpływ na moją przyszłość. Nie chcę oddalić się od Akane tylko dlatego, że boje się, iż "do końca" może nie trwać w rzeczywistości do końca.
~Rano~
Odetchnąłem w końcu. Wchodzenie na górę jest bardziej męczące niż schodzenie na dół, ale nie szkodzi, bo wierzę, że warto.
- Akane? - Zawołałem, nieśmiało zaglądając do jaskini.
Odpowiedziała mi jedynie cisza. Nie do końca wiedziałem co o tym myśleć, zdecydowałem się więc zajrzeć do środka. Idąc w głąb jaskini, znalazłem waderę.
- Dlaczego się nie odezwałaś? Myślałem, że cię nie ma. - Zrobiłem kilka kroków w przód.
Wtedy nagle Akane machnęła skrzydłem i zerwała się na równe nogi. Gdy na nią spojrzałem, widziałem smutek i złość w jej oczach. Zraniłem ją, wiedziałem to i nie miałem nic na swoje usprawiedliwienie. Położyłem uszy po sobie i uśmiechnąłem się lekko.
- Narozrabiałem, prawda? To w sumie nie pierwszy raz, gdy niepotrzebnie robię bałagan. - Uniosłem wzrok, wilczyca nic nie powiedziała, nie byłem w stanie powiedzieć, o czym teraz myśli, zdecydowałem się więc kontynuować. - W każdym razie chciałem przeprosić za wczoraj. Musiałem to wszystko sobie poukładać i chcę, żebyś wiedziała, że ja także chciałbym zostać z tobą na zawsze. Wiem, że moje zachowanie mogło być mylące, ale wiedz, że to, co do ciebie czuję to coś więcej niż zwykła sympatia. Akane ja... ja cię kocham.

Samica dalej milczała, widziałem jednak, że trochę się rozluźniła. Wziąłem to za dobry znak. Podszedłem więc bliżej, chwilę wpatrywaliśmy się sobie w oczy bez choćby słowa. Uśmiechnąłem się nieśmiało.
- Też chciałby spędzić resztę życia u twego boku, naprawdę.


<Akane?>
Dopiero po napisaniu zauważyłam komentarz o przeniesieniu postaci do NPC. No ale olać to, później będę się tym martwić XD Grunt, że mi Flynta do grobu nie poślą >.>

niedziela, 22 kwietnia 2018

Od Flynta do Akane

Sam przed sobą musiałem przyznań, że zachowanie wadery nieco mnie onieśmieliło. Słodki smak ust wilczycy sprawiał, iż zdawało mi się, że tracę zmysły. Nie dało się tego w żaden sposób porównać do wcześniejszych nieśmiałych liźnięć czy ukradkowych spojrzeń. Nie chcąc jednak tracić w żaden sposób w oczach wadery, uśmiechnąłem się lekko i powiedziałem:
- Od teraz będziesz musiała znosić całą serię moich idiotycznych zachowań.
- Doprawdy? - Zapytała wilczyca, unosząc kąciki ust. - Zapewniam cię, że bez problemu dam sobie z tym radę.
Po tych słowach Akane obdarowała mnie kolejnym pocałunkiem. Cóż takiego było w tej waderze, że swym blaskiem przyćmiewała wszystkie gwiazdy? Nikt nigdy wcześnie nie wzbudził we mnie tego typu uczuć. Moje myśli błądziły niczym dzieci we mgle. Nie potrafiłem ich zebrać, gdyż wszystkie one skupiały się teraz jedynie na znajdującej się przy mnie wilczycy. Zachłysnąłem się powietrzem, gdy tylko wadera przerwała pocałunek, by złapać oddech. Objąłem Akane i obróciłem nas tak, że teraz to samica leżała na plechach. Chwilę przypatrywaliśmy się sobie w ciszy. I choć udało mi się uspokoić oddech, to serce dalej biło jak oszalałe. Miałem wrażenie, jakby ktoś umieścił dzwon w mojej piersi, słyszalny nawet dobre kilkanaście metrów dalej. Zdawałem sobie jednak sprawę z tego, iż nie może to być prawda. A jednak irracjonalna myśl wciąż krążyła mi gdzieś po głowie. Tym razem to ja zainicjowałem pocałunek. Być może nieco niezdarnie, ale to zdawało się nie przeszkadzać wilczycy. Dzięki temu nie tylko odniosłem wrażenie, iż zagłuszyłem towarzyszące każdemu uderzeniu serca dudnienie, ale także poddałem się jednej z najmilszych rzeczy, jakich dotychczas miałem okazję doświadczyć. Uśmiechnąłem się, na chwilę dając się ponieść swojej nieco dziecięcej naturze. Wtuliłem nos w futro na szyi wadery, machając przy tym wolno ogonem.
- Dzięki tobie jestem najszczęśliwszym wilkiem na świecie. - Stwierdziłem.

<Akane? Totalna beznadzieja, ale miałem straszne wyrzuty sumienia każąc ci tak długo czekać na ten odpis także no... ;-;>

sobota, 24 marca 2018

Od Flynta do Akane

Życzenie. Czego mógłbym sobie życzyć? Do głowy nie przychodziło mi nic, czego nie miałbym już w swoim posiadaniu. Wtem przed oczami zamajaczył mi obraz dobrze mi znanej, śnieżnobiałej wilczycy. Uśmiechnąłem się lekko. Do powrotu do rzeczywistości skłoniło mnie nagłe pytanie wadery.
- I? Czego sobie życzyłeś? - Zapytała z nieziemskim wręcz blaskiem w oczach.
- Niczego. - Odparłem z pełną szczerością.
Samica spuściła wzrok i zmarszczyła nieznacznie brwi. Wyglądała na nieco zmieszaną z powodu mojej odpowiedzi. Widząc to, położyłem swoją łapę na jej łapie i z zawadiackim uśmiechem dodałem:
- Po co mam sobie czegoś życzyć od tamtej gwiazdy skoro moja gwiazdka spełniająca życzenia jest tuż obok.
Akane szturchnęła mnie i starając się chyba wyglądać na złą, zapytała:
- Kto powiedział, że będę spełniać twoje życzenia?
Zaśmiałem się krótko. Choć nie miałem zamiaru jej o nic prosić, to i tak nie potrafiłem dać wiary jej słowom.
- A ty księżniczko, czego sobie życzyłaś?
- Nie powiem. - Odparła wilczyca, odwracając głowę. - Nie słyszałeś, że życzenie się nie spełni, jeśli komuś o nim powiesz?
Początkowo przypatrywałem jej się z niekrytym zaskoczeniem. Gdy jednak udało mi się dostrzec delikatny uśmiech na jej pyszczku, szybko otrząsnąłem się z pierwszego szoku. W ramach swego rodzaju rewanżu zacząłem mierzwić jej włosy. Akane próbowała mnie przed tym jakoś powstrzymać, chichocząc przy tym niczym szczeniak. Nie dawałem jednak za wygraną, póki nie poczułem, że wilczyca ma już dosyć. Z włosami sterczącymi niemal na wszystkie strony przypominała nieco koguta. Odetchnąłem i oparłem się o bok wilczycy, mrucząc przy tym niczym kot. Wadera uniosła kąciki ust, po czym zajęła się przywracaniem swoich włosów do porządku. Spędziliśmy tak chwilę w milczeniu. Nie wiem, ile to trwało, ale nie miało to żadnego znaczenia. Błądziłem gdzieś myślami, jednocześnie nie odrywając wzroku od wadery. Właśnie wtedy, jeden impuls sprawił, że poczułem nieodpartą wręcz chęć zatrzymania wilczycy przy sobie. Uśmiechnąłem się nieznacznie, tak niepostrzeżenie udało jej się skraść moje serce.
- Akane.
- Hm? - Mruknęła samica, nie odrywając się od swojego zajęcia.
- Kocham Cię.

<Akane? XD>

piątek, 9 marca 2018

Od Flynta do Akane

Wadera nie przestawała mnie zaskakiwać, ale podobało mi się to. Naprawdę, kto w ogóle zadaje takie pytania? Było to na swój sposób zabawne i urocze. Chwilę przypatrywałem się wilczycy, ta jednak zdawała się usilnie unikać choćby patrzenia w moją stronę. Gdy jednak cisza przedłużała się, Akane spojrzała na mnie ukradkiem. Zaśmiałem się wtedy cicho i powiedziałem:
- Pewnie, ale chciałbym też coś w zamian.
- Co takiego? - Zapytała samica, przyglądając mi się badawczo.
Zacząłem bawić się kosmykiem jej włosów. Musiałem przyznać, że było to dość odprężające. Postanowiłem jednak porzucić to zajęcie, widząc, że Akane wciąż wyczekuje mojej odpowiedzi. Zbliżyłem się więc do wadery i liznąłem ją po policzku.
- Na razie to wystarczy. - Odparłem, machając wesoło ogonem.
Moja towarzyszka wydawała się jakby na chwilę gdzieś odpłynąć myślami. Gdy ponownie spojrzała mi w oczy, przysiągłbym, że widziałem, jak się rumieni. Uśmiechnąłem się i spojrzałem na błękitne niebo. Nadchodząca wiosna napawała mnie sporą dawką optymizmu. Więcej słońca i dłuższe dni kojarzyły mi się bowiem z większą ilością czasu, jaki mogłem poświęcić na wylegiwanie się. Kątem oka spojrzałem na białą wilczycę, być może jednak tym razem będzie nieco inaczej. Wyciągnąłem łapy w przód i położyłem na nich łeb.

~~~~~~
Dzień minął mi naprawdę szybko. Prawdopodobnie było to spowodowane tym, że nie byłem zmuszony do spędzenia go samemu. Spojrzałem na przybierające nocne barwy niebo, słońce już niedługo miało schować się za horyzontem. Wyszczerzyłem zęby w uśmiechu i zapytałem:
- Chciałabyś pooglądać dziś ze mną gwiazdy?
Akane zamilkła i spojrzała mi w oczy. Staliśmy tak chwilę, wzajemnie się w siebie wpatrując.
- Chętnie. - Powiedziała, uśmiechając się delikatnie.
Ten jej pełen spokoju i ciepła uśmiech naprawdę dodawał jej uroku. Czułem, że jest to coś, dla czego mógłbym oszaleć. Nie było mi jednak dane długo rozkoszować się tym widokiem, gdyż wadera zaczęła się jakoś nerwowo kręcić.
- Coś się stało? - Zapytałem.
- Myślę, że powinnam już iść. - Odparła, spoglądając w stronę góry, gdzie znajdowała się jej jaskinia. - Zobaczymy się zaraz po zachodzie słońca, na skraju lasu niedaleko góry.
Skinąłem przytakująco głową, dalej mogłem już tylko oglądać odfruwającą waderę. Nie byłem do końca pewien co o tym myśleć. Westchnąłem więc cicho i postanowiłem na razie o tym zapomnieć. Gdy jednak nieco skupiłem swoje myśli wokół naszego wieczornego spotkania, zdałem sobie sprawę, że to prawie jak randka. Uśmiechnąłem się sam do siebie, właściwie nie miałbym nic przeciwko, gdyby okazało się, że Akane właśnie tak to odebrała. Gdy słońce zaszło, czekałem już w umówionym wcześniej miejscu. Na waderę nie musiałem długo czekać. Białe futro wadery, o tej porze dnia zdawało się jeszcze jaśniejsze.
- Pięknie wyglądasz. - Powiedziałem, gdy już samica znalazła się obok mnie i uśmiechnąłem się szarmancko. - Choć dla Ciebie nie jest to raczej wyjątek.

<Akane?>

poniedziałek, 19 lutego 2018

Od Flynta do Akane

- Jasne. - Zaśmiałem się krótko i zniknąłem w wodzie.
Wynurzyłem się kilka chwil później, jakieś 10 centymetrów od nosa wadery, już w swojej normalnej formie i z wielkim uśmiechem na pysku. Wilczyca odsunęła się gwałtownie, jednak nic nie powiedziała:
- Jestem kłusownikiem. - Odparłem, opuszczając jeziorko. - A ty królewno, czym się zajmujesz?
Czułem na sobie jej spojrzenie, w żadnym stopniu mi to jednak nie przeszkadzało. Byłem przyzwyczajony do tego, że inni się na mnie gapią, z takich czy innych powodów.
- Należę do patrolu powietrznego. - Odparła Akane, unosząc głowę dumnie do góry.
Przekręciłem głowę, wydało mi się to nieco dziwne. Ostatecznie jednak niezbyt wiele wiedziałem na temat pracy innych. Nie mogłem więc zaprzeczyć temu, że tego typu rzeczy należą do jej obowiązków.
- Wiesz, jeśli miałabyś ochotę, to mógłbym pokazać ci swoje techniki. - Powiedziałem, uśmiechając się szarmancko. - Mogę też od czasu do czasu na coś dla ciebie zapolować.
- Dziękuję. Mam wystarczająco umiejętności, aby polować samemu. - Odparła wilczyca, odwracając głowę w drugą stronę.
Wzruszyłem więc ramionami i zacząłem rozglądać się po jaskini. Jeśli nie chciała, nie miałem zamiaru jej do niczego zmuszać. Niemniej jednak czułem się nieco zawiedziony z powodu jej odpowiedzi. Spojrzałem w stronę wyjścia z jaskini, deszcz powoli ustawał.
- Skoro jednak tak bardzo Ci na tym zależy to, mogę zgodzić się, abyś dla mnie polował. - Usłyszałem głos z wnętrza jaskini.
Zamachałem radośnie ogonem i podreptałem z powrotem do wadery. Z tej perspektywy, gdy jej pióra i futro nie były jeszcze do końca suche, zauważyłem, że błyszczy ona niczym perła na dnie morza. Będąc bliżej, odniosłem wrażenie, że przez chwilę na jej pyszczku zagościł uśmiech.
- Mogłabyś to robić częściej. - Wypaliłem bez większego namysłu.
Akane zmarszczyła nieznacznie brwi i spojrzała na mnie od góry do dołu.
- Uśmiech, mówię o twoim uśmiechu. - Wyjaśniłem i podchodząc bliżej, uniosłem nieznacznie kąciku ust wadery.
Gdy spojrzałem w jej oczy, odniosłem wrażenie, że tam nie tylko zaskoczenie, ale także żywy ogień. Być może gdyby wzrok mógł zabijać, to właśnie w tej chwili byłbym martwy. Działając, nie wziąłem jednak tego pod uwagę. Nie było to niczym nowym.
- Widzisz? Od razu lepiej. - Powiedziałem z uśmiechem, gdy jednak zabrałem łapy, jej pysk przybrał na powrót neutralny wyraz. - Tak w sumie też ładnie. - Dodałem po chwili.
Wadera dalej twardo milczała. Czyżbym zrobił coś nie tak? Spojrzałem przez swoje prawe ramię i ujrzałem smugę wkradającego się do jaskini światła.
- Chyba przestało padać. - Powiedziałem z cichym westchnieniem. - To jak księżniczko, wracamy?
Akane wstała i skierowała swe kroki w stronę wyjścia z jaskini. Zatrzymała się jednak, nim przekroczyła jej próg.
- Miałeś mnie odprowadzić. - Powiedziała i machnęła ogonem.
Uśmiechnąłem się wesoło i szybko stanąłem u boku wadery.
- Komu w drogę temu czas. - Zaśmiałem się krótko i podążyłem za waderą w stronę jej jaskini.

<Akane?>

niedziela, 3 grudnia 2017

Od Flynta EVENT

Głęboko znudzony, zacząłem swoją włóczęgę po terenach watahy. Po kilku godzinach bezsensownej tułaczki trafiłem na jakąś łąkę. Kręcąc się po niej w te i z powrotem natknąłem się w końcu na jakąś skałę. Uniosłem wzrok, by przyjrzeć się okazałemu znalezisku. Przekręciłem głowę, zastanawiając się jakim cudem nie zauważyłem tego wielkiego głazu wcześniej. Obszedłem kamień, tak jak mogłem się domyślić, nie było w nim absolutnie nic specjalnego. No, może poza tym, że był jakieś trzy razy większy ode mnie. Wzruszyłem ramionami i postanowiłem zostawić skałę w spokoju. Gdy jednak zacząłem się oddalać, odniosłem wrażenie, że ziemia stała się dziwnie miękka. Spojrzałem na swoje łapy i ogarnęło mnie pewne przerażenie, gdy zauważyłem, że są one zatopione w ziemi. Co gorsza, z każdą sekundą byłem coraz to głębiej zatopiony w glebie. Próby wyrwania się nic nie dawały. Zacząłem wołać o pomoc, lecz nikt się nie pojawiał. Czując, że to już mój koniec postanowiłem po prostu zamknąć oczy i pożegnać się ze światem.
***
Otworzyłem oczy i stęknąłem, gdy tylko spróbowałem się poruszyć. Widząc ponure ściany jaskini i czując pulsujący ból w plecach, mogłem stwierdzić, że jednak jeszcze nie umarłem. Poleżałem tak jeszcze chwilę, po czym zebrałem się w sobie, zacisnąłem zęby i wstałem. Babka zawsze powiadała, że wszystko każdy ból najlepiej po prostu rozchodzić. Uśmiechnąłem się lekko i zbliżyłem się do krawędzi półki skalnej, na której się znajdowałem.
- Wow. - Było to jedyne słowo, jakie przyszło mi na myśl po zobaczeniu panoramy rozciągającego się pode mną miasta.

Wiedziony ciekawością zdecydowałem bliżej przyjrzeć się miastu. Zejście na dół nie było trudne, choć pulsujący ból gdzieś w połowie grzbietu w pewnym stopniu mi to utrudniał. Gdy w końcu znalazłem się na dole, mogłem obejrzeć wszystko z bliska. Pomimo iż ta podziemna mieścina przypominała mi nieco ludzkie siedziby, jakie miałem okazję kiedyś zobaczyć, to jej uliczki wypełnione były wilkami. Nie miałem pojęcia, dokąd idę, nie byłem też pewien czy powinienem kogokolwiek pytać o kierunek. Miejsce to co prawda tętniło życiem, ale wszyscy wokół mnie wydawali się dziwnie przygnębieni. Zacząłem rozglądać się po budynkach. Właściwie z tej perspektywy miasto nie było już tak zachwycające, wszystko było takie... szare. Byłem tak pochłonięty rozmyślaniem nad depresyjną atmosferą tego miejsca, że udało mi się ocknąć, dopiero gdy na kogoś wpadłem.
- Przepraszam. - Powiedziałem szybko, pomagając nieznajomemu w pozbieraniu wszystkich rzeczy, jakie upadły na ziemię.
- Ty... nie jesteś stąd. - Stwierdził wilk, przyglądając mi się uważnie, właściwie była to wilczyca.
W odpowiedzi skinąłem przytakująco głową.
- Chodź ze mną. - Powiedziała, a ja bez słowa to właśnie uczyniłem.
Zrobiłem to dość bezwiednie, była ona po prostu pierwszą osobą tutaj, z jaką mogłem zamienić choćby słowo. Miałem jednak nadzieję, że to bezrefleksyjne pójście za waderą nie będzie czymś, czego będę musiał żałować. Gdy tylko znaleźliśmy się wewnątrz jednego z budynków, samica zamknęła drzwi na jakiegoś rodzaju rygiel i zbliżając się, jak na moje standardy, trochę zbyt blisko zapytała:
- Jesteś z góry prawda? Powiedz, jak tam jest?
- Spokojnie. - Powiedziałem, robiąc jeden krok w tył, jednocześnie starając się nieco zgasić jej zapał.
Po kilku godzinach rozmowy okazało się, że wadera mieszka tu od urodzenia, jak większość zresztą. Miejsce to nazywane jest Carenima. Dowiedziałem się również, że w mieście bardzo rzadko pojawiają się obcy, a wszyscy oni pochodzą z góry. Górą to powierzchnia ziemi. Ze względu na długie prośby i błagania postanowiłem w końcu opowiedzieć samicy o miejscu, z którego pochodzę. Wilki, które pojawiły się tu przede mną, podobnie jak ja szukały drogi powrotnej na powierzchnię. Jak jednak stwierdziła wadera, droga na powierzchnię nie istnieje. Kto raz dostał się do tego miejsca, już nigdy go nie opuścił. Mimo to samica zgodziła się zaprowadzić mnie do nielicznych, którzy również wpadli do tego miasta. Ostrzegała mnie jednak, że większość z nich to szaleńcy, pozostała reszta zginęła, szukając wyjścia.
***
- Zaraz, nie rozumiem jednego. Skoro wiesz jak się stąd wydostać, dlaczego sam nie wrócisz na powierzchnię? - Zapytałem nieznajomego.
- Powiedz mi, jeśli nie ja, to kto inny powiedziałby ci o drodze ucieczki? - Zapytał wilk. - Poza tym... jestem już stary. Chcę dożyć końca swoich dni w spokoju, w tym mieście. Na górze nie ma już nic, do czego chciałbym wracać.
Skinąłem głową, choć nie do końca zgadzałem się ze zdaniem starca. Miałem jedynie nadzieję, że nie myli się on co do drogi, jaką można się stąd wydostać. Nim zdecydowałem się opuścić to miejsce, postanowiłem jeszcze raz porozmawiać z wilczycą, która pomogła mi dotrzeć do starego wilka. Zaproponowałem waderze również, aby opuściła to miejsce wraz ze mną. Nie była jednak co do tego tak zupełnie przekonana. To miejsce było jej domem i choć bardzo chciała zobaczyć powierzchnię, to bała się czy uda jej się tam odnaleźć. Nie chciałem naciskać, to w końcu jej życie i jej decyzja. Daleko za miastem znajdowało się jezioro. Starzec twierdził, że to właśnie ono jest drogą dzięki, której mogę się stąd wydostać. Co kilka godzin jezioro "eksploduje" i lecąca w górę woda powinna wynieść mnie na powierzchnie. Gdy wlazłem do wody, z zaskoczeniem stwierdziłem, że jest ona dość ciepła. Mało tego, z każdą upływającą minutą stawała się cieplejsza. Doszło nawet do tego, że zacząłem się zastanawiać czy prędzej się nie ugotuję, niż stąd ucieknę. Woda zaczęła wrzeć, czułem, że nie będę musiał już długo czekać. Spojrzałem w górę. Nad sobą nie widziałem nic poza ziemią.
- No cóż, wszystko albo nic. - Mruknąłem.
Gdy ostatni raz spojrzałem na miasto, zauważyłem, że ktoś biegnie w moją stronę. Była to wilczyca, którą udało mi się wcześniej poznać.
- Zaczekaj! - Zawołała. - Idę z tobą.
Uśmiechnąłem się szeroko, a więc jednak dała się namówić. Gdy znalazła się obok mnie, zapytała:
- Jesteś pewien, że to się uda?
- Nie wiem, ale nie zamierzam zrezygnować z tego powodu.
Woda zaczęła buzować. Zamknąłem oczy, miałem nadzieję, że gdy ponownie je otworze będę już z powrotem w domu. Gdy się ocknąłem, faktycznie byłem na terenach watahy. Mało tego, była to ta sama łąka, wielkiej skały nie było jednak nigdzie w pobliżu. Głaz jakby wyparował. Wadery także nie było nigdzie w pobliżu. Z lekkim rozczarowaniem doszedłem do wniosku, że nie zapytałem jej nawet o imię, miałem jedynie nadzieję, że i ona wyszła z tego wszystkiego bez szwanku.


Koniec :)
P.S.: Nie wiem, czy do tych opowiadań mogły zostać dodane obrazki więc jak nie to niech ktoś po prostu usunie xd

wtorek, 21 listopada 2017

Od Flynta do...

Wiatr z godziny na godzinę stawał się coraz silniejszy. Jakby tego było mało, przyprowadził on ze sobą zastępy ciemnych chmur. Patrząc na niebo, można było bez problemu stwierdzić, że szykuje się potężna ulewa. Choć byłem wilkiem wody i nie miałem nic przeciwko deszczom, to z całą stanowczością mogłem stwierdzić, że podczas tej burzy wolałbym nie pozostawać na zewnątrz. Rozejrzałem się za jakimś potencjalnym schronieniem. W zasięgu wzroku nie znalazłem jednak nic, co pozwoliłoby mi tę ulewę bezpiecznie przeczekać. Postanowiłem więc zagłębić się nieco w las. Po kilku minutach marszu poczułem, jak spada na mnie kilka kropel deszczu, przyśpieszyłem nieco kroku. Dźwięk grzmotu dochodzący gdzieś z oddali sygnalizował mi, że burza jest już naprawdę niedaleko. Musiałem szybko coś znaleźć, póki jeszcze nie rozpadało się na dobre. Po kilkunastu minutach udało mi się dostrzec przysłowiowe światełko w tunelu. Gdzieś na prawo ode mnie zauważyłem jaskinię. Niewiele myśląc, rzuciłem się w tamtym kierunku. Odetchnąłem z ulgą, gdy w końcu znalazłem się w środku. Mimo wszystko zdążyłem trochę zmoknąć. Szybko przesunąłem wzrokiem po jaskini, nie zauważyłem nikogo w środku. Nie byłem jednak pewien czy na pewno jest ona niczyja, wyczuwałem zapach innego wilka. Miałem jednak nadzieję, że nie będę miał z tego tytułu kłopotów. Spojrzałem na niebo, starając się przy tym nie wychodzić za bardzo poza jaskinię. Widząc kłębowisko ciemnych chmur, doszedłem do wniosku, że ta ulewa morze trochę potrwać, kto wie, czy nie będzie to nawet kilka godzin. Cofnąłem się kilka kroków od wyjścia, tak aby spadający do wnętrza jaskini deszcz nie był w stanie mnie dosięgnąć. Poszukałem sobie jakiegoś suchego miejsca i siadając tam, zacząłem wpatrywać się w lejącą się z nieba wodę. Właściwie wszystko było w porządku do czasu, gdy nie usłyszałem za plecami czyjegoś powarkiwania. Zamarłem na chwilę, czyli jednak jaskinia do kogoś należała.
- Ktoś ty? - Zapytał ktoś za moimi plecami.
- Spokojnie. - Powiedziałem, po czym wstałem i zacząłem się powoli obracać. - Chciałem się jedynie schronić przed deszczem.

<Ktoś?>

piątek, 3 listopada 2017

Nowy Basior!

Autor obrazka: Nie wiadomo
Właściciel: anako(doggi/howrse)
Imię: Flynt
Przezwisko: Nie ma, ale może ktoś wymyśli coś ciekawego~
Wiek: 3 lata
Płeć: Basior
Stanowisko: Kłusownik
Lubi: Wygrzewać się na słońcu, dobrą zabawę oraz ciekawe towarzystwo.
Nie lubi: Snobów i robienia wszystkiego co mu ktoś każe.
Motto: "Ludzie wierzą, że aby osiągnąć sukces trzeba wstawać rano. Otóż nie - trzeba wstawać w dobrym humorze."
Żywioł: Woda, elektryczność
Rodzina: Rodzice mają na imię Vester oraz Rosery. Jego starsze rodzeństwo to Zefir i Tara, a rodzeństwo z miotu to Cole oraz Lance. Ma też jedną młodszą siostrę Sarie.
Historia: Właściwie historia Flynta nie należy ani do zbyt ciekawych, ani specjalnie długich. Urodził się i wychował w dość sporej watasze. Nie był tam jednak zbyt szczęśliwy. Całe jego życie było uporządkowane i już niemal z góry ustalone. Chcą się wyrwać z tej monotonii Flynt postanowił po prostu opuścić watahę. Uciekł pod osłoną nocy, tak aby nikt nie wiedział dokąd zmierza. Po kilku miesiącach wędrówki napotkał watahę. Była to Wataha Diamentowych Piór, do której wilk został przyjęty i w której ma nadzieję spędzić miło czas.
Charakter: Flynt jest spokojnym wilkiem, nie oznacza to jednak, że nie lubi się czasem dobrze zabawić. Jest to miły basior, którego naprawdę ciężko do siebie zrazić, nie oznacza to jednak, że jest to niemożliwe. Gdy jednak ktoś zajdzie mu za skórę potrafi być naprawdę nieprzyjemny. Wilk ten bardzo lubi się śmiać, zarówno z innych jak i z samego siebie. Swoje niepowodzenia bardzo często zamienia w żart. Humor dość często pozwala mu także pozbyć się napiętej atmosfery. Jak prawie każdy lubi się czasem pokazać, w gruncie rzeczy wie jednak gdzie znajdują się jego granice. Do życia podchodzi ze spokojem i cieszy się niemal każdą chwilą lenistwa jaką daje mu los. Dość łatwo zdobyć jego zaufanie, gdy jednak się je straci bardzo trudno ponownie je odzyskać. Flynt potrafi bardzo długo trzymać do kogoś urazę, jak sam mawia "Mogę komuś wybaczyć, ale nigdy nie zapomnę". Wilk ten jest pomieszaniem realisty z optymistą. Oczywiście woli szukać pozytywnych aspektów różnych sytuacji, ale wie też, że czasem te zwyczajnie nie istnieją.
Amulet: Nie przepada za błyskotkami.
Jaskinia: LINK
Zauroczenie: Może nawet znalazła by się taka jedna...
Status: Wolny
Partner/ka: -
Moce: • Zmiana w wodę (gdy użyje tej mocy będąc w wodzie jest prawie niewidzialny).
• Tworzy oraz pozbywa się chmur deszczowych.
• Tworzenie świetlistych kul.
• Ciskanie piorunami.
• Bieganie z prędkością geparda.
Szczeniaki: -
Point: 0
Uwagi/kary: -