Black Parade

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Carreou. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Carreou. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 24 lipca 2018

Od Carreou

Zwykło się uważać, że kiedy persona poczuje smak rodzicielstwa, poznaje prawdziwy sens życia. Wiadomo, szczeniaki, jeszcze więcej szczeniaków, spędzanie przyjemnego czasu wraz z najbliższymi. Wspólne wycieczki wraz z ukochaną, grupa rozszczekanych dzieciaków, spotkania ze znajomymi Sakury i tłumaczenie się, dlaczego zachowuję się tak, a nie inaczej. Nie mówiąc już o szeptach, że stałem się "pantoflarzem", że jestem "milszy" i "kochańszy".
Gówno prawda. Nie jestem miły, nigdy nie będę. To nie leży po prostu w mojej naturze. Ale co zrobić, jeśli sam zaczynam uważać tak, jak inni?
Musiałem więc coś zrobić. Wyrwać się z jaskini, zostawić za sobą dzieci. Odpocząć od tego wszystkiego, nawet jeśli na noc musiałbym wrócić do tamtego prywatnego piekła. Zaśmiałem się pod nosem na takie określenie własnej sytuacji. Demon uciekający z miejsca, gdzie powinien czuć się idealnie. Brzmi zabawnie, czyż nie?
Wskoczyłem zgrabnie na samotną skałę, skąd miałem całkiem dobry widok na polanę w dole. O ile pamiętałem, to tam właśnie polowano na mniejsze zwierzęta. Machając więc ze znudzeniem ogonem na boki, zacząłem obserwować ścianę drzew przede mną, aby w razie jakiegoś ruchu, zareagować w odpowiedni sposób. Członek watahy czy nie, wrogowie i szpiedzy czają się wszędzie.

<Ktoś coś?>

piątek, 9 marca 2018

Carreou i Sakura - "I cię nie opuszczę.." cz.4

Z czasem, nadeszła wiosna i wszystko zaczęło się budzić do życia. Można by rzec, że nawet polubiłem Sakurę. Tak, była denerwująca i plątała się pod łapami, kiedy nie powinna, jednak dotrzymywała mi ostatecznie towarzystwa. I nosiła w sobie potomstwo moje oraz Linette. Wyglądała, jakby sama również cieszyła się z faktu, że będzie matką. Mnie jednak martwił fakt - czy ona nadal będzie chciała być ze mną czy zabierze szczenięta i ucieknie?
Pewnego wieczoru siedziałem u boku Sakury, próbując zasnąć. Usłyszałem cichy głos wilczycy, śpiewającej kołysanki swoim przyszłym dzieciom. Przepełniło mnie to wcześniej nie znanym uczuciem błogości i bezpieczeństwa. Obróciłem się wtedy ku niej i położyłem pysk na ogonie wadery. Od tamtego momentu miałem wątpliwości, czy naprawdę darzę ją uczuciami czysto wymuszonymi? Czy w rzeczywistości to szybsze bicie serca było spowodowane czymś... prawdziwszym?
Nie. To niemożliwe. Moja dusza należy tylko do Linette, która...
Która nawet nie próbuje nakłonić Sakury do poświęcenia swego ciała. Czyli nie chciała być ze mną, tylko przy mnie.. Cóż. Można to uznać za słodkie czy wręcz romantyczne. Nie wiem, czy byłbym w stanie traktować ją jak przyjaciółkę, w tym czasie spotykając się z Saki. Jak to zwykł mówić Shu - "Życie potrzebuje zmian". Może w moim przypadku ten czas nadszedł właśnie teraz?
Prawie wpadłem na drzewo, kiedy szedłem tak zamyślony przez las z królikiem w pysku. Sakura od rana czuła się źle, przewracając z boku na bok i skamląc cicho przy najmniejszym ruchu. Postanowiłem więc przynieść jej posiłek do jaskini, aby nie musiała się ruszać. Kiedy wszedłem do jaskini, od razu poczułem, że coś jest nie tak. Przyspieszyłem kroku, chcąc dostać się jak najszybciej do naszego legowiska.
Wilczyca leżała na boku, oddychając ciężko i uderzając ogonem o kamień. Położyłem królika przy pysku partnerki, lecz ta nawet nie sięgnęła po posiłek.
- Carreou... - Wyjęczała w przerwach na nabranie oddechu. - To już.. -
- Co już? O czym ty gadasz? - Usiadłem obok Sakury, a następnie zmierzyłem ją wzrokiem. Łącząc fakty, pokiwałem łbem, kiedy nagle zostałem oświecony.
- Ooo... Rodzisz? -
- Nie, głupku...! Tak sobie leżę i umieram z bólu! - krzyk wilczycy odbił się echem po jaskini. Skrzywiłem się nieco zarówno przez hałas, jak i przez zakłopotanie. Zupełnie nie wiedziałem, jak miałem się zachować w tym przypadku. Spróbowałem więc wszystkich sposobów - od magii, po ogrzewanie wadery swoim ciałem. Nic nie działało, lecz zdawało mi się, że sama moja obecność poprawia humor Sakurze. Po długich kilku godzinach, jeszcze ostateczne rozwiązanie nie nadeszło. Wstałem ostrożnie, chcąc rozprostować łapy, na co wilczyca podniosła głowę.
- Gdzieś idziesz, Carreou..? Chyba mnie nie zostawisz? -
Zatrzymałem się w połowie kroku. Zastanawiałem się długo, jednak ostatecznie byłem pewien, co chcę powiedzieć.
- Nigdy cię nie opuszczę, Sakuro.. Obiecuję. - Wyszeptałem z ciepłym uśmiechem, patrząc w oczy Kwiatuszka. Moja ukochana odwzajemniła go i ponownie spróbowała doprowadzić poród do końca. Długo czekaliśmy, aż ostatecznie moim oczom ukazały się szczenięta. Dokładnie trzy. Dwa samczyki i drobniutka samiczka. Dotknąłem ich mokrych, już oczyszczonych przez matkę futerek.
- Są.. Piękne. Jak ty, Sakura.. - Powiedziałem z zachwytem i polizałem wilczycę w policzek. Ta uniosła jedynie słabo kąciki pyszczka i przyciągnęła do siebie swoje dzieci.
- Jak je nazwiemy, Carreou? -
Nie musiałem długo myśleć. Imiona od razu pojawiły się w mojej głowie.
- Aza, Ourell i ... - Zacząłem, lecz Sakura wcięła mi się w słowo.
- Lizzy. Na cześć Linette. -
Spojrzałem wilczycy w oczy, chcąc wyrazić swoje niezadowolenie z faktu, że mi przerwała, lecz nie mogłem się gniewać na mojego Kwiatuszka.

<Koniec>

wtorek, 6 marca 2018

Nowa para

Jak można, to ogłoszę to tak po cichu


Nowa para


Carreou

&

Sakura



Od teraz Sakura mieszka w jaskini z Carreou
Dziękuję za uwagę i nie mordowanie

poniedziałek, 5 marca 2018

Carreou i Sakura - "I cię nie opuszczę.." cz. 3

Po nocy z waderą czułem się wyczerpany z wszelkich zasobów mego ciała. Co raczej nie świadczyło za dobrze o Linette - tak, może i była stęskniona, ale sam również mam pewne ograniczenia, czyż nie? Podniosłem się z trudem z legowiska, pozwalając wilczycy zając swoje ogrzane miejsce. Po chwili zastanawiania się, czy jestem gotowy na bycie ojcem, westchnąłem jedynie i opuściłem grotę przez przejście w norze "syna". Basior również spał razem ze swoim towarzyszem, więc nie chciałem go budzić. Wciągnąłem nosem zapach rześkiego powietrza, które przyniósł ze sobą wiatr. W zamyśleniu ruszyłem na polowanie, zarówno dla siebie jak i Sakury. Jeśli naprawdę wczoraj mi się udało... Będzie potrzebowała więcej jedzenia. I to o wiele. Upolowałem młodą sarnę i zacząłem ją ciągnąć w stronę jaskini. Zatrzymałem się jednak, kiedy usłyszałem czyjąś kłótnię. Spomiędzy krzaków zobaczyłem Sakurę oraz Rachel, skrzydlatą waderę, głośno ze sobą rozmawiające. Czy raczej, krzyczące. Nie przysłuchiwałem się, o co im poszło, pewnie o jakieś "kobiece sprawy". Rzuciłem więc ofiarę miedzy nie. Zapadła głucha cisza.
- No co? - Spytałem, mierząc je wzrokiem. - Coś nie tak? -
- Oczywiście, że nie.. - Saki ściągnęła brwi i zaczęła jeść. Beta prychnęła i zatrzepotała skrzydłami. Jedno spojrzenie na jej brzuch dało mi do zrozumienia, dlaczego wadera może być taka... hmm, łatwo denerwująca się.
- Jesteś w ciąży, jak widzę. - Powiedziałem i dotknąłem nosem Rachel. Ta zarzuciła włosami i wyprostowała się dumnie.
- Tak. Coś ci to przeszkadza?! - słysząc jak głos wilczycy zaczyna się podnosić, pokręciłem szybko łbem. Rachie uniosła kącik pyska.
- To dobrze. A co do ciebie, Saku... To znaczy, Saki! Nie wchodź mi w drogę, rozumiesz? -
- Carreou, powiedz jej coś. - Różowa wilczyca spojrzała na mnie wyczekująco. Poczułem się co najmniej niekomfortowo.
- Emm... Noo.. Mówię coś..? - 
- Własnej dziewczyny nie obronisz? - Sakura prychnęła obrażona i odwróciła łeb. Na obliczu bety pojawił się grymas zdziwienia, pomieszanego z szokiem.
- Jesteście parą? -
- To nie tak, jak myślisz, to tylko umowa! - Próbowałem się bronić, lecz Rachel już wzbiła się w powietrze. Do wieczora wszyscy będą o tym gadać..

Miałem rację. Idąc z ponownie uśmiechniętą waderą po okolicy, słyszałem szepty. Sam Shu chichotał z Alarisem, że niedługo będą musieli udźwiękoszczelnić swoją jamę. Zbywałem to westchnięciem. Znosiłem to przez kolejne dni, lecz gdy jakaś wilczyca podbiegła do nas i zadała te samo pytanie, nie wytrzymałem.
- TAK, JESTEŚMY RAZEM. - Krzyknąłem donośnie, przez co większość watahy mnie usłyszała. Myślałem, że to ukróci moje męczarnie z ciągłymi pytaniami. Tak się jednak nie stało. Można by nawet rzec, że było gorzej. No cóż. Nie zostało mi nic innego, jak zaakceptować fakt, że Sakura jest moją partnerką.

niedziela, 4 marca 2018

Carreou i Sakura - "I cię nie opuszczę.." cz. 2

Rozdział pisany w porozumieniu z Sakurą

Z trudem wytłumaczyłem Sakurze, jak wygląda sytuacja. Że jej ciało zamieszkuje bogini, pozbawiona swego prawdziwego ciała, która była moją ukochaną. Wadera słuchała tego, kiwając łbem od czasu do czasu.
- I dlatego chcę, abyś pozwoliła oddać swoje ciało Linette. - Zakończyłem swój wywód i spojrzałem wyczekująco na Sakurę. Jeśli informację, że jestem demonem przyjęła nad wyraz dobrze, to ta nowinka oburzyła ją. W sumie, nie dziwiłem jej się.
- Co?! Nie, nie, nie! - Wilczyca poderwała się z ziemi, gotowa odejść, lecz zatrzymałem ją, stając przed Sakurą. Spoglądając jej w oczy, pocałowałem ukochaną, chcąc ponownie obudzić Linn. Bogini z uśmiechem polizała mnie po policzku.
- Kochanie, wiesz, że nie musisz..-
- Nie wytrzymam już dłużej bez ciebie. - Odparłem, czując pieczenie w kącikach oczu. Sakura spuściła wzrok, po czym westchnęła smutno.
- Jeśli.. To sprawi, że będziesz szczęśliwy.. - Wyszeptała prawie bezgłośnie, więc musiałem opuścić łeb, aby lepiej ją słyszeć. - Mogę pozwolić ci się z nią spotykać. -
Fala ekscytacji ogarnęła mnie całego. Gwałtownie wyprostowałem się i zacząłem merdać ogonem jak szalony. Sakura zgodziła się, nawet się tego nie spodziewałem! Myślami zacząłem uciekać do wspólnych wieczorów z Linnette..
- Ale najpierw musisz się zgodzić, aby być moim partnerem. -

Wiedziałam, że to jedyny sposób, aby pocieszyć basiora. Wbrew sobie musiałam się mu postawić i być może nieco go zranić, lecz to było dla jego dobra. Wpatrywaliśmy się w siebie przez długą chwilę, a w mojej głowie przewijały się różne myśli. W końcu, nie znałam go prawie w ogóle, jakiekolwiek uczucia, jakie były kierowane do Carreou musiały należeć do Linette. Istniała szansa, że podczas naszego "związku" ogień miłości naprawdę się pojawi, lecz na to nie liczyłam. Miałam jednak swój własny plan, do którego wilk był mi potrzebny. Przytuliłam się do oniemiałego towarzysza, który nadal się nie odzywał.
- To jak, kochanie? Zgodzisz się? -
- Ale co drugi dzień macie się zamieniać. - Warknął Carreou, lecz w jego głosie nie było zdenerwowania. Pokręciłam łbem.
- Dam wam noce sami dla siebie. - Widząc, jak chce protestować, zasłoniłam mu łapą pysk. - Żadnych "ale"! -
- No dobrze.. Zgadzam się, Sakuro. -
Podskoczyłam z radości. Mój pierwszy partner! W sam raz na wiosnę! Pociągnęłam basiora do jego jaskini. Bez jego zgody zarządziłam, że będę mieszkać u niego. Jak chce Linette, musi się postarać!
Wkroczyliśmy do ciemnej pieczary, pełnej duszącego dymu. Kaszlnęłam cicho. Takie otoczenie na pewno nie wpłynie dobrze na mój głos. Wilk pokazał na półkę skalną.
- Tu śpię. Ty też tu śpisz. Nie idziesz dalej. Rozumiesz? - Powiedział z góry, siląc się na spokój. Przytaknęłam ochoczo, niezbyt jednak przejmując się słowami demona. Kiedy tylko odwrócił się, potruchtałam do komory z posągiem. Był pęknięty w wielu miejscach, lecz nadal cały. Ciekawe, dlaczego takie coś się tutaj znajduje..
Po zwiedzeniu całego kompleksu i położyłam się u boku Carreou. Powoli nastał wieczór. Zgodnie z obietnicą, Linn przejęła kontrolę. Bogini spojrzała na partnera. Oboje zaczęli długą dyskusję, której nie chciałam się przysłuchiwać. W pewnym momencie usłyszałam, że wilczyca proponuje towarzyszowi założenie rodziny. Ku mojej radości, basior zgodził się.

sobota, 3 marca 2018

Carreou i Sakura - "I cię nie opuszczę.." cz. 1

Spotkaliśmy się... sam nie pamiętam gdzie. Mógł być to szczyt góry, jakaś równina bądź jej dom. To nie miało znaczenia. Byliśmy tacy sami - samotni obserwatorzy płynącego leniwie świata, przechodzącego zwroty i upadki. Z początku, przeszkadzałem jej, wręcz nienawidziłem, Lecz ona nie przejmowała się. Naprawiała każdą rzecz, jaką zepsułem i wynagradzała swoją dobrocią moją nienawiść do wszystkiego, co żywe. Z czasem, zaczęliśmy rozmawiać. Potem spotykać się i spacerować po powierzchni świata, poznając się bardziej. Okazała się być niezwykle przyjacielską, kochającą i dobrą istotą - całkowite przeciwieństwo mnie, zepsutego demona. Pewnego poranka zebrałem się w sobie i powiedziałem jej, co czuję. Ku mojemu zdziwieniu, przyjęła te wyznanie uczuć. Mogliśmy być razem. Jednak.. nadal nasz związek musiał pozostać prywatnym. W końcu, jak to tak? Demon i bogini razem? To niedopuszczalne wynaturzenie.
Mijały tysiąclecia, udawało nam się ukryć miłość przed innymi, lecz podczas jednej z wizyt na powierzchni, ktoś nas zobaczył. Wszystko potoczyło się tak szybko - pojmanie, lochy, sąd, dekapitacja mojego sensu życia. Obserwując, jak ciało ukochanej rozpada się w popiół, a jej esencja życiowa zostaje zamknięta w medalionie.. poczułem złość. Nienawiść. Furię, gniew, wściekłość, smutek, desperację, bezsilność.. Wszystko na raz. Emocje trawiły mnie od środka, kiedy zostałem zmieniony w kamień i ukryty przed oczyma świata, zupełnie jak my ukrywaliśmy naszą miłość. W głowie miałem tylko jedno imię, które utrzymywało mnie świadomym. Linette. Moja ukochana, malutka, uśmiechnięta Linette...


- Wszystko w porządku? - Drobna wilczyca zamerdała ogonem i spojrzała na mnie. Stwierdziła, że zwą ją Sakurą. Być może. Wystarczył jednak jeden kontakt wzrokowy, abym zrozumiał, że to Linette. Te same, różowe oczy, ta sama aura i osobowość. Wtuliłem pysk w futro na piersi wadery, która leżała w śniegu pod moim ciałem. Szarpnęły mną drgawki. Po raz pierwszy w życiu. 
- Ja.. przepraszam, Linette.. - wyszeptałem prawie bezgłośnie, wsłuchując się w miarowe bicie serca towarzyszki. Ta niepewnie położyła łapy na mojej głowie, nie wiedząc, co ma zrobić. Nie dziwiłem jej się. Linn musi być uśpiona w jej ciele, dlatego mnie nie pamięta. Znałem jednak jedną rzecz, jaka jest w stanie przywołać boginię.
- Kocham cię, słowiku. - 

- Tu.. jest naprawdę pięknie! - Wadera stanęła na brzegu jeziora, w którego powierzchni odbijało się rozgwieżdżone niebo. Uśmiechnąłem się do swojej ukochanej, liżąc ją w policzek. Skupiłem się najbardziej, jak potrafiłem, a po nieboskłonie przebiegły zielonkawe światła. Linette odchyliła łeb ku górze, a jej różowe futro rozwiał wiatr. Uśmiechnąłem się nieznacznie do siebie, tworząc nad nami prawdziwy pokaz piękna matki natury. Kiedy tak siedzieliśmy w milczeniu, objąłem ją łapą.
- Zaśpiewaj mi coś. - poprosiłem. Widząc roześmiane spojrzenie wilczycy, zrobiłem oczy szczeniaka, mimo, że udawanie słodkiego było trudne w moim przypadku. Linn chrząknęła cicho, a w okolicy rozszedł się jej smutny, lecz piękny ton głosu, sprawiający, że świat jakby zatrzymał się, aby samemu posłuchać koncertu. Ze słabym uśmiechem oparłem łeb o jej ramię. Kiedy skończyła, położyliśmy się na piasku i zaczęliśmy szykować się do snu.
- Dziękuję, słowiku.. - Wyszeptałem, nim Linette całkowicie odpłynęła do świata sennych marzeń.


Ujrzałem zmianę w jej oczach. Czekałem w napięciu na reakcję. Czy to zadziałało? Czy Linette naprawdę przebywa w ciele tej wadery? Czy się jednak pomyliłem?
Sakura przeciągnęła językiem po moim pysku z czułością oraz wdzięcznością.
- Ja ciebie też kocham, Abbi.. - Głos wilczycy również przyjął barwę tonu mojej ukochanej. Ulga zalała moje serce. Wtuliłem się mocniej w ukochaną, w duchu przeklinając się, że jestem jeszcze zbyt diabelski, aby płakać. Chciałbym to zrobić, żeby pokazać jej, jak bardzo tęskniłem. Ona jednak rozumiała mnie bez słów. Byliśmy jak jedna dusza w dwóch osobach - nierozłączne, mimo upływu lat. Miałem nadzieję, że uda mi się jakoś wyciągnąć Linette z Sakury, jednak to będzie potrzebowało czasu...


<Saki, pożyczam postać :D >

piątek, 2 marca 2018

Nowy Basior!


Autor obrazka: Anraharra
Hasła: [du i rili haf tu?] Ogień | Hierarchia | Noc
Właściciel: Arteyiu
Imię: Carreou
Przezwisko: Abbadon, Niszczyciel
Wiek: Wygląda na 5 lat, w rzeczywistości o wiele więcej
Płeć: Basior
Stanowisko: Taktyk
Lubi: Liczba zainteresowań Carreou ogranicza się do dwóch tematów - cierpienia i nowego świata, w którym przyszło mu żyć.
Nie lubi: Wszystkiego, co małe, słodkie, szczęśliwe i puchate
Motto: " Cierpienie wymaga więcej odwagi niż śmierć."
Żywioł: Iluzja | Mrok | Ogień
Rodzina: Brak
Historia: Narodził się w Wieczności, powstał z chaosu i ciemności, przejmując wszystkie jej najgorsze cechy. Przez stulecia obserwował, jak całe cywilizacje upadają i wznoszą się na gruzach poprzednich. Normalnie nie ingerował w życie wilków, jedynie od czasu do czasu czyniąc zło to tu, to tam... Raz popełnił błąd. Spłodził syna waderze, która go uwiodła. Został za to przemieniony w kamień i umieszczony w podziemiach. Czekając przez lata na uwolnienie, ostatecznie udało mu się opuścić więzenie, kiedy pewna nierozważna wilczyca zabrała jego amulet..
Charakter: Carreou jest agresywny, wszędzie szuka zaczepki i okazji do walki. Egoistycznie ocenia sytuację, uwielbia manipulację, ukrywanie drugiego dna sprawy oraz zakłamywanie faktów. Kłamie jak z nut, więc nie można go uznać za godnego zaufania. Pomimo swojego wybitnie negatywnego charakteru, posiada milszą stronę. Dla rodziny jest opiekuńczy i lojalny oraz zawsze służy radą.
Amulet: Link
Jaskinia: System skalny pod jaskinią Shu
Głos: Link
Zauroczenie: Chaos i Destrukcja
Status: Wolny
Partner/ka: -
Moce:
- Przemiana w inne istoty
- Otwarcie przejść między wymiarami
- Wywoływanie pustki w ziemi, która wciąga wszelkie obiekty wokół
- Absorbcja ognia i ponowne wykorzystywanie go
Umiejętności: Spora siła, szybko biega, jest odporny na większość chorób
Szczeniaki: Może mieć, sam nie wie. Na pewno jest związany z Shu
Point: 0
Uwagi/kary: