Black Parade

środa, 10 maja 2017

Od Rachel do Soula

- Pokażę. - mruknęłam. - No, to idziemy? - zapytałam podbiegając do Soula. Przez  większość dnia pokazywałam mu tereny, ale jego zadania, a mojej " złotej karty" to musi być na czarną godzinę. W końcu zatrzymaliśmy się nad taką wielką, stromą przepaścią. Dalej była woda, wielki, głęboki staw. Odwróciłam się w inną stronę.
- Ej, a ty gdzie idziesz? - zapytał basior. Nie musiał długo czekać na odpowiedź. Wzięłam pustą skorupę żółwia która należała do moich zapasów i rzuciłam się z nią w dół z jeszcze wyższej odległości, a spadając w dość stromą przepaść obróciłam się razem z moim pojazdem i pomachałam mu, po czym poleciałam dalej, było trochę jak na skoczni. Tyle, że w końcu wleciałam do wody. Byłam jakieś 5 metrów pod nią, otworzyłam oczy i ku mojemu zdumieniu przedemną pojawił się ten dziwny kwiat z ognia ( tak, ogień w wodzie ) i zapłonął jeszcze bardziej, a ja poczułam niepokój i... ekscytację? Nie... to woda robi mi psikusy. Jak zawsze. Zawsze tak robiła, a szczególnie, jak była gorąca. I właśnie na gorącą miałam ochotę To mnie wkurzyło. Szybko wyskoczyłam z wody, i z równą szybkością do niej wróciłam. A czemu? Bo Soul postanowił iść w moje ślady i zbił mnie znowu do wody. A wiec teraz patrzyłam po wodą spode łba na basiora, który opadał nade mną na dno i uśmiechał się niewinno-przepraszająco jakby mówił ,, Przepraszam! To nie ja, to on! " przewróciłam oczami i wypłynęłam na powierzchnię żeby zaciągnąć powietrza. Po chwili wyłonił się też Soul.
- Zimna woda. - stwierdził.
- Wiem. - odparłam. - i mam zamiar to zmienić. - Po chwili prawie całkowicie się zapaliłam wywołując z głębin kominy wulkaniczne, które świetnie wodę ogrzewały. A więc woda była gorąca. po 30 min miałam dość. Wyleciałam więc z wody. Miałam szczęście, że słońce dzisiaj grzało bardzo fajnie, więc zmarznąć się nie dało. Potem tylko 1 min suszarka ze mnie była, i czekałam na Soula, który właśnie wyszedł z wody. I znowu byłam suszarką.
- To co teraz robimy? - zapytałam
- Em... możemy iść zająć się wyzwaniami, jak tylko ten kwiatek za tobą zniknie.
- Co? - zapytałam i odwróciłam głowę. Za mną roślina zapaliła się jeszcze bardziej, a ja poczułam się tak, jakby mi czegoś brakowało. Może słodyczy? Śmiechu? Cieczka mi się zbliżała? Miałam nie dobór witamin? Wody? NO NIE WIEM! Kwiatek zniknął, a ja miałam chyba dziwną mnę.
- Dobrze się czujesz? - zapytał Soul.
- Co? E... tak, jasne. No to chodź. - mruknęłam idąc przed siebie. Jeszcze został cały dzień.
- Em... a gdzie?
- Na taki fajny mostek.  O tej porze powinny zlatywać płatki kwiatków, a jeszcze został nam tamto miejsce, i 2 pozostałe.
- No... ok.

< Soul? Stan krytyczny "choroby" kwiatkowej będzie chyba za jakieś ... ileś tam opowiadań. :S >

wtorek, 9 maja 2017

Od Soula do Rachel

– Dobranoc. – Ziewnąłem przeciągle i ułożyłem się kawałek dalej.
Mimo, iż byłem wykończony, przez dość długi czas nie mogłem zasnąć. Muszę przyznać, że niebo tutaj jest o wiele, wiele ładniejsze niż gdziekolwiek indziej.
Co kilka chwil zerkałem na Rachel, by upewnić się, że śpi, a następnie z powrotem wracałem wzrokiem na sklepienie.
Po jakimś czasie wreszcie moje oczy zaczynały robić się coraz cięższe, aż w końcu zupełnie opadły, a ja całkowicie odpłynąłem do krainy Morfeusza.

~*~*~*~
Rano (tak mniej więcej o godzinie jedenastej), przeciągnąłem się i uważnie rozejrzałem się dookoła.
Ku mojemu zdziwieniu wadery nigdzie nie było. Szczególnie się tym nie przejąłem. Przecież pod ziemię się raczej nie zapadła…
Tak więc, ociężałym krokiem poszedłem w stronę zejścia z klifu.
– Ekhem. – Usłyszałem zza moich pleców.
Odwróciłem się na pięcie i stanąłem twarzą w twarz z Rachel, która trzymała w zębach pokaźnych rozmiarów jelenia.
– To raczej faceci powinni polować… – bąknąłem.
– Kiedyś mi się odwdzięczysz.
– Jaaaasnee.
Ze względu na to, że w brzuchu burczało mi od dobrych kilku minut – postanowiłem wreszcie zabrać się do jedzenia. W dobrych kilka chwil zapełniliśmy nasze żołądki i udaliśmy się w małą wędrówkę przez skraj lasu.
– Wymyśliłeś już jakieś zadanie dla siebie? – Spytała z wielkim uśmiechem.
– Taa… Trochę nad tym myślałem. Co ty na to żebym pomagał ci w jakichś zadaniach, misjach czy polowaniach? – zaproponowałem niepewnie.
– W sumie to może być… Jak będę czegoś potrzebowała to dam znać. – Wzruszyła ramionami.
– Cieszę się, że się na coś przydam. – Uśmiechnąłem się do niej i pomaszerowałem dalej przed siebie uważnie rozglądając się wokół. – Ej, to jak z tymi terenami? Pokażesz mi je?


<Rachel? Wybacz, że tak nudno>

poniedziałek, 8 maja 2017

Od Rachel do Soula

Ech, gdyby kazał mi go " omotać" a potem obezwładnić, pewnie bym parsknęła śmiechem i wykonała swoje zadanie z uśmiechem, ale że "omotanie " na podstawie (...) to nie było, więc moje samopoczucie było w stanie zabijania.
- Nie wiem. - mruknęłam. Słońce było już czerwone, i leżało bardzo nisko nad ziemią. Zobaczyłam ładnego jelenia który się pasł na małej polance. Ale moją uwagę przykuły jego rogi.
- Co znowu kombinujesz? - zapytał basior patrząc na mnie
- Heh zobaczysz. - mruknęłam. - Zakład, że wytrzymam na nim 5 minut?
- Zgoda. A o co?
- Jak zwykle zadanie.
- Ok. - Użyłam latania z zabójczą szybkością i... po chwili siedziałam na rogach jelenia jak jakiś król. Zwierz się jeszcze nie skapnął. Ciekawe kiedy poczuje mój ciężar.
- Jestem wielka. - powiedziałam z szerokim uśmiechem patrząc w stronę basiora który patrzył na mnie z uśmiechem i powątpiewaniem. Natomiast mój tymczasowy tron... albo wierzchowiec mnie usłyszał i zaczął biec w stronę lasu. Najpierw był niezły ubaw, ale potem gwałtownie zahamował, a ja poleciałam na najbliższą sosnę, zsunęłam się po niej na dół, walnęłam o tyłek i upadłam na plecy.
- Au. - jęknęłam leżąc na plecach i patrząc na coraz bardziej ciemniejące niebo. Nagle nade mną pojawił się uśmiechnięty pysk Soula.
- Wytrzymałam-5... minut. - jęknęłam lekko słabym głosem.
- Jakie zadanie?
- Wiesz co? Jutro jakieś wymyślę. - mruknęłam po czym wstałam chwiejąc się na łapach. - Ta... no to ja idę oglądać gwiazdy. - powiedziałam stawiając krok do przodu i się przewracając.
- Em... masz złamaną łapę. - powiedział Basior.
- Wiem. - mruknęłam, dopiero teraz czując ból. - Ale ja się tak szybko nie poddaję. - zmieniłam moje łapy w ogień.
- No, to idziesz, czy zostajesz? - spytałam Soula

***

Siedzieliśmy tak do 3 w nocy. Bądźmy szczerzy. W naszym wymiarze jest pięknie. Musiałam zgasić ogień, by było lepiej widać drogę mleczną, więc moja łapa była owinięta w jakieś bandaże.
- Wiesz co Soul?
- Co?
- Sam se wymyśl zadanie. - mruknęłam. - ja nie mam pomysłów.
- A czy moim zadaniem może być brak zadania?- zapytał śmiejąc się
- Nie.
- Ech... no tak.
- Masz czas do rana. - powiedziałam. - a na razie... dobranoc. Pewnie będę spać do 10.00 - mruknęłam po czym zwinęłam się w kłębek okrywając skrzydłami i zasnęłam.

< Soul? Daję ci wolną rękę. Jakie zadanie sobie wymyślisz? >

Od Artemista do Ametyst

Spodobał mi się pomysł z zabawą w chowanego.Gdy biegłem się schować słyszałem w oddali ,, jeden...dwa...trzy..." a potem już tylko szelest z pod moich łap.Przystanąłem na chwilę, aby pomyśleć gdzie się schować.Porozglądałem się.Mój wzrok zatrzymał się na jaskini Megami.-O tak!-powiedziałam biegnąc do niej.-Schowam się tutaj.Nikt tu nie wejdzie oprócz Meg i mnie.Wskoczyłem do jeziora, które się w niej znajdowało, aby być mokrym.Tak.W tedy będę mniej ,,puszysty".Zwinąłem się w kłębek za stalagnatem .Patrzyłem na wejście do jaskini i czekałem, kiedy Ametyst koło niej przebiegnie.Po paru minutach usłyszałem kroki.Jeszcze bardziej się skuliłem i patrzyłem na wejście.Na szczęście była to tylko Megami.-Artemist?Długo cię nie było.Co robisz?-powiedziała patrząc na mnie.-Ciiii!-powiedziałem przyciskając palec do pyska.-Bawię się z Ametyst!
-Okey...-powiedziała kładąc się kilka metrów dalej. (...)
Po paru minutach nadszedł ten moment, zobaczyłem Ametyst.Popatrzyła do jaskini i pobiegła dalej.Nie mogłem się powstrzymać od śmiechu.-Na prawdę!Nie zauważyła mnie!-miało to być cicho powiedziane, ale nie było...Ametyst mnie zobaczyła.-Hej!-powiedziała wracając do jaskini.
-Długo mnie szukałaś?-powiedziałem otrzepując się z wody.
-Nie było aż tak trudno...Mnie tak łatwo nie znajdziesz!Możesz zaczynać liczyć.
-No to zobaczymy!
Ametyst wybiegła z jaskini a ja zacząłem..-Raz...Dwa...Trzy...Cztery...


<Ametyst?>

Od Soula c.d. Rachel

– Eeeee… Wszystkich lubię… – powiedziała po chwili namysłu.
– Okej.
– Co zamierzasz wymyślić?
– Dowiesz się w swoim czasie. – Uśmiechnąłem się do niej tryumfalnie.
Wadera w odpowiedzi prychnęła tylko coś pod nosem i poszła dalej, całkowicie mnie ignorując.
Truchtem pobiegłem za nią i zrównałem z nią krok.
– Gdzie teraz idziemy? – spytałem kątem oka spoglądając na Rachel.
– Przed siebie.

~*~*~*~
~kilka minut później~

Rozmawialiśmy na wiele tematów i tak naprawdę wcale nie miałem ochoty przerywać tej pogawędki.
Cóż, na nieszczęście Rachel moja zemsta miała niedługo się wypełnić.
Szturchnąłem waderę w bok i z chytrym uśmiechem wskazałem łapą na stojącego nieopodal Endera, który jeszcze nas nie zauważył.
– Musisz wyznać Enderowi miłość. – odparłem.
– Dlaczego jemu?!
– Bo akurat tam stoi i jest najbliżej. – Parsknąłem śmiechem. – No idź, jak coś to będę cię ratować. – Popchnąłem ją lekko.
Chyba spokojnie mógłbym stwierdzić, że gdyby jej spojrzenie mogło zabijać, w tamtym momencie prawdopodobnie padłbym trupem…
Położyłem się w jakichś krzaczorach, tak żeby całego mnie zasłaniały i ze stoickim spokojem przysłuchiwałem się rozmowie dwóch wilków.
– Ender, słuchaj ja… Ty… Podobasz mi się. – powiedziała Rach.
Ja w tym czasie z wielkim zacieszem na pysku, przyglądałem się reakcji basiora.
Najpierw zdziwienie, zakłopotanie, próba poskładania słów w jakieś sensowne zdanie i wzrok Rachel nakazujący mi natychmiastowe opuszczenie kryjówki i przyznanie się do mojego niecnego planu.
Tak też zrobiłem i już po chwili stałem u boku wadery spokojnie tłumacząc wszystko drugiemu wilkowi. Wyjaśniliśmy sobie całe zajście i na szczęście okazało się, że nie ma mi tego za złe.
Niedługo potem pożegnaliśmy się z Enderem i ponownie ruszyliśmy „Przed siebie”.
– Gdzie teraz idziemy? – Spytałem spoglądając na waderę.

<Rachel? ^^>

niedziela, 7 maja 2017

Od Ametyst do Artemisa

Gdy tylko Artemis wskoczył do wody, ja na chwilę wyszłam na brzeg. Samiec przez chwilę nie pokazywał się na powierzchni. Gdy już jednak to nastąpiło, okazało się, że miał ze sobą dwie, sporych rozmiarów ryby. Podsunął mi jedną, najwidoczniej chcąc mnie poczęstować. Ja jednak odmówiłam.
- Nie lubię ryb. - Powiedziałam, przesuwając rybę z powrotem w stronę wilka.
- Ok. - Odparła Artemis i zaczął się zajadać.
Ja postanowiłam wrócić do wody. Popłynęłam niemal na samo dno jeziora. Liczyłam na to, że może uda mi się tam znaleźć coś ciekawego. Niestety jednak jedyne co udało mi się tam zobaczyć to wilgotna ziemia i kamienie. Westchnęłam i postanowiłam wypłynąć na powierzchnie. Artemis kończył już swój posiłek.
- Nudzę się. - Powiedziałam, wystawiając głowę niewiele ponad powierzchnię wody.
- To może się gdzieś przejdziemy? - Zaproponował wilk.
- Nie. - Zaprotestowałam szybko, po czym dodałam. - Wolę się w coś pobawić.
- W takim razie co powiesz na zabawę w chowanego?
- Tak! - Powiedziałam wesoło i niemal natychmiast znalazłam się na brzegu.
Chciałam zacząć zabawę jak najszybciej. Nie było zbyt wielu zabaw, w które mogłabym się bawić sama. Tak więc okazja na wspólną zabawę była czymś, czego nie mogłam ominąć.
- To, kto szuka? - Zapytał Artemis.
- Zaczekaj. - Powiedziałam i zanurkowałam z powrotem.
Wzięłam z dna jakiś mały kamyczek i natychmiast wróciłam do basiora. Pokazałam go wilkowi, a następnie ukryłam łapy za plecami.
- Musisz zgadnąć, w której łapie mam kamyk. Jeśli wygrasz, to ty się chowasz, jeśli przegrasz to ja.
Samiec skinął przytakująco głową, a następnie wskazał na moją prawą łapę.
- W tej. - Powiedział.
Z nieco zachmurzoną miną wysunęłam łapę z kamykiem przed siebie.
- Zgadłeś. - Przyznałam i wrzuciłam niepotrzebny już kawałek skały z powrotem do wody.
Zasłoniłam oczy i powiedziałam:
- Liczę do 20. Tylko dobrze się schowaj, bo nie dam ci forów, tylko dlatego, że jesteś starszy.
Słyszałam, jak Artemis się zaśmiał, a następnie odbiegł. Pozostawało mi już tylko liczyć.

<Artemis, gdzie też postanowisz się schować xd?>

Od Rachel do Soula

Mój plan był oczywisty. Uśmiechnęłam się. Chłopacy ( w tym wypadku basiory ) to takie fajne stworzenia, które... no cóż.
- Masz pocałować Meg! - mina basiora była bezcenna. - Przyjmujesz zadanie? - Basior zrobił twardą minę i podał mi łapę.
- Wchodzę.

***
To według mnie miało być piękne, a skończyło się na pięknu mniejszym. :S najpierw musieliśmy znaleźć Megami, co było dość łatwe, bo jej niebieski kolor rzucał się w oczy. Ja schowałam się za krzaki. Soul patrzył na mnie nie pewnym wzrokiem.
- No idź. - szepnęłam. Basior zaczął powoli podchodzić do Meg. ( czy ja to muszę opisywać? ) Ale spodziewałam się raczej zaczerwienionej wadery, która gdzieś uciekła. Ale zamiast tego, zobaczyłam wściekłą alphę, która... no cóż. Chyba zamierzała wymierzyć Soulowi sprawiedliwość. Wybiegłam zza krzaków i stanęłam między nimi unosząc łapy przodem do Meg,
- Spoko, spokój, to moja wina. - powiedziałam dość głośno. Meg popatrzyła na mnie zdziwiona.
- Jakim sposobem to może być... - nie dokończyła, bo jej przerwałam
- No, to pa! - obróciłam się szybko szturchając basiora znacząco, i pobiegliśmy w stronę plaży. Zdyszana wleciałam w wodę i szybko z niej wyskoczyłam. Zimno. To było ZBYT niebezpieczne.
- Ja Ci się za to odwdzięczę. 
- He he he. Ciekawe jak.
- Kogo najbardziej nie lubisz?
- Chmmm.... chodzi i basiorów?
- Tak.
- Eeeeeee....

< Soul. Jest problem. NIE WIEM KOGO NIE LUBIĘ >