Po posiłku, który składał się z nasion, nie wiedzieliśmy co dalej robić. Siedzieliśmy w ciszy, przyglądając się sobie.
-Może teraz ja ci pokażę mój dom?-zapytałem. Wadera od razu się zgodziła. Po kilkunastu minutach byliśmy już u mnie. Weryla krążyła po jaskini i uważnie przyglądała się każdej skale. Sam często lubiłem się zachwycać moim mieszkaniem. Gdy wilczyca dostrzegła jeziorko znajdujące się obok, od razu do niego podbiegła i zamoczyła w nim łapy.
-Podoba ci się?-usiadłem obok niej.
-Tak, jest na prawdę ładna- Weryla zaczęła pływać w jeziorze. Uśmiechnąłem się, patrząc na to, co robi. Do mojej głowy napłynęły dziwne myśli. Znałem Werylę krótko, a już wywołała u mnie takie uczucia? Jedyne co miałem w głowie to -Powiedzieć jej? Nie... powiedzieć? Nie. A może jednak?-
Przysunąłem się do ściany, znajdującej się za mną i kilka razy lekko uderzyłem o nią głową. Na szczęście wadera tego nie widziała. Chwilę później Weryla wyszła z wody i otrzepała się. Oczywiście wszystko poleciało na mnie.
-Czy myślałaś kiedyś o założeniu rodziny?-zapytałem pewny siebie. Nie wiedziałem jak inaczej zacząć ten temat. Weryla przez chwilę przyglądała się mi, jakby nie wiedziała, o co mi chodzi.
-Ni..nie bardzo
Przekierowałem wzrok na bok. -Ja w sumie też nie- i tu czułem się już pewnie, niż przed
chwilą.-Aaale chyba dobrze by było kiedyś taką rodzinę założyć.
Weryla stanęła przed mną i z dziwnym spojrzeniem wpatrywała się w moje oczy.-Co masz na myśli?
Westchnąłem, bo wiedziałem, że i tak mi nic z tego nie wyjdzie.
-Nie ważne...-odwróciłem się. Żałowałem, że w ogóle zacząłem ten temat.
-Mów- wadera znów wpatrywała się we mnie z powagą. Nie wiedziałem, jak wytłumaczyć jej moje uczucia. Poczułem, jak moje serce dziwnie się ściska. Pierwszy raz czułem się tak dziwnie. Próbowałem zachować powagę.
-Chodzi mi o to, że gdy spędziłem z tobą pierwsze sekundy, nie mogłem oderwać od ciebie oczu. Inaczej, coś we mnie pękło...-znieruchomiałem. Co ja mówię!? Przecież miałem to zostawić dla siebie.-Przepraszam- jęknąłem próbując się ogarnąć.
Black Parade
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Kayko. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Kayko. Pokaż wszystkie posty
wtorek, 27 marca 2018
środa, 14 marca 2018
Od Kayka
Ostatnio często przebywałem sam. Często błąkałem się po zacisznych miejscach watahy. Ogółem tam, gdzie mało kto przebywał (głównie na górze na której kiedyś osiedlili się ludzie). Powoli zaczynałem mieć dosyć tej samotności, więc postanowiłem "ożyć" i pokazać innym, że dalej tu jestem. Tak na wypadek, gdyby ktoś zapomniał o moim istnieniu...
Gdy rano wyszedłem z jaskini, od razu poszedłem zobaczyć co nowego się dzieje.Przechodząc po watasze zauważyłem kilka nieznanych mi jeszcze wilków.Nie chciałem podchodzić do każdego i pytać ,,jak cię zwą?", ,,co u ciebie?", głupio to by wyglądało.Po prostu przechodziłem obok z wielkim uśmiechem witając się.
Mimo że przyrzekłem sobie, że dzisiejszego dnia nie będę spędzał sam, to i tak udałem się na mój ulubiony skrawek watahy.Nie znalazłem żadnej osoby, z którą miałbym ochotę dzisiaj spędzić dzień.
-Witaj, nicość-wyszeptałem witając się z moim ukochanym miejscem.Położyłem się centralnie na środku pagórka i zacząłem wsłuchiwać się w ciszę.Ciszę... której właściwie nie było.Do moich uszu docierało ćwierkanie wiosennych ptaków. Bardzo lubiłem (szczególnie wieczorami) ich słuchać.
Gdy tak leżałem, momentami słyszałem własne chrapanie.Dotarło do mnie, że to jeszcze nie pora na sen.A tym bardziej, na środku wysokiego pagórka.Wstałem i otrzepałem się, aby odgonić moją senność.
Podszedłem do krawędzi, aby zejść.Było mokro, więc jak to ja, oczywiście musiałem się pośliznąć.Więc zamiast normalnie zejść, stoczyłem się.Na szczęście nic takiego mi się nie stało.-Już nigdy nie wejdę na górę, gdy jest mokro i ślisko-głośno złożyłem przysięgę na całe życie.Zapominając o tym co tu zaszło ponownie udałem się na spacer.
<Jak ktoś chce, to może odpisać>
Gdy rano wyszedłem z jaskini, od razu poszedłem zobaczyć co nowego się dzieje.Przechodząc po watasze zauważyłem kilka nieznanych mi jeszcze wilków.Nie chciałem podchodzić do każdego i pytać ,,jak cię zwą?", ,,co u ciebie?", głupio to by wyglądało.Po prostu przechodziłem obok z wielkim uśmiechem witając się.
Mimo że przyrzekłem sobie, że dzisiejszego dnia nie będę spędzał sam, to i tak udałem się na mój ulubiony skrawek watahy.Nie znalazłem żadnej osoby, z którą miałbym ochotę dzisiaj spędzić dzień.
-Witaj, nicość-wyszeptałem witając się z moim ukochanym miejscem.Położyłem się centralnie na środku pagórka i zacząłem wsłuchiwać się w ciszę.Ciszę... której właściwie nie było.Do moich uszu docierało ćwierkanie wiosennych ptaków. Bardzo lubiłem (szczególnie wieczorami) ich słuchać.
Gdy tak leżałem, momentami słyszałem własne chrapanie.Dotarło do mnie, że to jeszcze nie pora na sen.A tym bardziej, na środku wysokiego pagórka.Wstałem i otrzepałem się, aby odgonić moją senność.
Podszedłem do krawędzi, aby zejść.Było mokro, więc jak to ja, oczywiście musiałem się pośliznąć.Więc zamiast normalnie zejść, stoczyłem się.Na szczęście nic takiego mi się nie stało.-Już nigdy nie wejdę na górę, gdy jest mokro i ślisko-głośno złożyłem przysięgę na całe życie.Zapominając o tym co tu zaszło ponownie udałem się na spacer.
<Jak ktoś chce, to może odpisać>
czwartek, 8 lutego 2018
Od Kayko do Weryli
Trochę mnie zdziwiły te krzaki w jaskini, ale widać, że wadera zna się na roślinach bardziej niż ja.
-Całkiem ładna ta twoja jaskinia...-powiedziałem kręcąc się po jaskini-Moja ma tylko jezioro z środku.Tylko to dodaje jej "niezwykłości".
-Na prawdę?Musisz mi ją kiedyś pokazać!-wadera zakopała w ziemi te korzonki, które przedtem wykopała. Usiadłem obok Weryli i zacząłem się przyglądać tego co robi.Po chwili z ziemi wyrósł kwiat, z nasionami podobnymi do tych od słonecznika, ale te były znacznie większe.
-Gotowe!-wykrzyknęła rozłupując jedno nasiono.-Możemy próbować!
Weryla podała mi jeden "orzeszek", a sobie otworzyła drugi.Przegryzłem nasiono.W smaku nie było złe.
-Muszę przyznać, że całkiem to dobre.
-Cieszę się, że ci smakuje-Weryla przegryzła nasiono-Tylko dobrze pogryź, bo inaczej zostanie ci w gardle!
<Weryla?Moja super wena się skończyła :c>
-Całkiem ładna ta twoja jaskinia...-powiedziałem kręcąc się po jaskini-Moja ma tylko jezioro z środku.Tylko to dodaje jej "niezwykłości".
-Na prawdę?Musisz mi ją kiedyś pokazać!-wadera zakopała w ziemi te korzonki, które przedtem wykopała. Usiadłem obok Weryli i zacząłem się przyglądać tego co robi.Po chwili z ziemi wyrósł kwiat, z nasionami podobnymi do tych od słonecznika, ale te były znacznie większe.
-Gotowe!-wykrzyknęła rozłupując jedno nasiono.-Możemy próbować!
Weryla podała mi jeden "orzeszek", a sobie otworzyła drugi.Przegryzłem nasiono.W smaku nie było złe.
-Muszę przyznać, że całkiem to dobre.
-Cieszę się, że ci smakuje-Weryla przegryzła nasiono-Tylko dobrze pogryź, bo inaczej zostanie ci w gardle!
<Weryla?Moja super wena się skończyła :c>
wtorek, 6 lutego 2018
Od Kayko do Weryli
Wyrównałem krok z Werylą .Zastanawiałem się, gdzie o tej porze roku w watasze będą jakieś nasiona.
-Może znajdziemy coś na polanie do polowań.Ty się najesz i ja się najem.Chodź...-wadera ruszyła za mną.
-Od dawna tu jesteś?-zapytała przerywając ciszę.
-Od dawna...-odpowiedziałem po chwili-Chodzę tu i tam.Ogólnie to dobrze mi tu.
Po nie długim czasie stanęliśmy na łące pokrytej cienką warstwa śniegu.Porozglądałem się trochę, ale nie widziałem żadnych nasion czy innych ziół. Weryla usiadła obok.
-Na śniegu nic nie znajdziesz, trzeba szukać pod nim-zaczęła rozkopywać śnieg.Też zacząłem to robić.Za chwilę dotknąłem mokrej trawy-Proszę!Masz trawę-zażartowałem.Trawa to nie wyglądała na najlepszą w smaku.Osobiście wolałem tą, co rośnie na wiosnę i w lecie.Wadera odparła z lekkim uśmieszkiem-Haha, bardzo śmieszne.Już wolałabym zjeść śnieg, niż to.
Po chwili odpuściłem sobie grzebania w ziemi i tylko przyglądałem się szarej wilczycy.W końcu z ziemi wyjęła...nie wiedziałem co to było, ale wyglądało to na jakieś korzonki.
-Będziesz to jeść?-zapytałem z niesmakiem.
-To?- wadera pokazała mi w całości swoje znalezisko-Nie...Ale to co z tego wrośnie.
-Co kto lubi...-powiedziałem ściszając głos.Weryla uśmiechnęła się-A może jednak skosztujesz, gdy urośnie?Proszę...- przez chwilę nie wiedziałem co odpowiedzieć.Nie chciałem być nie grzeczny, więc zgodziłem się.
-A kiedy to urośnie?-zapytałem podnosząc się ze śniegu.Weryla również to zrobiła.
-Najprędzej za jakieś dwa tygodnie.Może wrócimy?Robi się zimno...
I właśnie to chciałem usłyszeć.Od razu zrobiło mi się cieplej, na myśl że za chwilę położę się w swojej jaskini.Tym bardziej, że nie znajdowała się ona tuż obok tej polany.
<Werylaaa?>
-Może znajdziemy coś na polanie do polowań.Ty się najesz i ja się najem.Chodź...-wadera ruszyła za mną.
-Od dawna tu jesteś?-zapytała przerywając ciszę.
-Od dawna...-odpowiedziałem po chwili-Chodzę tu i tam.Ogólnie to dobrze mi tu.
Po nie długim czasie stanęliśmy na łące pokrytej cienką warstwa śniegu.Porozglądałem się trochę, ale nie widziałem żadnych nasion czy innych ziół. Weryla usiadła obok.
-Na śniegu nic nie znajdziesz, trzeba szukać pod nim-zaczęła rozkopywać śnieg.Też zacząłem to robić.Za chwilę dotknąłem mokrej trawy-Proszę!Masz trawę-zażartowałem.Trawa to nie wyglądała na najlepszą w smaku.Osobiście wolałem tą, co rośnie na wiosnę i w lecie.Wadera odparła z lekkim uśmieszkiem-Haha, bardzo śmieszne.Już wolałabym zjeść śnieg, niż to.
Po chwili odpuściłem sobie grzebania w ziemi i tylko przyglądałem się szarej wilczycy.W końcu z ziemi wyjęła...nie wiedziałem co to było, ale wyglądało to na jakieś korzonki.
-Będziesz to jeść?-zapytałem z niesmakiem.
-To?- wadera pokazała mi w całości swoje znalezisko-Nie...Ale to co z tego wrośnie.
-Co kto lubi...-powiedziałem ściszając głos.Weryla uśmiechnęła się-A może jednak skosztujesz, gdy urośnie?Proszę...- przez chwilę nie wiedziałem co odpowiedzieć.Nie chciałem być nie grzeczny, więc zgodziłem się.
-A kiedy to urośnie?-zapytałem podnosząc się ze śniegu.Weryla również to zrobiła.
-Najprędzej za jakieś dwa tygodnie.Może wrócimy?Robi się zimno...
I właśnie to chciałem usłyszeć.Od razu zrobiło mi się cieplej, na myśl że za chwilę położę się w swojej jaskini.Tym bardziej, że nie znajdowała się ona tuż obok tej polany.
<Werylaaa?>
niedziela, 7 stycznia 2018
Od Kayko cd. Sharkthoota
-To ty zacznij...-powiedziałem prostując się.Pozwoliłem mu zaatakować mnie.
Stałem i czekałem na atak...Ale Sharkthoot biegnąc w moją stronę ominął mnie.Zrobił to specjalnie?
-Coś nie tak?-zapytałem podchodząc do niego.Sharktooth mruczał coś pod nosem.
-Nie.Po prostu nie nadaję się do tego!
Już wszystko rozumiałem...-Trzeba było powiedzieć od razu...Znasz się na lecznictwie?
Basior pokręcił pyskiem zanim odpowiedział.
-Coś tam się znam...Ale mógłbym się jeszcze poduczyć.
Uśmiechnąłem się gdy to usłyszałem.
-Świetnie...
Akurat znałem się troszku na ziołach, więc mogłem mu pomóc.Przyda się nam medyk w watasze.Przez chwilę panowała cisza.W końcu postanowiłem ją przerwać.-Wiesz co...Przejdźmy się, przy okazji poopowiadam ci o ziołach.
-Prowadź...-powiedział odkaszlując chrypę.
Basior prawie cały czas opierał się o mnie i trzymał zamknięte oczy...Dlaczego?Nie wtrącam się i pytał nie będę.
<Sharkthoot?>
Stałem i czekałem na atak...Ale Sharkthoot biegnąc w moją stronę ominął mnie.Zrobił to specjalnie?
-Coś nie tak?-zapytałem podchodząc do niego.Sharktooth mruczał coś pod nosem.
-Nie.Po prostu nie nadaję się do tego!
Już wszystko rozumiałem...-Trzeba było powiedzieć od razu...Znasz się na lecznictwie?
Basior pokręcił pyskiem zanim odpowiedział.
-Coś tam się znam...Ale mógłbym się jeszcze poduczyć.
Uśmiechnąłem się gdy to usłyszałem.
-Świetnie...
Akurat znałem się troszku na ziołach, więc mogłem mu pomóc.Przyda się nam medyk w watasze.Przez chwilę panowała cisza.W końcu postanowiłem ją przerwać.-Wiesz co...Przejdźmy się, przy okazji poopowiadam ci o ziołach.
-Prowadź...-powiedział odkaszlując chrypę.
Basior prawie cały czas opierał się o mnie i trzymał zamknięte oczy...Dlaczego?Nie wtrącam się i pytał nie będę.
<Sharkthoot?>
piątek, 27 października 2017
Od Kayko c.d. Sharktooth
Usłyszałem głośny i zachrypnięty krzyk.Dochodził on ze strony lasu.Pobiegłem zobaczyć co to lub kto to...
Gdy wbiegłem do lasu zobaczyłem niebiesko-szaro-żółtego basiora.Był potężniejszy od mnie, więc bałem się do niego podejść.Ale coś mi mówiło że on potrzebuje pomocy.Po chwili zastanowienia podszedłem z ostrożnością do niego.
-Kto ty jesteś?-zacząłem.
-A ty!?-warknął.
-Kayko...Należę do tutejszej watahy!-Nie miałem pojęcia czy to jest dobry wilk...Czy np nie jest to jakiś wróg...Na wszelki wypadek odsunąłem się, gdyby basior chciał mnie zaatakować.
Wilk wyprostował się.-A jaka tu jest wataha?-zapytał.Nie byłem pewien czy mogę mu o tym powiedzieć.No ale jeśli on właśnie szuka watahy...Nowego domu...-Wataha Diamentowych Piór.-odparłem również się prostując.
-Wataha Diamentowych Piór...-powtórzył ściszając głos.-Zaprowadzisz mnie do Alfy?-dodał.
Przecież Megami, Katrin i Ender gdzieś poszli...-Alf..Nie ma.Alfa i jej siostra poszły gdzieś.Możemy iść do Bety.
-Jak chcesz.-odpowiedział.-Tylko szybko.Zmęczony jestem.
Po tych słowach prowadziłem wilka do Rachel.Dalej nie znałem jego imienia, więc postanowiłem mieć go na oku.-Jeszcze jedno pytanie...-Powiedziałem.-Jak masz na imię.
Basior milczał przez chwilę i miał skierowaną głowę w drugą stronę.-Sh...Sharktooth.- w końcu odpowiedział.
<Sharktooth?Sr że takie krótkie xd>
Gdy wbiegłem do lasu zobaczyłem niebiesko-szaro-żółtego basiora.Był potężniejszy od mnie, więc bałem się do niego podejść.Ale coś mi mówiło że on potrzebuje pomocy.Po chwili zastanowienia podszedłem z ostrożnością do niego.
-Kto ty jesteś?-zacząłem.
-A ty!?-warknął.
-Kayko...Należę do tutejszej watahy!-Nie miałem pojęcia czy to jest dobry wilk...Czy np nie jest to jakiś wróg...Na wszelki wypadek odsunąłem się, gdyby basior chciał mnie zaatakować.
Wilk wyprostował się.-A jaka tu jest wataha?-zapytał.Nie byłem pewien czy mogę mu o tym powiedzieć.No ale jeśli on właśnie szuka watahy...Nowego domu...-Wataha Diamentowych Piór.-odparłem również się prostując.
-Wataha Diamentowych Piór...-powtórzył ściszając głos.-Zaprowadzisz mnie do Alfy?-dodał.
Przecież Megami, Katrin i Ender gdzieś poszli...-Alf..Nie ma.Alfa i jej siostra poszły gdzieś.Możemy iść do Bety.
-Jak chcesz.-odpowiedział.-Tylko szybko.Zmęczony jestem.
Po tych słowach prowadziłem wilka do Rachel.Dalej nie znałem jego imienia, więc postanowiłem mieć go na oku.-Jeszcze jedno pytanie...-Powiedziałem.-Jak masz na imię.
Basior milczał przez chwilę i miał skierowaną głowę w drugą stronę.-Sh...Sharktooth.- w końcu odpowiedział.
<Sharktooth?Sr że takie krótkie xd>
wtorek, 18 kwietnia 2017
Od Kayko cd Mellody
Przybiegłem do Mellody z Megami.Ona na pewno coś wymyśli.Lecz gdy zobaczyłem Mellody z jakimś smokiem oraz wilkiem, nie wiedziałem do powiedzieć.Popatrzyłem na Megami, a ona na mnie.-Wnyki?-powiedziała trzymając przez chwilę otworzony pysk.-Smok?!Smok!?Jak on się tutaj znalazł?!-powiedziała podchodząc do smoka.-Przepraszam za Vera-powiedział basior podchodzący do Megami.-Przepraszam za niego.-powiedział basior podchodząc do wadery.Megami podeszła do Mellody.O tak.Wiem co to.Nie ma zaufania do nowych.A zwłaszcza basiorów.Basior popatrzył na każdego z nas.-Jestem Hakori.-wyciągnął łapę do Megami.-Megami.Jestem Alfą tej watahy.-powiedziała podając łapę.-Co Cię tutaj sprowadza?
Basior usiadł na skale.-Wiedziałem, że tu jest wataha.Przechodziłem tędy, gdy mój smok nagle gdzieś odleciał...
-A wnyki?-wytrąciła Mellody.W tedy wszystkie oczy poszły na nią.Smok odwrócił się i poszedł w jej stronę.Stanąłem przed Mellody, myśląc że smok chce jej coś zrobić.Ale on tylko wyszczerzył zęby, jakby chciał mnie odgonić.Szczerze, to trochę się go przestraszyłem.Podkuliłem ogon i uszy.Odszedłem na kilka kroków.Jaszczur jeszcze przez chwilę nie spuszczał ze mnie wzroku, ale po chwili podszedł do łapy wadery.Patrzył na jej ranę dobrze się skupiając.Po chwili rana znikła.-Proszę.Tak jak obiecałem.-powiedział patrząc Mellody w oczy.Wadera lekko się uśmiechnęła.-Dzięki.
Ja i Megami pomogliśmy jej wstać.-Przepraszam...To ja nastawiłem te wnyki.Byłem głodny, a nie wychodzi mi polowanie...-powiedział basior.
<Mellody?>
Basior usiadł na skale.-Wiedziałem, że tu jest wataha.Przechodziłem tędy, gdy mój smok nagle gdzieś odleciał...
-A wnyki?-wytrąciła Mellody.W tedy wszystkie oczy poszły na nią.Smok odwrócił się i poszedł w jej stronę.Stanąłem przed Mellody, myśląc że smok chce jej coś zrobić.Ale on tylko wyszczerzył zęby, jakby chciał mnie odgonić.Szczerze, to trochę się go przestraszyłem.Podkuliłem ogon i uszy.Odszedłem na kilka kroków.Jaszczur jeszcze przez chwilę nie spuszczał ze mnie wzroku, ale po chwili podszedł do łapy wadery.Patrzył na jej ranę dobrze się skupiając.Po chwili rana znikła.-Proszę.Tak jak obiecałem.-powiedział patrząc Mellody w oczy.Wadera lekko się uśmiechnęła.-Dzięki.
Ja i Megami pomogliśmy jej wstać.-Przepraszam...To ja nastawiłem te wnyki.Byłem głodny, a nie wychodzi mi polowanie...-powiedział basior.
<Mellody?>
czwartek, 13 kwietnia 2017
Od Kayko do Mellody
Byłem bardzo głodny.Pobiegłem upolować coś.Akurat wytropiłem zająca.-Lepsze to, niż nic.-pomyślałem.Więc poszedłem jego śladem.W końcu go zobaczyłem.Skradając się uważałem aby na nic nie nadepnąć.(np. na gałąź).Gdy na niego skoczyłem, ten w ostatniej chwili odbiegł.Po upadku na ziemię szybko się podniosłem.Dobrze, że tego nikt nie widział.Spaliłbym się ze wstydu.Jeszcze dla pewności porozglądałem się, czy na pewno jestem sam.Ale tak.Jestem sam.-Nie uciekniesz mi.-powiedziałem patrząc na uciekającego zająca.Pobiegłem za nim. (...)
Zaczął padać deszcz.Barwny świat zrobił się szaro biały.Nie było nic widać, a nie poddawałem się.Biegłem dalej.W końcu zwierzak wskoczył do krzaków.Ja za nim.Gdy wyskoczyłem, przewróciłem się o coś.Coś prawie nie widocznego.Czyli białego.Z czarnym.
Podniosłem się i otrzepałem.-Łech.-warknąłem wypatrując zająca.Uciekł mi.A ja jestem jeszcze bardziej głodny.Obróciłem się jeszcze raz, bo zdawało mi się że coś czuję. Zatrzymałem się na wprost leżącej wadery.Stałem przez chwilę i wpatrywałem się w nią.Jej tylna prawa łapa była zakrwawiona.Miała położone uszy i głowę na ziemi.
-Mellody?!-podszedłem do niej.-Co się stało!?
-Chyba wpadłam we wnyki.-powiedziała unosząc głowę.
-Skąd one się tu w ogóle wzięły...
-Też się zastanawiałam.
Próbowałem je przegryść, ale drut jest za mocny.Teraz zęby mnie bolą.Postanowiłem użyć czarów. (...)
Skupiłem się na wnykach.Wyczarowałem pnącza .Jedno z nich prześlizgnęło się pod drutem na łapie wadery.Drugie zaś związałem z pierwszym, i zacząłem ciągnąć.Na szczęście pnącza były bardzo wytrzymałe.W końcu udało mi się poluźnić wnyki.-Udało się.-powiedziałem wypuszczając z pyska pnącza.Przy okazji przestało padać.-Potrafisz wstać?-zapytałem odsuwając się.Mellody wyprostowała przednie łapy.Jedną tylną również postawiła, a gdy próbowała postawić to z raną, upadała.-Ał...-wyjęczała upadając.-Nie potrafię wstać, to chodzić tym bardziej.-powiedziała patrząc na mnie.-Ech...-popatrzyłem w różne strony, aby znaleść, coś co się przyda ale...Nie było niczego takiego.-Gdybyś miała skrzydła..-powiedziałem do siebie.
-Marzę.-wadery widocznie mnie usłyszała.
<Mellody?>
Zaczął padać deszcz.Barwny świat zrobił się szaro biały.Nie było nic widać, a nie poddawałem się.Biegłem dalej.W końcu zwierzak wskoczył do krzaków.Ja za nim.Gdy wyskoczyłem, przewróciłem się o coś.Coś prawie nie widocznego.Czyli białego.Z czarnym.
Podniosłem się i otrzepałem.-Łech.-warknąłem wypatrując zająca.Uciekł mi.A ja jestem jeszcze bardziej głodny.Obróciłem się jeszcze raz, bo zdawało mi się że coś czuję. Zatrzymałem się na wprost leżącej wadery.Stałem przez chwilę i wpatrywałem się w nią.Jej tylna prawa łapa była zakrwawiona.Miała położone uszy i głowę na ziemi.
-Mellody?!-podszedłem do niej.-Co się stało!?
-Chyba wpadłam we wnyki.-powiedziała unosząc głowę.
-Skąd one się tu w ogóle wzięły...
-Też się zastanawiałam.
Próbowałem je przegryść, ale drut jest za mocny.Teraz zęby mnie bolą.Postanowiłem użyć czarów. (...)
Skupiłem się na wnykach.Wyczarowałem pnącza .Jedno z nich prześlizgnęło się pod drutem na łapie wadery.Drugie zaś związałem z pierwszym, i zacząłem ciągnąć.Na szczęście pnącza były bardzo wytrzymałe.W końcu udało mi się poluźnić wnyki.-Udało się.-powiedziałem wypuszczając z pyska pnącza.Przy okazji przestało padać.-Potrafisz wstać?-zapytałem odsuwając się.Mellody wyprostowała przednie łapy.Jedną tylną również postawiła, a gdy próbowała postawić to z raną, upadała.-Ał...-wyjęczała upadając.-Nie potrafię wstać, to chodzić tym bardziej.-powiedziała patrząc na mnie.-Ech...-popatrzyłem w różne strony, aby znaleść, coś co się przyda ale...Nie było niczego takiego.-Gdybyś miała skrzydła..-powiedziałem do siebie.
-Marzę.-wadery widocznie mnie usłyszała.
<Mellody?>
sobota, 25 marca 2017
Od Kayko ,,Nowy Wymiar" cz.2
-Chyba nie mam innego wyboru.-powiedziałem.Dziwnie się czułem koło konia.Nagle klacz przystanęła.-Coś się stało?-powiedziałem spoglądając na nią.Kendra rozejrzała się.Potem popatrzyła na jaskinię, która była obok nas.-Chodź...Muszę ci coś pokazać.-powiedziała wchodząc do niej.Nie wiedziałem czego mam się spodziewać.Klacz jeszcze dokładnie się rozejrzała gdy byliśmy w środku.Ja usiadłem zaciekawiony.Po chwili ukazała się biała, dość masywna wadera.-To prawda...W dzisiejszych czasach można się spodziewać i tego, że krzaki zaczną latać.-powiedziałem ze zdziwioną miną.-O co tu w ogóle chodzi!?
-Pod taką postacią muszę się ukrywać.-powiedziała.-Pod postacią konia.
-Przed kim?-podszedłem do niej.
-Przed nim.-spojrzałem na nią pytającym wzrokiem.
-Och... wilk...Czarny wilk.
Teraz to jest jakaś plaga zła...No cóż...
-Przecież jesteś w innym wymiarze.To dlaczego ukrywasz się?-zapytałem.-On zna dobrze ten wymiar.Musiałam się przemienić w konia.Kiedyś właśnie tu mnie gonił.Lecz mu uciekłam.-Kendra z powrotem w pegaza.-A...inni o tym wiedzą?
-Jacy "inni".
-No...twoi przyjaciele
-Ja nie mam przyjaciół.
-Przykr..-nie dokończyłem.-Ja mogę nim zostać.-uśmiechnąłem się.-Na prawdę?!-w klaczy pojawiło się słońce.
-Jasne.A teraz przenocujmy.-powiedziałem kładąc się.(...)
C.D.N
-Pod taką postacią muszę się ukrywać.-powiedziała.-Pod postacią konia.
-Przed kim?-podszedłem do niej.
-Przed nim.-spojrzałem na nią pytającym wzrokiem.
-Och... wilk...Czarny wilk.
Teraz to jest jakaś plaga zła...No cóż...
-Przecież jesteś w innym wymiarze.To dlaczego ukrywasz się?-zapytałem.-On zna dobrze ten wymiar.Musiałam się przemienić w konia.Kiedyś właśnie tu mnie gonił.Lecz mu uciekłam.-Kendra z powrotem w pegaza.-A...inni o tym wiedzą?
-Jacy "inni".
-No...twoi przyjaciele
-Ja nie mam przyjaciół.
-Przykr..-nie dokończyłem.-Ja mogę nim zostać.-uśmiechnąłem się.-Na prawdę?!-w klaczy pojawiło się słońce.
-Jasne.A teraz przenocujmy.-powiedziałem kładąc się.(...)
C.D.N
czwartek, 23 marca 2017
Od Kayko ,,Nowy wymiar" cz.1
Megami i Ender powrócili do watahy.Zapanował spokój.
Tego dnia przechadzałem się po lesie.Było słychać ćwierkanie przylatujących patów na wiosnę.Drzewa powoli zakwitały a łąki się zieleniły.Po chwili zobaczyłem dziwną dziurę.-Pewnie wykopało je jakieś zwierze.Borsuko podobne.-pomyślałem.Ale z ciekawości postanowiłem popatrzeć do środka.Gdy pochyliłem głowę i wsadziłem do środka, coś chwyciło mnie za pysk i próbowało wciągnąć do środka.Opierałem się, ale "to coś" złapało mnie za łapy, no i wciągnęło mnie.Wpadłem w jakiś tunel.Był on wąski i oświetlony niebieskimi diamentami.Nawet nie wiedziałem że taki tunel istnieje.Po spadaniu z góry trafiłem na dróżkę.(W ciąż byłem w tym tunelu). Lecz teraz był nieco szerszy.Dalej te same diamenty i wgl.Wyglądały jakby mnie gdzieś prowadziły.Zobaczyłem światło.Było to słoneczne światło, czyli dochodziłem do końca.Gdy doszłem,o mało nie spadłem.Popatrzyłem w dół a potem w górę.Wyglądało na to, jakby ten tunel prowadził przez środek jakiejś odrooomnej skały.Był to wąwóz, przez który płynęła rzeka.-Jak ja mam się teraz z tond wydostać...-wyszeptałem patrząc na drugi brzeg.Skała była za bardzo pionowa, aby się po niej wspiąć.Skrzydeł też nie mam.-Chyba muszę po prostu skoczyć.- i też tak zrobiłem.
-Auch...-wyjęczałem upadając.Zdziwiło mnie, że tu nie było wody.Przecież tu była rzeka!Nawet przed moim skokiem słyszałem jej szum-Dziwne.-powiedziałem.Na dodatek nie daleko już nie było drugiej skały, lesz łąka.Otrzepałem się z kurzu i poszedłem zobaczyć gdzie jestem i co tu się dzieje.
Zobaczyłem w oddali zwierze podobne do jelenia.Lecz nie był to jeleń.Miało ono skrzydła.Gdy podchodziłem bliżej, zobaczyłem że to koń.A raczej pegaz.Była to klacz.Biała klacz z blond grzywą i kremowymi końcówkami skrzydeł.Nie chciałem jej przestraszyć.Podchodziłem wolno.Po chwili szedłem normalnym krokiem, bo klacz mnie zauważyła.-Witam.-przystanąłem z uniesioną łapą.
-Kim jesteś i co tu robisz.-powiedziała cofając się.
-Jestem Kayko i...sam nie wiem jak tu trafiłem.-powiedziałem kładąc uszy.-Mam ci wierzyć?-spytała podchodząc.-A nie?-zapytałem.
-Pierwszy raz mam do czynienia z wilkiem.Magicznym wilkiem.-powiedziała.-Z kont pochodzisz i gdzie jest twoja wataha?
-Moja wataha była...-popatrzyłem na miejsce z kont przyszedłem.-Byłem w jakimś tunelu i..Trafiłem tutaj, i w ogóle tam była rzeka.A nie ma jej.-powiedziałem.
-Trafiłeś do drzwi między wymiarami.A rzeka jest tam zależnie od pogody.Gdy pada, pojawia się a zaś gdy pada znika.
-Łał.-powiedziałem.Trafiłem do JESZCZE magicznejszego świata.-Czy...może wiesz jakbym mógł się z powrotem dostać do mojego świata?-zapytałem siadając.-Niestety nie.Ale znam kogoś, kto będzie wiedział...Ale on mieszka po drugiej stronie tej krainy.
-Łoo matko...-pomyślałem.-Ja tutaj nie chcę zostać...-powiedziałem.-Co pomyśli o mnie wataha...
-Mogę ci pomóc przetrwać.-powiedziała klacz.-Jestem Kendra.Będziesz musiał się zgodzić na warunki wśród koni.
<C.D.N. ZOSTAW ŚLAD!>
Tego dnia przechadzałem się po lesie.Było słychać ćwierkanie przylatujących patów na wiosnę.Drzewa powoli zakwitały a łąki się zieleniły.Po chwili zobaczyłem dziwną dziurę.-Pewnie wykopało je jakieś zwierze.Borsuko podobne.-pomyślałem.Ale z ciekawości postanowiłem popatrzeć do środka.Gdy pochyliłem głowę i wsadziłem do środka, coś chwyciło mnie za pysk i próbowało wciągnąć do środka.Opierałem się, ale "to coś" złapało mnie za łapy, no i wciągnęło mnie.Wpadłem w jakiś tunel.Był on wąski i oświetlony niebieskimi diamentami.Nawet nie wiedziałem że taki tunel istnieje.Po spadaniu z góry trafiłem na dróżkę.(W ciąż byłem w tym tunelu). Lecz teraz był nieco szerszy.Dalej te same diamenty i wgl.Wyglądały jakby mnie gdzieś prowadziły.Zobaczyłem światło.Było to słoneczne światło, czyli dochodziłem do końca.Gdy doszłem,o mało nie spadłem.Popatrzyłem w dół a potem w górę.Wyglądało na to, jakby ten tunel prowadził przez środek jakiejś odrooomnej skały.Był to wąwóz, przez który płynęła rzeka.-Jak ja mam się teraz z tond wydostać...-wyszeptałem patrząc na drugi brzeg.Skała była za bardzo pionowa, aby się po niej wspiąć.Skrzydeł też nie mam.-Chyba muszę po prostu skoczyć.- i też tak zrobiłem.
-Auch...-wyjęczałem upadając.Zdziwiło mnie, że tu nie było wody.Przecież tu była rzeka!Nawet przed moim skokiem słyszałem jej szum-Dziwne.-powiedziałem.Na dodatek nie daleko już nie było drugiej skały, lesz łąka.Otrzepałem się z kurzu i poszedłem zobaczyć gdzie jestem i co tu się dzieje.
Zobaczyłem w oddali zwierze podobne do jelenia.Lecz nie był to jeleń.Miało ono skrzydła.Gdy podchodziłem bliżej, zobaczyłem że to koń.A raczej pegaz.Była to klacz.Biała klacz z blond grzywą i kremowymi końcówkami skrzydeł.Nie chciałem jej przestraszyć.Podchodziłem wolno.Po chwili szedłem normalnym krokiem, bo klacz mnie zauważyła.-Witam.-przystanąłem z uniesioną łapą.-Kim jesteś i co tu robisz.-powiedziała cofając się.
-Jestem Kayko i...sam nie wiem jak tu trafiłem.-powiedziałem kładąc uszy.-Mam ci wierzyć?-spytała podchodząc.-A nie?-zapytałem.
-Pierwszy raz mam do czynienia z wilkiem.Magicznym wilkiem.-powiedziała.-Z kont pochodzisz i gdzie jest twoja wataha?
-Moja wataha była...-popatrzyłem na miejsce z kont przyszedłem.-Byłem w jakimś tunelu i..Trafiłem tutaj, i w ogóle tam była rzeka.A nie ma jej.-powiedziałem.
-Trafiłeś do drzwi między wymiarami.A rzeka jest tam zależnie od pogody.Gdy pada, pojawia się a zaś gdy pada znika.
-Łał.-powiedziałem.Trafiłem do JESZCZE magicznejszego świata.-Czy...może wiesz jakbym mógł się z powrotem dostać do mojego świata?-zapytałem siadając.-Niestety nie.Ale znam kogoś, kto będzie wiedział...Ale on mieszka po drugiej stronie tej krainy.
-Łoo matko...-pomyślałem.-Ja tutaj nie chcę zostać...-powiedziałem.-Co pomyśli o mnie wataha...
-Mogę ci pomóc przetrwać.-powiedziała klacz.-Jestem Kendra.Będziesz musiał się zgodzić na warunki wśród koni.
<C.D.N. ZOSTAW ŚLAD!>
niedziela, 12 marca 2017
Nowy Basior!
Właściciel:TajnaTina1085
Imię: Kayko
Wiek: 4 lata
Płeć: Basior
Stanowisko:Delta
Żywioł:Natura, lód
Historia:Urodziłem się jako człowiek.Wszystko było normalne, ale do czasu.Gdy miałem 22 lata, postanowiłem wybrać się do lasu.Nie spodziewałem się czegoś "dziwnego".Ale natknąłem się na wilka.Był to magiczny wilk.Nie miałem pojęcia jak się tu znalazł.Podszedłem bliżej,a on się odsunął.Po chwili zmienił mnie w wilka.Tego magicznego,nie zwykłego.Na początek było mi trudno, ale potem przywykłem do czterech łap, futra i w ogóle...
Charakter:Kayko jest miły, ale tylko w niektórych przypadkach.Potrafi odpuścić, ale rzadko to się zdarza ponieważ bywa wybuchowy.
Amulet: Diament
Głos:What's love
Status:Poszukuje
Partner/ka:Brak
Moce:Zamiana wzrokiem w lód,obrośnięcie wroga pnączami
Szczeniaki:Brak
Point:0
Subskrybuj:
Posty (Atom)
