Black Parade

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Alaris. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Alaris. Pokaż wszystkie posty

środa, 25 lipca 2018

Od Alarisa do Miyeon

Wszyscy mi powtarzają, że zachowuję się jak szczeniak, że jestem infantylny i że kiedyś zbyt bardzo przejadę się na swojej dobroci do innych, przekonam się na własnej skórze, jak to jest być zdradzonym i te sprawy. Zdawałem sobie w duchu sprawę, iż prędzej czy później do takiego czegoś dojdzie, ale jeśli na razie nie zaznałem smaku krzywdy ze strony innego wilka, czemu mam się zmieniać?
Taka myśl przyświecała mi, kiedy czaiłem się pośród traw na niewielkiego ptaka, który właśnie wił gniazdo na niższej gałęzi drzewa, pochylającego się nad bystrą wodą rzeki. O ile pamiętam, służyła ona za wodopój. Moje obserwacje zostały poparte obecnością innych wilków, które znałem z pozostałych terenów watahy. Zobaczyłem nawet pośród nich kogoś nowego, lecz wtedy ptak poderwał się do lotu, a ja pobiegłem za nim, uśmiechając się w swoisty sposób, pod nosem mamrocząc, że w końcu dorwę zwierzaka, czy tego chce, czy nie.
Oczywiście, wszystko, co dobre, kiedyś się kończy. W moim przypadku, taką "blokadą" było futro w przyjemnym dla oka odcieniu złotawego brązu, które nie smakowało zbyt dobrze. Zmierzyłem spojrzeniem waderę, leżącą na ten moment na ziemi. Opuściłem ogon, zaniepokojony możliwością, że mogłem coś jej zrobić.
- Wszystko w porządku? - spytałem, przechylając łeb na bok. Wilczyca posłała mi uważne spojrzenie.
- Myślę, że tak. To ty na mnie wpadłeś?
- Tak, to ja, wybacz. Chociaż byłaś taka zamyślona, że nawet mnie nie zauważyłaś, ale w sumie ja ciebie też nie. - wyjaśniłem szybko, po czym nieśmiało zacząłem grzebać łapą w przyrzecznym błocie.
- Wiem, wiem. Należysz do Watahy Diamentowych Piór?
- Pewnie! - Krzyknąłem podekscytowany, gwałtownie prostując się i machając ogonem na boki - Ty zapewne jesteś nowa. Jak cię zwą?
- Miyeon, ale wystarczy Miyo. A ty jeśli mogę wiedzieć?
- Alaris - odparłem z dumą, posyłając Miyo szeroki uśmiech - Albo Ally, jak wolisz. Jeszcze raz przepraszam, że na ciebie wpadłem, ale goniłem ptaka, no i tak jakoś, takoś wyszło. Skoro jesteś nowa, nie potrzebujesz może pomocy w zwiedzaniu terenów? 
Aż nie mogłem ustać w miejscu na myśl, że poznam nowe wilki. Może znajdę też nowych przyjaciół. Wszystko jest przecież możliwe!

<Miyeon?>

środa, 28 marca 2018

Od Alarisa do Katrin

Zerknąłem znacząco na Shu, który jedynie uśmiechnął się delikatnie. Rozumieliśmy się bez słów. Wystarczył sam gest, aby zrozumiał, że tym zajmę się osobiście.
- W takim razie, do zobaczenia, Kat. Ally, nie zapomnij o mnie. - Basior zaśmiał się dwuznacznie i odbiegł w stronę naszej jaskini.Ponownie poczułem zawstydzenie. No, ale jak to tak? Flirt przy innych?
- Ehh.. Przepraszam za niego. - mruknąłem, idąc z wilczycą przed siebie. Śniegowa breja uniemożliwiała nam swobodne poruszanie, lecz może to i dobrze. Mieliśmy więcej czasu na porozmawianie. A ja, na mentalne nastawienie się na resztę nocy. Po moim grzbiecie przeszedł dreszcz. Ale taki przyjemny. Sprawił, że obraz czarnego basiora ponownie pojawił się w mojej głowie.
- Wpadnę do ciebie również rano. - oznajmiłem po dłuższej chwili ciszy, wyrywając zarówno siebie jak i Katrin z przemyśleń. Wadera podniosła łeb i poruszyła uszami.
- Jesteś z Shu parą? - spytała prosto z mostu, całkowicie zbijając mnie z tropu. Zatrzymałem się w miejscu, przechylając pysk na bok.
- Ale przecież mówiliśmy.. - zacząłem z dezorientacją. Dlaczego wyskoczyła z tym tak nagle, bez żadnego ostrzeżenia?! Ah, kobiety.. Zawsze takie same i niezbadane..
- No ale powiedz, tak czy nie? - Wilczyca stanęła przede mną, merdając ogonem jak rozbawiony szczeniak. Westchnąłem ciężko. Patrząc na nią, na nic groźby, na nic prośby.. Ona i tak ostatecznie wyciągnie od kogoś informacje. Cała Katrin.
- Tak. - zniżyłem głos, nie chcąc, aby ktoś taki jak Rachel mnie usłyszał. Wizja zabójstwa nie brzmiała zbyt obiecująco, podobnie jak spalenie na wiór.
Oczy alfy rozbłysły, lecz uspokoiłem ją wzrokiem. Jeszcze chwila i chyba zacznie piszczeć jak fanka jakiegoś wyjca. Nie mówię tu o wilkach.
- Naprawdę? Kiedy ślub? -
- W naszym przypadku to chyba średnio możliwe.. - mruknąłem z niepewnością.
- Muszę o tym wszystkim powiedzieć! - Katrin odbiegła szybciej, niż się spodziewałem. Zaskomlałem zdziwiony, ale pobiegłem za nią. W końcu, co innego mógłbym zrobić?

<Kat?>

poniedziałek, 12 marca 2018

Od Alarisa do Katrin

Goniłem Shu przez topiące się, śniegowe zaspy. To była nasza jedna z ulubionych zabaw na zabicie czasu - wyścigi. Czarny basior jak zwykle wygrał, pierwszemu dobiegając do zamarzniętego jeziora. Zatrzymałem się nad brzegiem, dysząc cicho. Kątem oka obserwowałem szczerzące się, zadowolone odbicie mojego konkurenta w lodzie.
- Musisz trochę potrenować, Ally. - Wilk szturchnął mnie barkiem i zaśmiał się szczekliwie. Uniosłem więc kącik pyska, pchnąłem go na śnieg i polizałem go po policzku. Czarny basior od razu umilkł, nie rozumiejąc, co się właśnie stało. W mojej głowie również pojawił się tabun myśli.
Co ja robię?
A jeśli ktoś nas zobaczy?
O nie,nie,nie, on się nie zgodzi, nigdy się nie zgodzi,..
Nie pasujemy do siebie...!
Pisnąłem zdziwiony, kiedy ciepły język musnął mój pysk. Jedna z łap Shu pogładziła mój bok z czułością. Wyglądał tak olśniewająco wśród bieli, a te oczy.. Takie mądre, a dziecinne zarazem.. Schyliłem się, aby móc znaleźć się jak najbliżej uszu towarzysza.
- Czy.. - zapytałem niepewnie, po czym wziąłem głęboki oddech. - Czy.. chciałbyś być moim partnerem? -
- Alaris! - usłyszałem głos Katrin. Wilczyca wybiegła z lasu. Widziałem, jak stopniowo zatrzymuje się, spogląda, a następnie trzęsie łbem. Od razu wstaliśmy, a ja podszedłem do wadery. Po drodze usłyszałem cichy szept Shu:
- Porozmawiamy o tym wieczorem w jaskini, kochanie.. -
Gdybym miał żywioł ognia, spłonąłbym rumieńcem. Dosłownie i przenośni. Odchrząknąłem, aby nabrać pewności, a następnie uśmiechnąłem się do Katrin.
- Co się stało? Już się lepiej czujesz? -

<Przepraszam, że krótkie :c >

niedziela, 25 lutego 2018

Od Alarisa do Katrin

Zaprowadziliśmy parę do jaskini. Katrin stanęła teatralnie przed dziurą, merdając lekko ogonem. Megami uniosła wyczekująco brew. Zmierzyłem waderę oraz Endera wzrokiem, zastanawiając się, czy tak właśnie wygląda prawdziwa miłość. Byli uroczy i pasowali do siebie, mimo, że widziałem ich pierwszy, może drugi raz. Młodsza wilczyca odsunęła się po chwili na bok, prezentując niezwykle nie reprezentacyjną dziurę w ziemi.
- Widzę. Co w związku z tym? - Alfa stanęła na brzegu zejścia i zajrzała do środka. Uśmiechnąłem się na widok jej miny. Megami wyglądała na zdziwioną, a za razem zauroczoną wnętrzem jaskini. Po chwili przesunęła się na bok, aby zrobić przy sobie miejsce dla basiora. Wilk ocenił znalezisko krytycznym wzrokiem.
- Ktoś z was tam był? -
Spojrzeliśmy po sobie z Katrin. Mieliśmy połowiczne szanse na pochwałę i naganę. Odchrząknąłem cicho, postanawiając wziąć całą winę na siebie.
- To był mój pomysł. Byliśmy tam tylko na chwilę, niczego nie dotykaliśmy. -
Ender chyba nie przyjął tych wyjaśnień, lecz nie odezwał się. Chwilę rozmawiał szeptem z partnerką, a następnie przeniósł spojrzenie na nas.
- Sprawdzę to. Wy tu zostańcie. - Nakazał i zszedł do środka. Nie mogłem pozwolić, żeby coś mu się stało. Wadery pomyślały podobnie, gdyż zaledwie sekundę później wylądowaliśmy za nim. Mogłem wręcz przysiąc, że usłyszałem jak wilk przewraca oczami.
- Nie oddalajcie się. - rzucił przez ramię i potruchtał w głąb. Razem z Katrin chłonęliśmy ponownie szczegóły, ciesząc wzrok kolorowymi kryształami, odbiciami wody na skałach czy tym, jak futro Megami zmieniało barwy. Sama wadera zamykała naszą skromną wycieczkę, widać było jednak, że wolałaby pójść do przodu. Ender po dłuższej chwili nakazał nam zatrzymać się, a sam wszedł do przestronnej groty, której szczyt ginął w ciemnościach. Po środku znajdowała się kamienna kolumna o nienaturalnym kształcie. Katrin wyjrzała zza siostry, próbując dojrzeć, co robi basior. Sam zrobiłem to samo. Alfa wpatrywał się w przestrzeń, wodząc nieświadomym wzrokiem po wnętrzu "sali". Jego oczy przybrały mlecznobiałą barwę.
- Dosyć! - krzyknął nagle tak głośno, że pisnąłem, przestraszony. Megami podbiegła do ukochanego i spojrzała mu w oczy. Ender potrząsnął łbem - wyglądał już normalnie, jednak szybkie oddechy świadczyły, że coś go zdenerwowało.
- Rozmawiałeś z duchami? Mówiły coś? - Wilczyca wtuliła nos w futro na szyi basiora i zadrżała. - Nic ci chyba nie jest? -
- Tak, są tu. - odpowiedział, liżąc Megami w policzek. Po chwili ciszy, zaprosił nas do siebie. Kiedy znaleźliśmy się przy parze, zobaczyłem, że kolumna nie była kolumną. Przed nami wznosił się posąg wilka, spoglądającego z wysoka swymi szkarłatnymi oczyma na naszą czwórkę. Zakrzywione, ostre uszy przypominały w pewnym stopniu rogi. Od tej sali biła energia, powodująca dreszcze oraz lekki niepokój. Katrin obiegła figurę wokół z nosem tuż przy ziemi. W tym czasie Ender zebrał myśli.
- Wygląda na to, że są tu zamknięte, coś je tu trzyma. Jednak milczą, poza tym. Te duchy błagają o pomoc... Lecz ja nie mogę im jej zaoferować.. -
- Cicho, End, na pewno znajdziesz jakiś sposób. Zawsze znajdujesz! Wierzę w ciebie. -
- Widzisz... zmarłych? - spytałem niepewnie, na co basior skinął łbem.
- Również mogę się z nimi komunikować. Ot, taka przydatna moc. -
- Hej, Meg, End, Alaris, patrzcie! - Katrin przyniosła w pysku rzemień, na którym wisiała srebrna czaszka jakiegoś ptaka z oczami wysadzanymi rubinami. Wydawało mi się, że już podobną gdzieś widziałem. Hollow wyglądał podobnie, kiedy znajduje się między różnymi stanami materii. Megami wzięła od siostry amulet, obejrzała go, a następnie podała basiorowi, aby mógł się mu również przyjrzeć. Ender spróbował go założyć na szyję, lecz szybko zerwał naszyjnik. Futro w miejscu, gdzie znajdował się przedmiot, stało się czarne. Kat również posiadała podobne plamy. Podbiegłem do wilczycy, nie chcąc jej uświadamiać, co się stało.
- Co to? - Wadera chciała podejść do szwagra, lecz powstrzymałem ją. Wyglądało na to, że zostali otruci, jednak na szczęście, ten rodzaj skażenia znikał samoistnie. Mam taką nadzieję.
- Ender, zabierz Katrin do jaskini, dobrze? - Megami ze smutkiem polizała czarne futro Endera. Basior otworzył pysk, by protestować, lecz odpuścił, widząc łzy w kącikach oczu wybranki.
- Poczekamy przy zejściu. -
Odprowadziliśmy ich wzrokiem Zostałem z alfą sam na sam. Wilczyca wskazała nosem na amulet, leżący na ziemi.
- Nie wiem, co to jest... Ale nikt ma tego nie znaleźć. Nigdy. Czy mógłbyś..? -
- To zniszczyć? - Podniosłem naszyjnik, a niepokój powrócił z wzmocnioną siłą. - Spróbuję. Niczego nie obiecuję. -
Megami uniosła końcówki pyska w słabym uśmiechu. Nie było w nim jednak krzty wesołości.
- Dziękuję. Alaris. Radzę tobie i Shu pomyśleć nad zmianą jaskini. Wejście tutaj powinno być zapieczętowane. -
Wróciliśmy wspólnie do Endera i Katrin. Razem z basiorem pomogliśmy wdrapać się waderom na powierzchnię. Zauważyłem wtedy, iż alfa jest ciepły.
- Masz gorączkę/ - stwierdziłem fachowo, kiedy miałem możliwość zbadania wilka. End machnął łapą i wyszedł na zewnątrz. Jego chód był chybotliwy, jakby samiec miał się zaraz przewrócić. Nim zdążyłem udzielić pierwszej pomocy, Megami skierowała się z ukochanym do medyka. Cóż, może mi jeszcze nie ufają. Odwróciłem się ku Katrin, która słaniała się na nogach. Pomogłem jej dotrzeć do jej domu, czasem biorąc waderę na swoje barki. Gdy niosłem ją przez zimowy las, słyszałem dzwonienie dwóch amuletów na mojej szyi. Moje futro również zaczynało stawać się czarne, lecz ignorowałem to. Bezpieczeństwo mojej przyjaciółki było aktualnie priorytetem.
- ...Carreou... - wymamrotała wilczyca po tym, jak położyłem ją we wnętrzu jaskini Megami. Przestałem zbierać wodę do kamienia, wyżłobionego na kształt miski i podbiegłem do Kat, myśląc, że czegoś potrzebuje.
- Co mówisz? Nie zrozumiałem.. -
- Przecież się nie odzywam, Ally. -
Znieruchomiałem, słysząc moje przezwisko, a za razem zarumieniłem się. To niemożliwe, aby je znała!
- .. Zdrzemnij się, sen dobrze ci zrobi, Katrin. - odparłem i przyniosłem wilczycy wody. Wadera wzięła głębszy wdech, a następnie z trudem usiadła.
- Wiesz, interesowało mnie jedno ..- Zagaiłem rozmowę po dłuższej chwili, chcąc odgonić złe myśli. - Nie czujesz się zazdrosna o siostrę? -

<Przepraszam, jeśli trochę chaotyczne >

czwartek, 15 lutego 2018

Od Alarisa do Katrin

Uśmiechnąłem się ciepło do Katrin i skinąłem łbem, żeby za mną poszła. Po zapachu potruchtałem do miejsca, gdzie znajdowała się jaskinia Shu. Odgarnąłem pyskiem trawę, która opadła na wejście, wpuszczając waderę do środka. Jaskinia wydawała się dłuższa niż szersza, jednak przytulna. Na samym końcu zobaczyłem zapadniętą ziemię, odsłaniającą połączenie z podziemnym systemem jaskiń. Przynajmniej, tak mi się wydawało. Katrin rozejrzała się wokół zaciekawiona.
- Nie jest ogromna.. Ale chyba w sam raz na was dwóch, nie? -
Przytaknąłem i spojrzałem na swój amulet, bujający się powoli na mojej szyi, od czasu do czasu zatapiając się w futrze. Położyłem się pod ścianą i spojrzałem na wyjscie z jaskini.
- W moich stronach wierzono, że każdy ma w sobie duszę, zdolną przekazać wiedzę o przyszłości i przeszłości. Zgodnie z legendą, rytuał, jak połączył się ze swoim duchem, został przekazany Pierwszej Alfie przez Enosa, boga światła i mądrości. Pamiętam część z tego, ale musiałbym się jeszcze zastanowić.. To mógłby być ciekawy pomysł, nie sądzisz, Katrin? -
Zerknąłem na miejsce, gdzie powinna być wilczyca. Ale jej tam nie było. Szybko wstałem i zacząłem szukać śladów. Usłyszałem nagle z dołu krzyk, coś pomiędzy wrzaskiem przerażenia, a okrzykiem radości. Dlaczego kobiety nie są jednoznaczne?
Podbiegłem do dziury w ziemi i spojrzałem w dół, na dno skalnej komnaty, na której dnie siedziała roześmiana wadera. Niepewnie zsunąłem się po stromym zjeździe, upadając przed alfą. Fioletowa wilczyca ponownie wybuchnęła śmiechem. Podniosłem się więc i otrzepałem, ale moje futro i tak było ubrudzone. Szkoda.
- Oh, nie sądziłem, że macie tutaj coś takiego. - powiedziałem z podziwem, obserwując wysokie kolumny i stalaktyty z czarnego kamienia o błyszczących, złotych żyłach. Gdzieniegdzie rosły bioluminescencyjne rośliny, było tu pięknie.
- Bo sama nie wiedziałam, że takie coś istnieje! Muszę pokazać to Meg! - Katrin wbiegła z rozpędu do karmazynowej wody i zanurkowała, aby zerwać z dna jasnożółte jagody, które zjadła ze smakiem. Rozpędziłem się i wbiegłem do jeziorka, ochlapując całą waderę.
- W sumie, możemy to pozwiedzać. -


niedziela, 11 lutego 2018

Od Alarisa do Katrin

Katrin wydawała się być miła, czułem się swobodnie w jej towarzystwie. Kiedy oboje się uspokoiliśmy, zbadałem dokładniej jelenia. Śniegowy bałwan był zaiste sporych rozmiarów. Ciekawe, kto to zrobił? Spojrzałem kątem oka na wzniesienie w pobliżu. Widząc poruszające się futro, skinąłem łbem na waderę, aby to wspólnie sprawdzić. Dwa wilki spały obok siebie, wnioskując po kulkach śniegu na całym ich ciele, to oni musieli stać za jeleniem. Sztruchnąłem nosem wilczycę, a Katrin rozbudziła basiora.
- Wstawaj, śpiąca królewno. - powiedziałem ze śmiechem i ponowiłem pobudkę, tym razem mocniej. Wadera zamruczała niezadowolna i otworzyła oczy. Widząc obcego, szybko wstała i otrzepała się. Już miała atakować, kiedy skrzyżowała spojrzenia z alfą. Zamerdaliśmy ogonami na przywitanie.
- To Ametyst i Artemis. A on to Alaris. - wyjaśniła Katrin, a rozbudzony, jasny basior przewrócił się na brzuch i ziewnął.
- Doobry. -
Ametyst zerknęła na jelenia, a następnie na nas. Podniosła podekscytowana uszy.
- Nabraliście się? Powiedzcie, że tak! -
Z lekkim zakłopotaniem podrapałem się za uchem i spłonąłem rumieńcem. Przyznawanie się do takich rzeczy zawsze powodowało u mnie zawstydzenie.
- .. Tak.. Ale muszę powiedzieć, że nieźle wam to wyszło. -
- Ha! Mówiłam! - Ametyst przybiła "piątkę" z Artemisem, po czym oboje zaczęli rechotać. Katrin również się zaśmiała. Razem zeszliśmy na dół i poszliśmy w dalszą drogę, zostawiając kawalarzy samych ze sobą.
- Zawsze tacy są? - Spytałem, dreptając u boku alfy. Wadera wzruszyła ramionami i nieco przyspieszyła.
- Są jeszcze młodzi, niech się bawią. Chodź, mamy jeszcze sporo do zwiedzenia. -
Zeszliśmy na plażę. Zamrożony śnieg szeleścił pod naszymi łapami, wbijając się w miękkie poduszki. Aby tego uniknąć, podnosiłem wysoko kończyny. Katrin zaśmiała się ciepło.
- Możesz występować w cyrku z takimi ruchami! -
- W twoich snach. - odpowiedziałem z przekąsem, samemu jednak uśmiechając się. Nagle zatrzymałem się i spojrzałem przed siebie. Pod jedną ze skał, wyrastającą z morza jak palce pradawnej istoty, znajdowało się truchło wilka. Jego zapach nie pasował do watahy, więc musiał być spoza niej. Może Samotnik. Albo wilczo - psi kundel. Katrin podłapała moje spojrzenie.
- Czy to..? -
- .. Nie patrz na to. Panienka będzie mieć koszmary. - Powoli zbliżyłem się do ciała, wzrokiem ogarniając ogrom okrucieństwa. Większość organów wewnętrznych była wyrwana bądź spalona, a skrzydła, mimo, że małe i nie wyrośnięte - połamane i oczyszczone z piór. Przełknąłem ślinę. Nie chciałem patrzeć na pozostałe obrażenia. Odwróciłem wzrok ku Katrin, która walczyła ze sobą, lecz ostatecznie podbiegła do mnie.
- Aleś ty uparta.. -
- Cicho. - Mruknęła, patrząc na wilka. Oboje staliśmy w ciszy, dopóki nad naszymi głowami nie przeleciał pierwszy ptasi padlinozerca.
- Co robimy z tym nieszczęśnikiem? -

sobota, 10 lutego 2018

Od Alarisa do Katrin

Stanąłem szczęśliwy wśród drzew. Nowe zapachy, nowe dźwięki, nowe wilki! Wszystko jest takie... N O W E! Zamerdałem ogonem i podbiegłem do pierwszego lepszego przedstawiciela stada. Niebieski basior robił coś ze swoimi ranami. Był pełen blizn, przywodził mi na myśl wojownika.
- Cześć! - krzyknąłem, nie mogąc opanować ekscytacji. Wilk podniósł łeb i westchnął ostentacyjnie. Jego oczy były pokryte bielmem. Spowodowało to u mnie dziwny niepokój.
- Kogo tu kurwa niesie? - spytał chrapliwie, spinając się. Cofnąłem się nieznacznie. Nie wyglądał na miłego. Nie wiedziałem, co powiedzieć, więc odeszłem, cicho przepraszając. Rozglądałem się wokół, kiedy przede mną pojawiła się, czy raczej WYLĄDOWAŁA wilczyca. Dyszała gniewnie, patrząc na mnie, jakby chciała zabić kogoś wzrokiem.
- Ty... Ty... Ty zadodajco! - wrzasnęła, strosząc się i powarkując. - Myślisz, że dam ci tak chodzić tutaj wolno?! -
Skuliłem uszy. Nie rozumiałem, o co jej chodzi. Spróbowałem załagodzić sytuację, niechcący łącząc się z jej emocjami. Ogarnęła mnie furia do i n n y c h, do takich, jak ja. Posmutniałem. Sytuacja z Olave się znowu powtarzała..
- Przepraszam... - wyszeptałem bezgłośnie przez łzy. - .. Nie będę pani wchodził w drogę..-
- Mam nadzieję! - krzyknęła na odchodne, kiedy z podkulonym ogonem pobiegłem w las. Biegłbym tak w nieskończoność, gdybym nie spotkał jego. Shu stał przy jaskini, wpatrując się we mnie tymi swymi żółtymi oczyma.
- S-Shu..? -
- Alaris? Co ty tu robisz? - Basior podszedł do mnie, a następnie objął pyskiem. Wytłumaczyłem mu całą historię, uzupełniając ją o ostatnie wydarzenia. Shu warknął cicho, a kruk usiadł na jego grzbiecie. Był taki sam, jak go zapamiętałem.
- Nie możesz mówić o tym nikomu. Jesteśmy dla innych tylko przyjaciółmi, rozumiesz? Tylko w ten sposób przeżyjemy... Teraz chodź, musisz być głodny. -
Pobiegłem za nim po śladach innych wilków, Katrin i Shadowzone, jak się dowiedziałem, które polowały na sarny. Shu dołączył do nich, a następnie odszedł na bok z Shadow. Usłyszałem jedynie, że musi z nią porozmawiać o ochronie. Sam zbliżyłem się do Katrin.
- Cześć. Jestem Alaris, czy mogę być twoim znajomym? -

Nowy basior!

Autor obrazka: wolflover900
Właściciel: Arteyiu
Imię: Alaris
Przezwisko: Ally, Leśny Duch
Wiek: 3 lata
Płeć: Basior
Stanowisko: Chirurg
Lubi: Towarzystwo innych, kwiaty, śnieg, zachód słońca
Nie lubi: Samotności, niesprawiedliwości, nieuzasadnionej przemocy
Motto: "Lecz oczy są ślepe. Szukać należy sercem."
Żywioł: Śnieg, gwiazdy, życie
Rodzina: Olave - ojciec, matka - Solveig
Historia: Był jedynym żywym szczeniakiem Alf Watahy Dusz. Od małego uczono go obycia, zasad moralnych i szacunku do innych, nawet najmniejszych. Dlatego, gdy usłyszał, że sąsiadująca z nimi wataha została wybita, pobiegł tam, by udzielić pomocy. Spotkał tam jedynie czarnego basiora, z którym zaczął spędzać czas, zarówno w dzień jak i w nocy. Ten fakt nie umknął uwadze Olave, który, w obawie przed plotkami i utratą swojej już i tak osłabionej pozycji, wygnął wilka z terenów. Alaris długo walczył ze sobą, jednak ostatecznie uciekł ze swojej watahy, by odnaleźć Shu.
Charakter: Alaris pomaga wszystkim i wszystkiemu, w każdym szuka przyjaciela. Cechuje się w jednak również lekkomyślnością i optymizmem, nie zauważając ciemnych stron sytuacji. Często chodzi z łbem w chmurach, więc jeśli chce się z nim porozmawiać, należy udać się do najbliższego zagajnika - zamyślony basior na pewno tam będzie.
Amulet: Link
Jaskinia: Mieszka z Shu
Zauroczenie: Shu
Status: To skomplikowane
Partner/ka: Nie
Moce: Leczenie w dzień, wytwarzanie wokół siebie śniegu (odruchowo gdy się otrzepuje czy skacze), wpływanie na światło gwiazd, empatia do istot żywych
Umiejętności: Z łatwością poznaje emocje towarzyszy, jest dobrym obserwatorem, potrafi zręcznie wspinać się po drzewach oraz nurkować na pewne głębokości
Szczeniaki: nie
Point: 0
Uwagi/kary: