Black Parade

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Freya. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Freya. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 13 sierpnia 2018

Od Freii CD Blame

Rozpętał się chaos w najczystszej postaci. Trudno mi nawet opisać wszystkie zjawiska, które nakładając się jedno na drugie, miotały leśną polaną, na której się znajdowałyśmy. W jednej chwili ptaki śpiewały, a kwiaty kwitły, a w następnej ziemia jakby rozpękła się, odsłaniając parzący mnie w łapy żar i wypuszczając na świat ostre podmuchy wiatru, który jednocześnie był nieznośnie gorący i lodowaty.
- Blame, co się do cholery dzieje?! - wrzasnelam, starając się przekrzyczeć szalejącą dookoła nawałnice, Blame wyglądała jednak na pogrążoną w osobliwym transie, oczy zasnute miała ognistą mgłą, szeptała coś w nieznanym mi języku, który nie brzmiał jak nic, co do tej pory słyszałam. Wiedziałam, ze nieważne jak głośno będę do niej krzyczeć, ona i tak nie usłyszy.
Ale i tak krzyczałam, ile sił w płucach, gdy palące podmuchy bawiły się moim futrem, wciskały do łzawiących oczu. Gdzieś w głębi piersi narastał histeryczny śmiech. To nie mogło się dziać naprawdę, to tylko jakiś chory sen, który za moment się skończy. Piekło nie istniało, a nawet jeśli to czemu miałoby znajdować się na tej uroczej, leśnej polanie. Poczucie nierealności sytuacji paliło mnie jeszcze bardziej niż żarzący grunt. To się nie działo, to po prostu nie mogło się dziać.
Blame cała wręcz płonęła, ognista bariera otaczała ją z każdej strony, podczas gdy z jej pyska ulatywały ostatnie tony nieznanego języka. Gdy wreszcie umilkła, wszystko na moment jakby ucichło, zatrzymało się, jakby świat wstrzymywał oddech, czekając na to, co ma się za chwile wydarzyć. Podniosłam się z ziemi, nawet nie zarejestrowałam, kiedy upadłam. Nie potrzebnie. Bo w tej chwili ziemia rozpękła się na dobre i obydwie spadłyśmy w bezdenną paszcze. Zamknęłam oczy, myśląc tylko o tym, jak bardzo nie chce umierać. Nie tu, nie teraz, nie w ten sposób. Nie chciałam umierać, nie znalazłszy najpierw swojego miejsca na ziemi, nie zaznawszy smaku miłości, smaku starości. Nie zaznawszy tak naprawdę życia.
Poczułam otaczające mnie z każdej strony parzące uczucie jakby jednoczenie chłodu i gorąca. Uchyliłam powieki, zastanawiając się, czy to dotyk śmierci, która chwyciła mnie właśnie w swoje objęcia. Ujrzałam Blame, która wciąż promieniejąc szeptała coś do siebie pod nosem. Wygladała na wściekłą, ale niekoniecznie zdumioną całą sytuacją. Rownież poczułam wsciekłość, wsciekłość na Blame za to, ze mnie w to wciągnęła. Ze sprawiła, ze obydwie znalazłyśmy się... Gdzie właściwie?
Rozejrzałam się, trudno opisać, co dokładnie ujrzałam. Kłębiące się masy ciemności, przybierające najróżniejsze formy, kałuże czegoś, co wyglądało jak płynny ogień, ostre, wyrastające z ziemi sople, cienie bez właścicieli, snujące się bez celu. Do moich uszu odleciało coś, co brzmiało jak jęki torturowanego wilka, albo potępianej duszy. Albo czegoś jeszcze gorszego. Trudno było mi określić, gdzie dół a gdzie góra. Całe to miejsce przytłaczało mnie, paraliżowało, dezorientowało.
- Blame... - wyszeptalam. Mój głos brzmiał strasznie wątle i cicho. - Gdzie my... Do cholery... Jesteśmy?
Blame spojrzała w moją stronę. Jej pysk nie wyrażał zupełnie żadnych emocji.
- I tak mi nie uwierzysz.
<Blaaaame? XD>

piątek, 10 sierpnia 2018

Od Freii cd Blame

Czułam jak z każdym wypowiadanym przez Blame słowem, moje oczy stają się coraz bardziej okrągłe ze zdumienia. Chciałam zadać tylko niewinne, podtrzymujące rozmowę pytanie, pociągnąć luźną konwersację jeszcze parę minut, a potem uznać znajomość za jako tako nawiązaną, grzecznie się pożegnać i iść zapoznać zresztą watahy, tymczasem okazało się, że luźna konwersacja, jaką starałam się uzyskać, zamieniła się w kazanie na temat życia i śmierci. Sporo już w swoim życiu widziałam i słyszałam, ale to szczerze mnie zadziwiło i sprawiło, że zapomniałam języka w pysku, co nie zdarza mi się zbyt często. Zwłaszcza że sama nie byłam zwolenniczką tego typu rozważań – starałam się żyć chwilą i czerpać jak najwięcej z tego, co w danym momencie podsuwa mi los, nie myśleć o śmierci, a tym bardziej o tym, co dzieje się po niej. Póki co, tak jak Blame trafnie odgadła, średnio mnie tego typu sprawy interesowały.
Zanurzona w rozmyślaniach nie do końca zarejestrowałam, że Blame umilkła, chwilę zajęło zanim dotarł do mnie fakt, że wadera osunęła się nieprzytomna na ziemię, z przymkniętymi powiekami i ustami wciąż ułożonymi na kształt wypowiedzianego przed chwilą słowa. Grzech.
- Blame? - spytałam niepewnie. Zupełnie nie rozumiałam, co się przed chwilą stało.
Blame nie zareagowała.
- Blame?! - spróbowałam trochę głośniej, trącając nieprzytomną waderę łapą.
Kompletnie nie wiedziałam, co robić. Próbować ją obudzić, czy wręcz przeciwnie? Może to jakiś atak, który trzeba przeczekać? Przez umysł przemknęła mi niedorzeczna myśl, że Blame została opętana, szybko jednak ową możliwość odrzuciłam. Nie wierzyłam w demony, czarne i nieczyste moce i inne tego typu. Chociaż szczerze przyznam niespodziewane kazanie wygłoszone przez Blame i jej równie niespodziewane omdlenie sprawiło, że prawie uwierzyłam.
- Blame? - spróbowałam jeszcze raz nią potrząsnąć.
Nagle wadera odetchnęła głębiej i uchyliła powieki, wzrok wciąż miała lekko zamglony. Wyglądała jakby budziła się z długiego i głębokiego snu.
- Emm, czy wszystko dobrze? - spytałam w pełni świadoma tego, że moje pytanie brzmi idiotycznie. Zazwyczaj jak jest wszystko dobrze, to się nie mdleje.
Blame zamrugała, do jej oczu wróciły dawne iskry, wyglądała już na w pełni przytomną. Jakby nigdy nic podniosła się z ziemi, a ja z przechylonym w wyrazie zaciekawienia ale i zdumienia i lekkiej obawy łbem, starałam się wyczytać z pyska wadery przyczynę jej zachowania.
<Blame? XD wiem że trochę krótkie>

poniedziałek, 6 sierpnia 2018

Od Freii CD Blame

Popatrzyłam na proponowaną mi przez waderę sarnę, następnie zerknęłam w kierunku krzaków, za które czmychnął goniony przeze mnie zając, a potem znów przeniosłam wzrok na parującą jeszcze i prawie nietkniętą sarninę, której było tak dużo, że spokojnie wystarczy dla nas dwóch. Wybór był prosty, dokonałam go bez zastanowienia.
- To bardzo miło z twojej strony - rzekłam szczerze. Na pierwszy rzut oka nowo poznana Blame wydała mi się oschła i w jakiś sposób wyniosła, ale jej propozycja zdawała się być szczerym przejawem sympatii i zdecydowanie przypadła do gustu mojemu burczącemu nieznośnie żołądkowi. - Chętnie skorzystam, sarna wygląda przepysznie.
Zabrałyśmy się za jedzenie, na dobrych pare minut zawisło miedzy nami milczenie, przerywane jedynie odgłosami rozgrywanego zębami mięsa, przeżuwania i przełykania. Kątem oka obserwowałam Blame, odruchowo po pierwszym wrażeniu jakie na mnie wywarła starając się zaklasyfikować ją do którejś z poznanych podczas licznych tułaczek kategorii charakterów. Zaraz jednak skarciłam się za to w myślach. Naprawdę marzyłam o tym, aby właśnie w tej watasze odnaleźć długo poszukiwany dom, dlatego tez nie mogłam pozwolić na to, aby nowo poznane wilki wyglądały w moich oczach jak krótkotrwałe, intensywne, ale i zdystansowane znajomości. Chciałam patrzeć na pozostałych członków watahy jak na przyjaciół, rodzine, a nie po prostu kolejny etap w życiu. Potrząsnęłam łbem, pozbywając się natrętnych myśli. Zdecydowanie zbyt wiele dziś myślałam. Ponownie skupiłam wzrok na Blame, która skończyła właśnie jeść i oblizując z rozkoszą pysk, przysiadła na przeciwko mnie. Widoczne na jej futrze ogniste pręgi lśniły w słońcu. Była na swój sposób ładna, ale niekoniecznie w moim typie. Widziałam, ze waderę również mi się przygląda, zastanawiałam się, co myśli na mój temat. Postanowiłam zacząć luźna konwersacje, aby przerwać ciszę.
- Długo jesteś w watasze? - spytałam z nadzieją, że trafiłam na doświadczonego członka stada, który oprowadzi mnie po pobliskich terenach.
- Dopiero dołączyłam - odparła.
- To tak samo jak ja - miałam nadzieje, że w moim tonie nie było słuchać rozczarowania. Postanowiłam zatuszować je, szybko zadając kolejne pytanie: - Jesteś wilkiem ognia?
Wskazałam na ogniste pręgi przecinające jej futro.
- Ognia i śmierci.
- Ach, śmierci - zamyśliłam się na moment, gdy mój umysł zaatakowało wspomnienie pewnego władającego śmiercią basiora, którego napotkałam na swojej drodze pare miesięcy temu. Był to zdecydowanie jeden z najbardziej interesujących wilków, jakich poznałam. Zastanawiałam się, czy Blame rownież okaże się osobą z ciekawym charakterem i ciekawą przeszłością. - Jakie w związku z tym masz moce?
<Blame? :3>

niedziela, 29 lipca 2018

Od Freii

Leżałam na brzegu strumienia, wpatrzona w swoje falujące odbicie w marszczonej wiatrem wodzie i zastanawiałam się czy to, co robię, ma w ogóle jakikolwiek sens. Dołączyłam do kolejnej watahy, znów pchnięta nagłą chęcią ustatkowania się, chociażby na chwilę. Czułam gdzieś rodzącą się w głębi umysłu nadzieję, że może tym razem będzie inaczej, może tym razem wataha okaże się tą właściwą, w której zostanę na długo, może i do końca życia. Ale niby czemu tym razem miałoby być inaczej? Nadal pozostawałam sobą, bezdomną Freyą, zasłuchaną w zew wzywającego ją wielkiego świata. Znów poznam nowe wilki, które potem zostawię, zawrę nowe znajomości, które niedługo potem zerwę, gdy życie znów pchnie mnie do przodu. To wszystko tak bardzo nie ma sensu. Od niechcenia trąciłam łapą wodę, wypłaszając stadko kijanek. Odbicie rozmyło się, załamało przez utworzone na wodzie fale, a po paru sekundach znów wróciło do poprzedniej formy. Za dużo myślałam, za mało działałam. Od kiedy ja w ogóle tyle myślałam? Nawet jeśli przyjdzie dzień, w którym odejdę, póki co byłam tu i teraz, dopiero co dołączyłam, przydałoby się poznać z pozostałymi wilkami, pozwiedzać okolicę, zrobić rozeznanie, gdzie znajduje się najwięcej zwierzyny, gdzie najlepsze jaskinie do spania. Wstałam i otrzepałam się, moje białe futro roziskrzyło się w prażącym niemiłosiernie słońcu. Od razu poczułam się lżej ze świadomością, że mam co robić, więc raźnym krokiem ruszyłam poprzez las. Gdy tak dreptałam beztrosko krętą, wydeptaną w zaroślach ścieżką, nagle jakiś ruch przykuł moją uwagę. Zamarłam, kątem oka obserwując małego, puszystego zajączka, który zupełnie nieświadomy niebezpieczeństwa, z zapałem chrupał liście koniczyny. Poruszając się jak najciszej tylko się da, uczyniłam w jego stronę krok, a potem jeszcze jeden. Zwierzątko nadal nie zdawało sobie sprawy z tego, że jego życie za chwilę się zakończy. Zrobiłam kolejny krok, który okazał się błędem – nastąpiłam na suchą gałązkę, która pękła z cichym trzaśnięciem, tym samym zdradzając moje położenie. Zajączek czmychnął w krzaki, a ja niewiele myśląc, rzuciłam się za nim w pogoń, pchana do działania perspektywą smacznego obiadu. Przywołałam wiatr, aby wspomógł mnie w biegu, natychmiast przyspieszyłam do zawrotnego tępa. Jak ja to kochałam – ten świst w uszach, pęd targający moim futrem i wyciskający łzy z oczu. Zajączek skręcił, ja za nim, byłam już tak blisko, tak blisko... i w tym momencie wpadłam na coś puszystego, zdecydowanie za dużego, aby być zajączkiem. Odbiłam się, zatoczyłam i zamglonym od nagłego zderzenia wzrokiem, spojrzałam na nieznajomego wilka, na którego przed chwilą wpadłam.
- Uważaj, jak chodzisz – warknęłam, potrząsając obolałą głową, zła na to, że uciekł mi obiad.
Po chwili jednak dotarło do mnie, że wilk zapewne jest członkiem watahy i źle by było robić sobie wroga już pierwszego dnia, więc przełknęłam dumę i szybko dodałam:
- Przepraszam, to była moja wina, nie zauważyłam cię. Jestem Freya tak w ogóle, a ty?

<Ktoś?> 

sobota, 28 lipca 2018

Nowa Wadera!

Autor obrazka: Snow-Body
Właściciel: howrse: ivashqo
Imię: Freya
Przezwisko: Brak
Wiek: 3 lata
Płeć: Wadera
Stanowisko: Strażnik
Lubi: Wiatr, deszcz, poczucie wolności, przygody
Nie lubi: Długotrwałej samotności, ograniczeń, klaustrofobicznych miejsc
Motto: Żyj tak, jakby jutra miało nie być
Żywioł: ogień i powietrze
Rodzina: Rodzinę ledwo pamięta, więc ich imiona nie mają żadnego znaczenia
Historia: Freya urodziła się w niewielkiej watasze, w której nic nigdy się nie działo. Nie czuła żadnej więzi z tym miejscem, z pogrążonymi w rutynie, otaczającymi ją wilkami. Zawsze pragnęła przygód i podróży, ciągłych zmian. Rozumiał ją tylko młodszy brat, Kay, który zmarł wskutek zatrucia nieświeżym mięsem. Po tym zdarzeniu, ogarnięta żałobą Freya uciekła z domu, aby poszukać swojego miejsca na ziemi, z nadzieją, że takowe w ogóle istnieje. Błąkała się po lasach, dołączała do różnych stad i watach, wszędzie jednak po dłuższym czasie zaczynało jej się nudzić. Poznawała nowe wilki, z niektórymi wiązała się mniej lub bardziej, nikt jednak nigdy nie potrafił sprawić, aby poczuła, że odnalazła spokój. Wątpi, aby kiedykolwiek udało jej się na dobre porzucić koczowniczy i chaotyczny tryb życia, ale kto wie, może właśnie tu, w Watasze Diamentowych Piór, uda się zostać chwilę dłużej.
Charakter: Freya jest przede wszystkim chaotyczna, spontaniczna i bezpośrednia. Robi co chce, mówi, co myśli, przez co często jest odbierana jaka opryskliwa, wręcz bezczelna wilczyca. Marzycielka o wielkich ambicjach, których pewnie nigdy nie zrealizuje. Nie potrafi usiedzieć na miejscu, stale ją nosi. Ciężko jej znajdywać przyjaciół, wszystkie znajomości traktuje jako coś chwilowego, przelotnego. To nie tak, że jest typem samotnika – kocha towarzystwo innych wilków, po prostu nie jest w stanie zżyć się z kimś na tyle mocno, aby utworzyć trwałą relację, często zdarza jej się traktować innych jak zabawki, które szybko się nudzą. Bywa wybuchowa, czasem arogancka i egoistyczna, ale nigdy nie ma złych intencji – po prostu często traci kontrolę nad tym, co robi. Jest beznadziejnym kłamcą, można czytać z jej twarzy jak z otwartej księgi. Zazwyczaj ma dosyć cyniczne i sarkastyczne poczucie humoru, ale tak naprawdę może ją rozbawić praktycznie wszystko.
Amulet: Link
Jaskinia: Link
Głos: Florence + The Machine - Hunger
Zauroczenie: Brak
Status: Wolna
Partner/ka: Zdarzały jej się przelotne romanse, zarówno z basiorami, jak i z waderami, ale nigdy nie udało jej się poczuć czegoś głębszego, więc wątpi, aby była w stanie utworzyć prawdziwy związek
Moce: Gdy biegnie potrafi przywołać wiejący od tyłu wiatr, który pomaga jej przyspieszyć do naprawdę zawrotnej prędkości. Ponadto umie wzniecić niewielki ogień i uregulować temperaturę swojego ciała podczas dużego mrozu.
Umiejętności: Bardzo szybko biega, jest zwinna, umie również bezbłędnie grać na cudzych nerwach
Szczeniaki: To zdecydowanie nie dla niej
Point: 0
Uwagi/kary: