Black Parade

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Shu. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Shu. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 24 lipca 2018

Od Shu do Achillesa

— No wiesz, jak ojciec z synem. — Basior wyszczerzył się jak łysy do sera, sprawiając, że przechyliłem łeb na bok w geście wyrażającym zdziwienie. O czym on mówił? Jaki ojciec... Ah, no tak. Bogowie, dlaczego zawsze trafiam na takich idiotów?
— No, chyba, że się boisz, że nie dotrzymasz mi kroku albo że cię zamorduję z zimna krwią.
Kiedy tylko Achilles machnął ogonem, prychnąłem z oburzeniem i wyprostowałem się, po raz kolejny usiłując spojrzeć na to dziecko szczęścia z góry. Autorytet i te sprawy. Postanowiłem zagrać w tę dziwną grę według jego zasad, które, z racji mojego statusu, dawały mi siłę. No i więcej możliwości, rzecz jasna. Mam nadzieję tylko, że nie zacznę nagle rzucać suchymi żartami na prawo i lewo lub nie będę co chwilę komentował "za moich czasów było lepiej". Czy jak to inaczej ojcowie mówią. A naszą różnicę wieku? Przemilczy. Tak będzie najlepiej dla nas wszystkich.
— Zamordować to cię mogę ja — burknąłem, po czym gwałtownie odwróciłem się, przez co naszyjnik na mojej szyi prawie uderzył wilka w nos. Przeprosiłem go nieco niedbale, po czym potruchtałem przed siebie. Nie słysząc, aby Achilles ruszył swoje puchate lędźwia z miejsca, obejrzałem się przez ramię.
— Idziesz?
— Tak. Tak, tak, idę — potrząsnął łbem, jakby przebudzał się z transu, a następnie z typową dla siebie dozą radości dołączył do mnie. Postanowiłem nie pytać, dlaczego tak się zachował. Może ma własne problemy, o których mówić nie chce. Znamy się przecież zaledwie dzień, góra dwa, jakoś średnio chcę to pamiętać. Albo po prostu ja nadinterpretuję różne rzeczy, a to był przejaw typowej dla tego osobnika mieszaniny roztrzepania i ... uroku? Sam nie wiem. Westchnąłem cicho, przyspieszając nieco, gdyż wolałbym znaleźć się na terenach do polowań nieco szybciej. 
— A więc, zacznij szukać jakiegokolwiek tropu — oznajmiłem, kiedy drzewa stały się jakby bardziej znajome, a zapach zwierzyny uderzył w moje nozdrza. Achilles niezwykle posłusznie począł obwąchiwać okolicę. W pewnym momencie, podniósł ogon wraz z uszami, wskazując pyskiem w jakiś punkt.
— Tam! — krzyknął radośnie — Tam coś jest!
Pokiwałem głową z uznaniem, po czym usiadłem na wilgotnej ziemi. Musiało padać ostatnio, cholera.
— Co teraz robimy, synu? — ostatnie słowo z trudem przeszło mi przez gardło. Sam nie wiedziałem, dlaczego.

<Achilles?>

poniedziałek, 14 maja 2018

Od Shu do Achillesa

Spokój. Tylko spokój może nas uratować. Tak, wiem, sam zaoferowałem pomoc Achillesowi i powinien ją ode mnie powstrzymać.
Jednak, naprawdę, mogłem wcześniej przemyśleć swoją decyzję.
Lecz, jak się mówi, kości zostały rzucone. W sumie, to jako członek Akuma no Hakai powinienem pilnować nowych... Ah, cholera. Wszystko mi się już miesza w głowie.
Potruchtałem przed siebie, prowadząc za sobą basiora do jaskini mojej i Alarisa. Z tego, co widziałem, mój białasek już spał w głębi. Z lekką irytacją zauważyłem, że jego futro jest brudne. Nie na mojej warcie.
— Idź spać. Gdzieś tam. — Wskazałem pyskiem na przeciwległą ścianę, a sam podbiegłem do Alarisa. Próbując nie obudzić ukochanego, zająłem się czyszczeniem sierści wilka.
Szuranie łapami, dobiegające od strony wejścia. Zerknąłem przez ramię na Achillesa, aby w razie czego, zareagować. Ten jednak na spokojnie zwinął się w kłębek, spoglądając na mnie tymi niebieskimi oczyma. Zauważyłem z delikatnym zdziwieniem, że przypomina kojota. 
— Nie masz w swoim drzewie genealogicznym żadnych przodków z pustyni? — spytałem niby od niechcenia. Achilles wpierw podniósł uszy, poruszył ogonem, a następnie uniósł barki.
— Być może. A co?
— Wyglądasz jak kojot. 
Alaris zaśmiał się szczekliwie, więc zwróciłem na niego uwagę. Czyli mały oszukista jednak nie spał. Ugryzłem go więc w ucho, na co biały basior pisnął cicho.
— A co to za udawanie? Jak ja cię zaraz..!
— Proszę, nie przy mnie. — Achilles odwrócił się na plecy, po czym poruszył łapami w powietrzu. Wyglądał niezwykle uroczo, gdyby mnie o to spytać. — Nie chcę patrzeć, jak powstaje moje rodzeństwo.
— Rodzeństwo? Od kiedy jesteśmy twoimi rodzicami? — Wyszczerzyłem zęby ostrzegawczo, na co mój ukochany polizał mnie po policzku.
— Spokojnie. Przecież możemy go adoptować, czyż nie?
Przewróciłem oczami i westchnąłem ciężko. I ty, Brutusie? Co ja mam teraz zrobić?
Po długim namyśle, widząc smutne spojrzenie Ally'ego, skinąłem delikatnie łbem. Niech się cieszą.

<Achiś? Przepraszam, że krótkie, następne będzie dłuższe!>

wtorek, 24 kwietnia 2018

Shu - Akuma no Hakai

Od czego się to wszystko zaczęło? Ten chaos, wewnętrzna entropia, ciąg kłamstw?
Chyba od momentu, kiedy spotkałem Liiveia. Pamiętam to jak dziś. I nie zanosi się na to, abym to zbyt szybko zapomniał.

O ile mnie pamięć nie myli, to było gdzieś pomiędzy opuszczeniem swojego rodzinnego domu a spotkaniem Alarisa. Słodko - gorzki okres, poprzecinany szczęściem i rozpaczą. Jakby namalować ten czas w formie obrazu, trzeba byłoby użyć barw w spektrum brązu, dodając może nieco plam zieleni.
Jednak nie o tym mowa. Liivei sam mnie odnalazł. Tak przynajmniej się tłumaczył przy pierwszym spotkaniu. Chociaż tłumaczenie się w jego przypadku to słowo na wyrost. Przywódca Akuma no Hakai nigdy się nie tłumaczył ze swoich czynów, jedynie usprawiedliwiał je wyższym dobrem. A dlaczego szukał akurat mnie?
Według słów basiora, dlatego, że jako jedyny przeżyłem atak Carreou na mój dom. Z jakiego powodu, powiedział mi dopiero potem.
Wędrowałem wtedy przez równinę, z dziurą w sercu, pozbawiony swojego miejsca na ziemi. Wbrew temu, co okazywałem, przejąłem się tym. Bo kto by nie rozpaczał po utracie wszystkich swoich najbliższych? Zapewne tylko ktoś bez serca. Albo demon.
Wtem usłyszałem głuchy odgłos biegu kilku istot. Od razu podniosłem uszy, nastroszyłem się i zacząłem rozglądać w poszukiwaniu źródła odgłosu. Nie chciałem w końcu paść ofiarą pierwszego lepszego omegi.
Było ich trzech. Dwóch basiorów i jedna wadera. Zatrzymali się w pewnej odległości, a przywódca, rosły basior o ciemnym futrze, zrobił niewielki krok do przodu.
Opuściłem uszy, wyszczerzyłem zęby, ale powstrzymałem się przed warknięciem. W końcu, nie było takiej potrzeby. Przynajmniej takie wrażenie odniosłem, gdy na pysku nieznajomego pojawił się delikatny uśmiech. Może nie było w nim radości, ani, z drugiej strony, złośliwości, jednak coś mi podpowiadało, że warto dać osobnikowi szansę.
– Witaj, Shu. – Zaczął spokojnym, pozbawionym emocji głosem czarny basior, stając przede mną. Był wyższy. O wiele wyższy i starszy. W dodatku, bardziej umięśniony. Robił imponujące wrażenie, a całego efektu bycia poważaną personą dodawała zwierzęca czaszka na jego pysku, spod której dało się ujrzeć błękitne jak lód oczy. Przechyliłem nieznacznie łeb na bok na dźwięk swojego imienia. Skąd on je znał? Ktoś mu je powiedział? Czy może to jego zdolność - czytanie w myślach? Tylko dlaczego, w takim przypadku, wybrał mnie jako tego, z kim chce zamienić kilka (mam nadzieję!) słów?
– Wiesz, kim jestem? – Spytałem, wchodząc nieznajomemu w początek zdania, które miał zamiar widocznie zacząć. Zza jego pleców dobiegł szybki, cichy szum wymienianych szeptem uwag. Towarzysze wilka jednak pod wpływem spojrzenia przywódcy, umilkli i jedynie wadera zerkała co jakiś czas w moją stronę, gdyż drugi basior zdawał się być bardziej zainteresowany tym, co się dzieje wokół niż tym, co ma przed sobą. A może po prostu pilnował, aby nikt nie powołany nie był świadkiem wydarzenia, jakie miało się za moment rozegrać.
Większy osobnik skinął prawie niezauważalnie głową i obszedł mnie dookoła, stawiając ostrożne kroki i skradając się jak rasowy drapieżnik. Mimo to, jego ruchy były pełne gracji. Z niewiadomych mi przyczyn, to określenie zdawało się nie pasować do całokształtu przywódcy.
– Otóż to, Shu, synu Carreou. – Imię ojca, które poznałem zupełnie niedawno, wypowiedział z niechęcią i nutką obrzydzenia. W tamtych czasach byłem jeszcze niezdrowo podniecony torami, jakimi potoczyły się moje losy. Przez większą część życia byłem przekonany, że jestem potomkiem z krwi Feno. A potem nagle matka, umierając pod starym dębem, oświadcza mi, iż narodziłem się poprzez gwałt demona na wilczycy. Nic nie może opisać, jak się wtedy czułem. Chyba najlepszymi określeniami byłoby odrzucenie, pustka, rozpacz i złość. Być może to i wtedy rozpoczęła się moja entropia - wraz z poznaniem prawdy o tym, c z y m jestem. Nie kim. Nienawidziłem samego siebie za to, że w ogóle powstałem. Jako wybryk natury, coś gorszego.
Z przemyśleń na swój temat wyrwało mnie znaczące chrząkniecie nieznajomego. Zamrugałem więc kilkukrotnie i podniosłem głowę.
– A ty? Kim jesteś? – Spytałem butnie, z pewnością siebie, wypinając pierś. – I nadal nie odpowiedziałeś na moje pytanie. Skąd wiesz, kim jestem? 
– Ah, gdzież moje maniery! Liivei. Przywódca Akuma no Hakai. A skąd wiem o twoim istnieniu? – Zaśmiał się cicho, tym razem z lekkim rozbawieniem. Zbliżył się jeszcze bardziej, patrząc mi prosto w oczy. – Bo pół Piekła chce widzieć twój łeb, nabity na pal.
Gwałtownie wciągnąłem powietrze, nie mogąc uwierzyć w to, co usłyszałem. Tak, domyślałem się, że moje narodziny na pewno nie zostaną przyjęte z wielką radością. Zdawałem sobie sprawę, że ktoś czyha na mnie, obserwuje i czeka, aż tylko stracę czujność. Ale żeby demony?
– Też jesteś jednym z nich? – Zniżyłem głos, odwzajemniając spojrzenie. Mierzyliśmy się wzrokiem przez dłuższą chwilę, czekając, aż któryś ustąpi. To jednak się nie zdarzyło.
– Nie. Jestem kimś zupełnie innym. – Słońce padło na medalion na jego szyi. Poznałem w nim triskalion. Celtycką pętlę, chroniącą przed złem. – Ja z nimi walczę. I proponuję ci wstąpienie w szeregi naszego zgromadzenia.
Pod presją, niemą, ale zawsze jakąś, Liivei, skinąłem głową. Oni jednak czekali na moją odpowiedź. Dopiero po długiej chwili namysłu, analizy za i przeciw, zebrałem się w sobie.
– Dołączę do was.

poniedziałek, 23 kwietnia 2018

Od Shu do Achillesa

Polizałem Alarisa po policzku, gdyż moja mała przylepa ponownie żądała atencji. Nie mogłem mu jej odmówić. Skoro czegoś chciał, to znaczy, że tego potrzebował. A ja miałem zamiar dać mu wszystko, o co poprosi.
Po tym, jak dla mnie, omegi włóczącego się bez celu po ataku demona na moją poprzednią watahę, opuścił swoją rodzinę, musiałem mu się jakoś odwdzięczyć. Za dobre serce, szczere intencje, za to, że aż emanował dobrocią i za to, że po prostu był. I nie odszedł, gdy oznajmiłem mu swoje prawdziwe uczucia.
Z tego również powodu, nie miałem zamiaru pozwolić, aby ktokolwiek odebrał mi Ally'ego. Nigdy, do koca świata i jeszcze dwa dni dłużej, dla pewności.
Tylko nadal pozostawała kwestia Achillesa. Miałem wątpliwości w stosunku do jego osoby, lecz może jednak nie jest taki zły? Może nie czai się na moją kulkę szczęścia?
Teraz na pewno oczekiwał odpowiedzi. Wnioskowałem to po jego wyrazie pyska, wpatrującego się w mą osobę. Tak, spotkałem Megami. Tak, miałem przyjść do niej z nowym wilkiem. I nie, nie mam zamiaru zabić Achillesa, bo zbyt bardzo podoba mi się w tym miejscu.
– Chodź za mną. – Powiedziałem krótko, po czym zwróciłem się do Alarisa, który przechylił w niezwykle uroczy sposób łebek na bok. Z uśmiechem szturchnąłem go łapą w ogon, wiedząc, że tego nie lubi. Reakcję zobaczyłem od razu - basior pisnął i podkulił kitę.
– Zaraz wrócimy, nie martw się. – Powiedziałem z rozbawieniem, a biały zrobił obrażoną minę. Zdawałem sobie sprawę, że jedynie udaje, ale i tak pewnie będę musiał przeprosić go za dotykanie w niedozwolonych miejscach. Mijając go, aby dostać się do Achillesa, zbliżyłem się do ucha partnera.
– Dzisiaj w jaskini odpokutuję wszystkie moje winy, kochanie. – Wyszeptałem zalotnie i skinąłem głową na basiora. Odchodząc w stronę jaskini Megami, usłyszałem podekscytowane skomlenie Alarisa.

Przez całą drogę obserwowałem, czy basior nie ma w planach zrobienia nic głupiego. Naprawdę chciałem mu zaufać. Chciałem się przekonać do niego, że nie jest tak złą personą, na jaką kreuje go mój umysł. Nim to jednak nastąpi, pewnie jeszcze kilkukrotnie zawarczę na niego i będę planował morderstwo.
– Do środka wejdziesz sam, poczekam na ciebie na zewnątrz. Potem pójdziemy poszukać twojej jaskini, jak cię przyjmie. – Wyjaśniłem na zapas, ponieważ nie byliśmy nawet w połowie drogi do naszego punktu docelowego. Achilles spojrzał na mnie pytająco.
– TY ze mną pójdziesz? – Widać było, że nie spodziewał się tego aktu dobroci z mojej strony. W odpowiedzi skinąłem łbem, nie tłumacząc się ze swojej decyzji. W końcu, nie miałem takiego obowiązku. Ale jako członek Akuma no Hakai, uznałem, że powinienem pilnować nowego przed możliwym złem. A te dawało się wyczuć coraz częściej. Na przykład aktualnie moje nozdrza drażniła woń siarki. Jakiś potwór kręci się w okolicy, a jak Achilles nie będzie dostatecznie uważny, może zostać przekąską takiego demona. Nie miałem w planach do tego dopuścić.
– Lepiej będzie, jak dzisiaj zostaniesz w mojej jaskini. – Wypaliłem w zamyśleniu, na co mój towarzysz zatrzymał się. Widocznie nie mógł uwierzyć temu, co słyszy. Ze znudzeniem przeniosłem na niego spojrzenie.
– No co? Chyba nie chcesz, żeby wygłodniały Carreou cię dorwał w lesie, co nie? – Zaśmiałem się krótko, bez krzty radości i podjąłem podróż. Po długiej chwili, stanęliśmy przed zejściem do jaskini alfy. Wskazałem na nią pyskiem.
– Megami już na ciebie czeka. Nie przynieś mi wstydu.

<Achiś?> 

niedziela, 22 kwietnia 2018

Od Shu C.D. Shadwozone „ O Ziemniaku i Czarnej Pyrze ” Odc. 5

Podszedłem do wadery z uśmiechem i zamerdałem ogonem, aby nieco ją obłaskawić. Nie wiem, czy to przyniosło jakiś skutek w rzeczywistości, ale zdawało mi się, że zobaczyłem, jak oblicze wilczycy łagodnieje w pewnym stopniu. Ale tylko pewnym, niewielkim. Jej ciało nadal mówiło, że jest blisko od zabicia mnie.
- Naprawdę chcę ci pomóc. - Powiedziałem, szturchając ją barkiem w bok. - Po prostu, mam większe doświadczenie..
- Sugerujesz, że nigdy nie byłam zakochana? - Shadowzone wyprostowała się i podniosła uszy. Chciałem coś jeszcze powiedzieć, ale obnażyła zęby. Prewencyjnie cofnąłem się o kilka kroków.
- No Shaduś, nie nerwuj się, cioo? - Powiedziałem tonem, jakim mówi się do szczeniąt i zrobiłem smutną minę. Czarna pyrka zmierzyła mnie wzrokiem, po czym prychnęła.
- Nie wygłupiaj się, Ziemniaku. - odparła z uśmiechem, opadając na ziemię. Następnie westchnęła i zamknęła oczy.
- No i co my teraz zrobimy?
- Jak to co? - Podbiegłem do wadery, a ta podniosła jedną powiekę. - Poszukamy ci kandydata na męża!

< Pyrko?>

poniedziałek, 16 kwietnia 2018

Od Shu CD Shadowzone "O Ziemniaku i Czarnej Pyrze" odc. 3 - Język miłości

Jakoś udało się nam opuścić wodę, po długiej, wyczerpującej walce. Którą w sumie nikt nie wygrał. Ale gdybym miał oceniać ją osobiście, to ja górowałem swoją siłą, wzrostem, inteligencją, skromnością i urodą nad waderą.
Co Alaris potwierdzi. Takie mam przynajmniej wrażenie.
Zastanawiałem się nad tym, gdy wędrowaliśmy wspólnie do gaju, jaki kiedyś Weryla wytworzyła w chwili natchnienia. Był jak na moje standardy zbyt cukierkowy i wesoły, co stwierdziłem po obecności różowych kwitnących wiśni, ale co ja tam wiem. Shadowzone natomiast wyglądała na zauroczoną krajobrazem, jak to kobieta. Nie będąc szowinistą czy kimś w tym stylu, co to, to nie, ale obiektywnie rzecz oceniając, niczym się nie różniła od innych wilczyc w watasze. Mogła mówić, że jest silną, niezależną pyrką z niewidzialnymi kotami, ale tak czy owak, potrzebowała kogoś, kto będzie towarzyszył jej w pyrkowym życiu.
- Ej, Shaduś. - Obejrzałem się przez ramię na gammę, która szukała czegoś w krzakach w dole, nieopodal skały, na której siedziałem. Co ona tam szperała? Oprócz moich zagubionych chęci do życia, natrafi jedynie na stare liście.
Shadowzone poniosła łeb, po czym westchnęła ciężko.
- Znowu masz głupie pomysły?
- Nie. - Zeskoczyłem z gracją i stanąłem przed wilczycą. Mój ogon delikatnie gibał się na boki. Zawsze to robiłem, gdy się ekscytowałem nową ideą. - Całowaś się kiedyś?
Nim wadera zdołała odpowiedzieć, zasłoniłem jej pysk łapą.
- Daj mi skończyć! Jak wiesz, jestem mistrzem w tej dziedzinie. Więc mogę cię czegoś nauczyć.

< Pyyyroooo>

niedziela, 15 kwietnia 2018

Od Shu do Achillesa

Ten wilk stopniowo zaczynał mnie irytować. Nie dość, że jest upierdliwym wyjcem, to znaczy - bardem; to w dodatku spogląda na Alarisa w sposób, w jaki spoglądać mogę tylko ja.
Biała kluska może należeć tylko do mnie. Nikogo innego. A jak ktoś myśli inaczej, niech stanie przede mną i powtórzy te słowa.
- Tak. - Powiedziałem spokojnym, lecz za razem beznamiętnym tonem, sugerując, że ten temat jest drażliwy. W końcu, mało kto akceptuje tego typu związki. Nawet jeśli z perspektywy mojej oraz, jak zaczynam się domyślać, również Achillesa, jest to całkowicie normalne. Miłość to miłość. Nie liczy się wygląd zewnętrzny, a to, co jest w środku.
Puste frazesy.
- Ale związek mój i Alarisa nie jest oficjalny. - Przyciągnąłem do siebie pyskiem partnera, chcąc podkreślić, że jest moją przytulanką. W tym czasie spoglądałem z góry na basiora. - Możesz mówić do mnie Shu. Ale nie zdrabniaj tego.
- Na przykład Shuiś. - Zachichotał biały basior, na co przewróciłem oczami. Nie mogłem jednak na Ally'ego się zezłościć. Był po prostu zbyt niewinny. Czego nie można było powiedzieć o nowym. Był niczego sobie, musiałem to przyznać. Ale po pierwsze, był obcy, a po drugie, ciągle się uśmiechał.
Trzeba jednak czasami pokonać swoje demony, wyciągnąć pomocną łapę, te sprawy.
- Zgaduję, że chcesz dołączyć. - Westchnąłem, rozciągając się leniwie. Wiosenne promienie słońca padły na nasze futra, przyjemnie je grzejąc. - Musimy pójść do Alfy, dokładnie, to ja po nią pójdę, a ty poczekasz.
- Poczekam z Achillesem! - Moje dziecko szczęścia, zawsze chętne do nowych przyjaźni, nie baczące na niebezpieczeństwo dla swoich puchatych lędźwi, polizało mnie czule po pysku i podbiegło do Achillesa. Alaris zamerdał szybko ogonem, aż emanując ekscytacją. Nie mogąc mu niczego odmówić, westchnąłem ciężko.
- Zgoda. Ale jak coś Ci zrobi.. - Zmrużyłem oczy, zbliżając się do pyska nowego basiora. Spojrzeliśmy sobie głęboko we wnętrza naszych dusz. O ile takowe mamy. Nigdy nie byłem spirytualistą. - Pożałuje, że się w ogóle urodził.
Odsunąłem się powoli i skierowałem w stronę jaskini Megami. W duchu ganiłem się za swoją głupotę i chorobliwą zazdrość.
Po prostu bałem się, że zostanę sam. A już nigdy w życiu nie chciałem być samotny.

< Achiś? :3>

piątek, 13 kwietnia 2018

Od Shu do Achillesa

Polowania
Polowania są nudne
Ale potrzebne.
Tak podpowiada mi mój umysł, czy raczej - instynkt. Wszystko jedno. Byłem zbyt zmęczony bieganiem za karibu od samego rana, aby myśleć o takich filozoficznych sprawach, jak "Czy polowanie jest etyczne?"
Ta, jeszcze przejdź na weganizm. Wilk - weganin, a w dodatku gej. Może zacznij jeszcze studiować prawo?
Potrząsnąłem głową, aby wyrzucić ze swojego umysłu irytującą obecność. Miałem jej dość. Ostatnimi czasy stała się niezwykle aktywna, a ja nie wiedziałem, do kogo należy.
Albo mnie coś opętało, albo już serio szaleję.
Obydwie opcje są tak bardzo prawdopodobne.
Po przeniesieniu renifera do jaskini, rzuceniu go Alarisowi, a następnie po długiej rozmowie na temat naszej przyszłości, postanowiłem wyjść na zewnątrz, aby chociaż trochę odetchnąć. Mój partner ostatnimi czasy stał się niezwykle tajemniczy, a za razem podekscytowany. Coś wyraźnie ukrywał, ale co? Tego nie było mi dane się dowiedzieć. Nieważne, jak bardzo próbowałem, używałem mocy, prosiłem, groziłem, podkreślałem swoją pozycję delty, basior milczał jak grób. Czasami tylko uśmiechał się i rzucał coś w stylu: "Dowiesz się w swoim czasie".
Usiadłem na skraju jaskini i zacząłem wpatrywać się w sójkę, wijącą gniazdo w gałęziach drzewa. Ptak zawzięcie zbierał gałązki, wydając typowe dla swojego gatunku odgłosy. Zerknąłem kątem oka na Hollow.
- Pośpiewałbyś coś. - burknąłem pod nosem, na co kruk rozłożył jedynie skrzydła. Ta, czego się spodziewałem. Kruki nie śpiewają.
Co za bezużyteczne stworzenie.
Może to i dobrze, że nie śpiewa. Wszelkie wyjce irytowały mnie i to bardzo. Nie dość, że biegały w te i we wte, nucąc coś tam pod nosem, to w dodatku emanowały radością. A to było gorsze od bezpodstawnego naruszania przestrzeni osobistej czy przyspieszania procesu utraty słuchu.
Albo to tylko moje obserwacje. Nigdy nie spotkałem normalnego śpiewaka.
Nagle poruszyłem uszami, słysząc szelest. Ktoś szedł.
Poderwałem się gwałtownie, lustrując wzrokiem ścianę drzew. Całe szczęście, że nie zarosła jeszcze zielenią, więc miałem ułatwione zadanie.
Ujrzałem wilka, takiego typowego, bez żadnych udziwnień. Szedł w moją stronę. Uśmiechał się. Ten grymas, taki radosny, pełen życia. Wbiłem pazury w ziemię.
- Hej, ty! - rzuciłem, prostując się i pokazując, że jakby co, jestem w stanie się obronić. Z jaskini dobiegł szelest oraz cichy oddech Ally'ego. Musiał przerwać swoją drzemkę i teraz był gotowy do działania.
To jednak nie okazało się potrzebne.
Wilk ewidentnie nie miał złych zamiarów. Wyglądał bardziej na zagubionego wędrowca, niż wykwalifikowanego wojownika. To dobrze. W dodatku, rekrutacja nowych członków to teoretycznie moje zadanie.
- Cześć. - Odparł wilk śpiewnym głosem. Tylko nie mówcie, że bard, błagam, tylko nie bard.. - Wiesz może, gdzie znajdę alfę?
Nadal się szczerzył. Zmrużyłem oczy, a następnie obszedłem basiora dookoła.
- Jestem deltą, więc to najpierw ja cię obejrzę. - mruknąłem, stając za przybyszem. Nadal nie wyglądał niebezpiecznie.
Alaris wysunął pysk z jaskini, po czym szybko przytruchtał do mnie i liznął po uchu. Trzymał emocje na wodzy, ale dało się wyczuć, że się nieco boi. Tyle razy mu mówiłem, aby w spotkaniach z obcymi nie okazywał niepokoju, a teraz takie rzeczy mi robi. Taka jest jego natura. Między innymi, z tego właśnie powodu tak bardzo kocham moją fajtłapę.
- Jak cię zwą?

<Achilles? :3 >

wtorek, 27 marca 2018

Od Shu do Megami

Wzruszyłem ramionami. Niby coś znaleźliśmy, lecz ślady w śniegu czy widziane jedynie kątem oka postacie nie napawały mnie zbytnio optymizmem w tej kwestii. Wzdychając ciężko, przeniosłem spojrzenie na alfę. Wiercący się jak oszalały Artemis truchtał w te i we wte. Znałem go zaledwie godzinę, góra dwie, a już miałem ochotę ubić tego szczeniaka.
- Jedynie ślady łap oraz nic nie znaczące zapachy. To wszystko. - Wykonałem delikatny ukłon.
- Przepraszam. To moja wina.-
Wadera podniosła uszy i ogon, zdziwiona takim zachowaniem.
"Dosyć tego płaszczenia się, Shu." Mruknął cichy głos z tyłu mojej głowy. Niepewnie, stopniowo i powoli wyprostowałem się. Drugi szpieg zachichotał cicho, ale pod naporem mojego spojrzenia, zamilkł.
- To niedobrze..- Powiedziała cicho Megami, na co skinąłem łbem.
- Co z tym obcym? Żyje? Czy mam go dobić? -
< Krótkie ~ :c >

poniedziałek, 19 marca 2018

Od Shu "Serial tymczasowo bez nazwy" cz. 2

Czarna pyra musiała być albo niezwykle niedojrzała, śmiejąc się z moich upojnych wspomnień z nocy sam na sam z Alarisem, albo serio zdesperowana. Obserwując ją, wiedziałem, że chce mieć w końcu partnera. Mam nadzieję, że nie mnie.
- Idzie wiosna, pyrko. - Mruknąłem, siadając przy Shadowzone. - A ty dalej nasza stara panna z kotami. -
- Nie mam kotów! - Oburzyła się wadera. Może i prawda. Ale nie na długo.
- Chłopaka też nie masz. -
- Ty nie masz dziewczyny! -
- Bo jestem gejem. -
Zapadła cisza. Naprawdę, jeszcze tego nie widziała? Oh, Shaduś, Shaduś.. Pokręciłem łbem z politowaniem. Musisz się jeszcze wiele o świecie nauczyć. Wtem do mojego łba, wśród myśli o puchatym kuprze Alarisa, pojawiła się myśl. Cudowna, idealna, piękna myśl, jak pomóc mojej przyjaciółce.
- Zorganizujemy konkurs. - Oznajmiłem, podnosząc się. Wilczyca zrobiła to samo. Jej spojrzenie mówiło jedno "Chyba cię bóg opuścił". Tak, i to dawno.
- Chyba nie. Ja i konkurs? -
- Tak! Wypachnisz się, w końcu umyjesz i jakiegoś wilczura przyciągniesz. Potem tylko ślub, dzieci i hajda! -
- Jesteś idiotą. - Mruknęła pod nosem Shadowzone, lecz uśmiechnęła się. Ha! Cel osiągnięty!
- No wiem. Ale za to mnie lubisz, nie, pyrko? -
< Shaduś? xD >

niedziela, 11 marca 2018

Od Shu do Megami

Stanąłem na skraju skały i spojrzałem w dół, ku połaciom lasu, ku rzekom i jeziorom. Gdzieś tam, wśród drzew, mogło czaić się niebezpieczeństwo. Jeśli ktoś niepowołany znalazłby się na naszych terenach, wszyscy, włącznie z Alarisem, byliby zagrożeni. Rozpocząłem więc mój codzienny obchód, z nosem przy ziemi, szukając wszelkich nieprawidłowości. Poruszałem się prawie bezszelestnie, aby nikogo czy niczego nie spłoszyć. Nie spodziewałem się żadnych obcych, lecz wszystko warto sprawdzić.
W pewnym momencie, nieopodal terenów łowieckich, usłyszałem, jak ktoś przedziera się przez zarośla. Przystanąłem z łapą w górze, uważnie nasłuchując. Ktoś był w krzakach, może nawet grupa ktosiów. Nie mogłem tego ocenić. Nagle ku mnie poleciała kula ognia, przed którą z trudem zdołałem uniknąć. Zgasiłem przypalone futro, po czym nastroszyłem się i zawyłem, aby dać znak strażnikom o niebezpieczeństwie. Po krótkim namyśle, postanowiłem wziąć sprawy w swoje łapy. Zeskoczyłem do doliny, biegnąc przed siebie. Ignorowałem fakt, że czułem ostry ból w rannym boku. Najważniejsze było bezpieczeństwo mojej watahy. Czarny wilk zerknął na mnie ze specyficzną elegancją, po czym wykonał delikatny ruch pyskiem. Świat momentalnie wyciszył się, byłem całkowicie głuchy. Zatrzymałem się i wyprostowałem ogon, mierząc wzrokiem nieznajomego. Uśmiechał się cynicznie. Głuchota musiała być jego sprawką. Mając zbyt wiele do stracenia, pozwoliłem mojej drugiej osobowości przejąć kontrolę, samemu osuwając się w głąb umysłu. Obserwowałem, jak moje ciało atakuje czarnego basiora, powala go, a następnie przebija żelaznymi kolcami. To było zbyt brutalne, lecz nie mogłem oderwać wzroku.
"Przestań" jęknąłem cicho, na co drugi ja tylko zaśmiał się. Ogłuszonego basiora przerzucił na nasze plecy, a następnie potruchtał do jaskini alf.
- Pani. - powiedział, schylając się w parodii ukłonu. Był zbyt dumny, aby okazywać komukolwiek szacunek. Megami podniosła się, zmierzyła spojrzeniem ciało, a następnie przywołała do siebie gestem Endera. Wilk ściągnął nieznajomego na glebę.
- Kto to jest? -
- Nie wiem, szefie. Polował na naszym terenie. Może mieć kumpli. - odparło moje ciało, siadając, a następnie rozglądając się. Wykorzystałem chwilę nieuwagi, aby ponownie przejąć władzę.
- Myślę, że na polowaniu na naszą zwierzynę się nie skończy, Megami.. -
Spojrzałem wyczekująco na parę przywódców, aby poznać ich opinię na ten temat.

sobota, 3 marca 2018

Wyniki Eventu Urodzinowego

Event niby zakończył się 22 lutego, ale musiałam go przedłużyć, ze względu na równą ilość głosów.
Po prostu napiszę, że;
Shu
I
Miejsce
500 points, dodatkowe stanowisko i piórka przynoszące szczęście

Shadowzone
II miejsce
350- points, łuk

Ja zagłosowałam na oda opowiadania (w sumie tak jak w każdej ankiecie).To tyle

~Megami

wtorek, 27 lutego 2018

Od Shu do Genevieve

Shadowzone wzruszyła ramionami, pozostawiając mi wybór dobicia czy oszczędzenia wadery. Postanowiłem jej pomóc, aby nie musieć się potem tłumaczyć, iż na terenie watahy znaleziono kolejne zwłoki. Przy pomocy wadery, wzięliśmy białą wilczycę na nasze barki i ruszyliśmy w stronę wolnej jaskini. Po drodze natrafiliśmy na dwa wilki, tarzające się w śniegu. Zerknąłem na waderę, która przerzuciła ranną na moje barki i zbliżyła się do nich.
- Nie przeszkadzam? - Zapytała, na co biała wilczyca i jej towarzysz przerwali zabawę. Wilk powąchał powietrze, czując metaliczny zapach krwi. Szybko zorientował się, że sytuacja jest poważna.
- Ja się tym zajmę, Soul. - Wadera podeszła do nas, skinęła łbem na Shadow i ruszyła truchtem przed nami, oczyszczając swoją mocą drogę ze śniegu. Nie miałem czasu jej zapytać o imię, lecz te pojawiło się nagle w mojej głowie.
"To Genevieve."
- Co ty mi w mózgu grzebiesz? - Powiedziałem z udawaną złością do obrończyni Alf, na co ta uśmiechnęła się tajemniczo. Warto zapamiętać - Shaduś to telepata.
Genevieve stanęła u wejścia do jaskini, a następnie pomogła nam wnieść nieznajomą do środka. Wtedy przejęła ją czarna wadera, układając w głębi i pilnując, czy jeszcze żyje. Położyłem się pod stalaktytem, których z resztą było tu pełno i zamerdałem leniwie ogonem.
- A więc, Genevieve, pani lodu, tak?- 
- Wystarczy Gen. - Wilczyca przysiadła przy mnie i spojrzała na pozostałe wadery. Nieznajoma zaczęła się samoistnie leczyć. Odetchnąłem z ulgą. Na szczęście, jeszcze nie umrze. Dotknąłem łapą ogona Genevieve. Był niezwykle puchaty i aż prosił się o przytulenie. Powstrzymałem się, wiedząc, że to będzie nie do końca grzeczne i na miejscu.
- Ten Soul czy jak mu tam, to kto? Chłopak?- Uśmiechnąłem się złośliwie, na co wilczyca zaśmiała się.
- To mój brat. A Shadowzone to twoja partnerka? -
- On? Coś ty. - prychnęła czarna wilczyca pół żartem, pół serio. Przewróciłem ostentacyjnie oczami, lecz nie skomentowałem tego. To dobrze, że sprawy przybrały taki obrót. Myślami zacząłem uciekać do Alarisa, obiecałem sobie  w duchu, że muszę go jak najszybciej odwiedzić. W końcu, byliśmy z dala od siebie już kilka godzin. Opadłem na bok Gen z zamkniętymi oczyma. Śnieżynka odsunęła się i otrzepała, przez co upadłem na skałę. Szybko podniosłem się, rozmasowując obolałą głowę.
- To nie było miłe.. -
- Wiem. I nie miało być. -
To nie będzie najmilej spędzony czas w moim życiu. Jako jedyny samiec na tyle bądź co bądź ładnych samic, będę zmuszony do wysłuchiwania złośliwych komentarzy. I tak właśnie było. Przez następną godzinę próbowałem skupiać się na otoczeniu, a nie na słowach wilczyc. W pewnym momencie, nieznajoma rozbudziła się i zmierzyła nas wzrokiem.
- Gdzie ja.. Gdzie ja jestem..? - Zapytała słabo. Shadow podeszła do niej, próbując wyglądać jak najprzyjaźniej.
- Jesteś na terenie Watahy Diamentowych Piór, kochana. Jestem Shadowzone, ona to Genevieve, a ten idiota do Shu. Jak cię zwą? -
- Ja ci dam idiota. - warknąłem, zbliżając się do wilczyc i po drodze ciągnąc Shadow za ogon. Ta odpłaciła mi się ugryzieniem w ucho.
- Nazywam się Gekaia, jestem medykiem...-
- Coś chyba tu nie pasuje. - Gen zachichotała pod nosem. Gekaia posłała jej długie spojrzenie.
- Jeśli chcecie, mogę tu zostać i wam pomóc. Opcjonalnie kogoś otruć... -
Widząc zbliżającą się kłótnię, podbiegłem do Genevieve i wyciągnąłem ją na dwór, nim zdążyła się porządnie nastroszyć.
- No już, już. My na coś zapolujemy, a wy tu zostańcie, dobrze? - Nie czekając na odpowiedź czy zgodę, skierowałem się z waderą na kolejne polowanie tego dnia.
  

niedziela, 18 lutego 2018

Shu - Event "Co by było, gdybym nie dołączył do watahy?"

Była ciepła, letnia noc. Na szczęście, nasza jaskinia skutecznie ochładzała mnie i Alarisa, gdy spaliśmy w plamie księżycowego światła. Wtuliłem pysk w pachnące trawą futro białego basiora. Byliśmy w tej watasze już kilka miesięcy, jednak i tak zastanawiałem się, co by było, gdyby wszystko potoczyło się zupełnie inaczej? Gdybyśmy nie trafili tutaj tylko gdzieś indziej?
Zamknąłem oczy, poddając się sennej wizji.

Przebiegliśmy razem przez bród na rzece. Obejrzałem się przez ramię na Alarisa, po czym zaśmiałem się i przyspieszyłem.
- Nigdy mnie nie złapiesz! - Krzyknąłem, wskakując na brzeg. Basior w ostatniej chwili chwycił mnie za ogon i wciągnął do wody. Wynurzyłem się na powierzchnię, a następnie spojrzałem mu w oczy. Spotkaliśmy się ponownie już jakiś czas temu, a nasze uczucia ponownie odżyły. Polizałem go w nos, powodując u towarzysza lekki rumieniec. Zawsze tak się zachowywał.
- Mój mały nieśmiały Ally. - Powiedziałem czule, łasząc się do mokrego futra Alarisa. Basior uśmiechnął się ciepło, po czym popchnął mnie na piasek i spojrzał z góry, merdając ogonem.
- Mówiłem, żebyś tak mnie nie nazywał. -
Dotknąłem łapą jego barku i sięgnąłem łbem, aby go ponownie polizać. Alaris jednak wstał i otrzepał się. Byliśmy wolnymi duchami, każdy z nas bez watahy, bez domu, podróżujący po świecie i żyjący chwilą. Należało się jednak ostatecznie gdzieś osiedlić, tylko gdzie?
- Co powiesz na to, aby założyć watahę? Naszą własną? - Podniosłem się i podszedłem do Alarisa. Wilk powoli ruszył przed siebie.
- We dwoje? Możemy spróbować. Ale nie sądzę, aby.. Nam się udało.-
- Jesteś synem Alfy, władanie masz we krwi! - Dołączyłem do białego basiora. Ten odwrócił wzrok na pasmo gór w oddali.
- To nie zmienia faktu, że nigdy nie władałem, tylko obserwowałem, jak robią to rodzice. Przewróciłem oczami, szturchając go w bok.
- Więcej wiary w siebie, uda ci się. Wierzę w ciebie.-
Podróżowaliśmy przez kolejne tygodnie, szukając odpowiednich terenów. Po drodze natrafiliśmy na parę wilków, jak się okazało, brata i siostrę, którzy polowali w starej puszczy. Ujrzaliśmy ich, gdy w dolinie pożywiali się upolowanym łosiem.
- Hej, wy! - Krzyknąłem, stając na skale ponad nimi. Smukła wadera o futrze w barwie zachodzącego słońca i czujnych, błękitnych oczach, wyprostowała się. Basior wyglądał prawie identycznie jak ona, jednak był ciemniejszy.
- Czego chcecie? - Wilczyca przeskoczyła nad truchłem i z gracją zbliżyła się do nas. Alaris zerknął na mnie, by upewnić się, że kontroluję sytuację. Oczywiście, że kontrolowałem. Zawsze to robię. Zsunąłem się po skarpie do wadery i spojrzałem na nią z góry. Ta nie zareagowała, basior jednak zaczął się denerwować.
- Jesteście samotnikami czy omegami? -
- Co cię to interesuje? - Wilk stanął z boku, przybierając łapami w miejscu. Wilczyca uniosła wzrok ku niebu.
- To przez ciebie, Haru, nigdy nie mam przyjaciół. -
- Dbam po prostu o moją małą siostrzyczkę Lamię, czyż nie? -
Lamia skoczyła na basiora, aby stoczyć z nim krótką walkę, typową dla kłócącego się rodzeństwa. Cierpliwie czekałem, aż skończą, w tym czasie obserwując jak Hollow pożywia się łosiem. Następnie wytłumaczyłem wilkom plan mój i Alarisa. Zgodzili się niespodziewanie szybko. W ten sposób, nasza drużyna wyzwoleńców powiększyła się do czterech członków.
Znalezienie odpowiednich terenów zajęło nam kolejne miesiące, jednak kiedy stanęliśmy wszyscy na brzegu kotliny, wewnątrz której znajdowała się pradawna puszcza oraz kryształowe jezioro, wiedzieliśmy, że to to miejsce. Odchyliłem łeb i zawyłem w stronę księżyca. Alaris wtulił się w mój bok z uśmiechem. Haru i Lamia stanęli po mojej lewej stronie.
- Oficjalnie ogłaszam, że tutaj będzie początek Watahy Zapomnianych Dróg! - Krzyknąłem w przestrzeń, mimo, iż byliśmy sami. Po prostu udzielił mi się klimat tej podniosłej chwili. Jako cztery pierwsze alfy, nareszcie udało nam się odnaleźć miejsce nie w cudzej, a we własnej watasze. Ogarniając wzrokiem okolicę, wiedziałem, że dokonamy razem wielkich czynów.

- Shu, zejdź ze mnie. Muszę iść na dwór. Bardzo pilnie. - Alaris próbował się uwolnić spod mojego ciała. Musiałem go przygnieść przez sen.
- Ehh.. - Mruknąłem, przewracając się na wolne miejsce. Basior błyskawicznie poderwał się i wybiegł z jaskini. Zostałem sam ze swoimi myślami o tym śnie. Mimo wszystko, tutaj czułem się dobrze. Nie miałem zamiaru tego zmieniać. Zwłaszcza, że był tu Alaris. Uśmiechnąłem się nieznacznie do siebie. Mój dom jest tam, gdzie on jest szczęśliwy. Tylko to się liczyło. Gdyby tego zechciał, poszedłbym z moim Leśnym Duchem nawet na koniec świata.
Kiedy Alaris wrócił, objąłem go łapami i ponownie zasnąłem. Tak, nasze miejsce jest w Watasze Diamentowych Piór..

sobota, 10 lutego 2018

Od Shu do Shadowzone

Wadera kroczyła z dumnie uniesionym łbem, wsłuchując się w moje słowa.
- Czyli.. Chcesz, żebym pilnowała twojego wilczka? - Powiedziała, gdy skończyłem. Usiadłem zrezygnowany na śniegu. Teraz już pilnie potrzebowałem snu, jednak zapewnienie bezpieczeństwa Alarisowi było piorytetem.
- Nie.. to znaczy, tak. Ale tylko żebyś spoglądała na nigo czasem. O ile to nie problem. - Potarłem nerwowo łapami o siebie i szturchnąłem nosem Raven. - Zrobiłabyś to? -
Shadow zaśmiała się gromko, zwracając na siebie uwagę Katrin i Alarisa. Zasłoniłem jej łapą pysk.
- Jeszcze ktoś cię usłyszy! -
- Wybacz, ale to serio jest śmieszne. Sądzisz, że będę słuchać się byle szpiega, którego znam od dzisiaj? - Wadera spojrzała w stronę gór. Zastanawiała się, chociaż nie tak intensywnie, gdyż wtedy większość wilków przybiera ten dziwny wyraz pyska. Wpatrywałem się w nią wyczekująco.
- Teoretycznie, mogę to zrobić. Ale nie za darmo. -
Wzniosłem oczy ku niebu. Typowe. W tym świecie nic nie można zrobić po dobroci serca.
- Wiesz? Nieważne. Niech to zostanie między nami. - Wstałem i podszedłem do jelenia. Wilczyca odprowadziła mnie wzrokiem.
- Zróbmy konkurs. -
- Konkurs? - Katrin przechyliła łeb i podniosła uszy.
- Kto pierwszy zabije niedźwiedzia, wygrywa i może wymagać od przegranych jedną rzecz. -
Wymieniłem spojrzenia z Shadow. Ta uśmiechnęła się tajemniczo.
- Wadery kontra basiory. -
- Jak wolisz. A więc? Co ty na to? -

wtorek, 6 lutego 2018

Od Shu do Katrin/Shadowzone

Zamiast wielkiego, warczącego wilka, zobaczyłem młodą waderę, skradającą się ku temu biednemu, niewielkiemu stworzonku. Wyprostowałem się i powiodłem wzrokiem od nosa wilczycy, przez jej fioletowe futro do czubka ogona. Poruszała się z gracją, skupiona na swym celu. Musiała być doświadczonym łowcą. Usiadłem na śniegu, aby ją obserwować zza drzewa. Wadera była tuż przy wiewiórce, napięła łapy by skoczyć... i upadła, zanurzając łeb w białym puchu. Zaśmiałem się krótko. Wilczyca wstała dumnie, otrzepała się i skierowała w moją stronę.
- Z czego się śmiejesz? - zapytała, opuszczając nieco uszy. Była niepewna, co zrobić, a jej ruchy wskazywały, że wolałaby się wycofać. Powoli zbliżyłem się do niej.
- Z niczego. - Ukradkiem obwąchałem waderę, upewniając się, że należy do watahy. - Wiesz może, gdzie znajdę Alfę? -
- Jasne, że wiem. Stoi przed panem - obserwuję - wilki - zza - drzewa. - Nieznajoma zamerdała ogonem. Spojrzałem na nią zdziwiony. Nie wygląda na kogoś u szczytu władzy.
- TY jesteś Alfą? - Spytałem po chwili ciszy, kiedy przyswoiłem wszystkie sprzeczne informacje.
- Tak, jestem Katrin. Megami to moja starsza siostra. - Wyjaśniła, a następnie skierowała się w stronę, z której przyszła, kiwając na mnie łbem. Dołączyłem do niej na bezpieczną odległość.
- Megami.. kojarzę. Jestem Shu. Kandydat na szpiega. -
- Na szpiega? Jak Artemis? - Katrin zerknęła za siebie z uśmiechem. Promieniała wręcz ciepłem, co mnie nieco irytowało.
- Może. Nie wiem. - Ukryłem w głosie znużenie. Jedyne, o czym marzyłem, to jaskinia i coś do jedzenia. Szliśmy razem przed siebie, a Katrin opowiadała o watasze i swojej siostry. Przytakiwałem łbem na jej słowa. W pewnym momencie zatrzymałem się, a naszą drogę przecięła czarna smuga.
- Shadowzone! - krzyknęła Katrin, a wadera zatrzymała się. Posłaliśmy sobie długie spojrzenia. Wilczyca prychnęła, kiedy śnieg z pobliskiego drzewa spadł na jej pysk.
- Jak ja tego nienawidzę.. Gdzieś ty była, Katrin? Miałaś iść za mną, a nie zostawać w tyle. - Shadowzone wzięła głębszy wdech, aby się rozluźnić. - Tak poza tym, kto to jest? -
- Shu, pani. - Opuściłem łeb w geście nieco ironicznego przywitania. - Baaardzo miło mi cię poznać.-

sobota, 27 stycznia 2018

Od Shu do kogoś

Droga na teren watahy była długa i męcząca, jednak nie poddawałem się. Musiałem tam dotrzeć za wszelką cenę, więc kiedy przed moimi oczyma pojawiła się porośnięta kwiatami polana oraz otaczające ją wzgórza, odetchnąłem z ulgą. Nosem wciągnąłem zapach innych wilków, przechodzących tędy na polowania. Bądź z czystej potrzeby rekreacji? Uśmiechnąłem się nieznacznie do siebie i postawiłem łapę na brzegu jeziora. Woda wydawała się być krystalicznie czytsa, przez co nie mogłem się powstrzymać przed upiciem kilku łyków. Chłodna substancja ukoiła palące pragnienie w gardle, wysuszonym po tak długiej podróży.
" Muszę spotkać się z Alfą.. Albo kimś tego typu." pomyślałem, unosząc nieznacznie łeb znad tafli wody. W trawie c o ś się ruszało. Wyprostowałem ogon i zacząłem warczeć ostrzegawczo. Zając wyskoczył spomiędzy sitowia i uciekł, zostawiając za sobą ślady na wilgotnym piasku.
- Jesteś zbyt znerwicowany, Shu. - Zamknąłem oczy, a następnie położyłem się na brzegu. Wziąłem głęboki oddech, aby się uspokoić. Często stosowałem tę technikę, żeby opanować emocje. Bynajmniej pomagała. Zdrzemnąłem się chwilę, nim ponownie podjąłem drogę. Kierowałem się wonią wilków, aby dotrzeć w jakieś miejsce. Mimo wszystko, wolałbym uniknąć spotkania z właścicielem zapachu na dłużej niż to konieczne.
Łąka z czasem zmieniła się w las, roztaczający wokół aurę tajemnicy i bezpieczeństwa. Czułem, że jestem już blisko celu swojej wędrówki. Wataha musiała przebywać gdzieś w tej okolicy. Nagle do moich uszu dotarł szelest. To nie był zając czy inne zwierzę. Wyprostowałem się, chcąc wyglądać na większego i wbiłem pazury w ziemię, aby w razie potrzeby wykorzystać ją do obrony.

Nowy basior!

Autor obrazka: Dan Newcomb
Właściciel: Arteyiu
Imię: Shu
Przezwisko: -
Wiek: 3 lata
Płeć: Basior
Stanowisko: Szpieg
Lubi: Spokój, wodospady, obserwacje rzeczy martwych i żywych
Nie lubi: Nachalnych wilków, żab
Motto: "Gwiazdy nie mogą lśnić bez ciemności"
Żywioł: iluzja, ziemia
Rodzina: Ojciec Feno, matka Arja, dwie siostry - Neneke i Yuki
Historia: Shu nigdy nie przepadał za towarzystwem innych wilków - jako samotnik, nie posiadał zbyt wielu znajomych. Bo i po co? W głębi serca czuł, że musi odejść od swojej starej watahy, mimo, że niczego jemu tam nie brakowało. Potrzebował tylko impulsu, czegoś, co go popchnie ku wzięciu życia w swoje łapy. Tym czynnikiem było nagłe zniknięcie dawnych pobratymców. Zapytany o przyczynę tej tragedii czy swoje przemyślenia, odpowiada zdawkowym "Może wiem, może nie. Są na tym świecie rzeczy, o których nie mamy pojęcia." Po przybyciu na teren Watahy Diamentowych Piór, pragnie zacząć życie od nowa, z czystym kontem, nie szukając raczej nikogo, kto mógłby kroczyć z nim przez pustkę lat.
Charakter: Bywa stanowczy, jednak najczęściej jest cichym, potulnym misiem. Swój introwertyzm rekompensuje urokiem osobistym, okazywanym tylko wybrańcom oraz bystrością, która nie raz w przeszłości uratowała mu życie. W nocy powracają do niego echa przeszłości, skutkujące atakami lęku przed żabami i błyszczącymi, żółtymi oczyma.
Amulet: Link
Jaskinia: Link
Głos: Link
Zauroczenie: -
Status: Poszukuje
Partner/ka: Nie
Moce: Wyszukiwanie zasobów w ziemi i wyciąganie ich na powierzchnię, odrzucenie kontrolowanej części natury, kiedy czuje się zagrożony i przyjęcie swojej przeciwnej osobowości.
Umiejętności: Potrafi spowolnić swój oddech na tyle, by zapaść w swego rodzaju trans bądź zbliżyć się do innej osoby niepostrzeżenie, czujny wzrok, wyłapujący ruch
Szczeniaki: Nie
Point: 0
Uwagi/kary: