– Gdzie chcesz… Mi to w sumie obojętnie. – mruknąłem.
– W takim razie… Co ty na to, żeby pójść na klif? Jak słońce zajdzie, to będzie widać gwiazdy.
– W takim razie chodźmy!
Tak więc zjadłem resztki mojej kolacji i podążyłem za waderą. Po drodze spotkaliśmy kilka wilków i trochę z nimi pogadaliśmy, a ja przy okazji lepiej zapoznałem się z członkami naszej watahy.
Zeszło nam trochę czasu, ale w końcu dotarliśmy do podnóży dość wysokiego urwiska.
– Trochę wysoko…
– Wymiękasz? – spytała z wyraźnym zadowoleniem.
– Jasne, że nie! – prychnąłem. – Mogę się założyć, że pierwszy będę na szczycie!
– Dobra! O co się zakładamy?
– Wygrany wymyśla jakieś zadanie dla przegranego.
– Okej, w takim razie, czas, start! – Nie czekając na mnie zerwała się do biegu.
– Tylko bez używania skrzydeł! – krzyknąłem za nią i w odpowiedzi dostałem szybkie skinienie głową.
Poszedłem w ślady Rachel i po chwili prawie zrównałem krok z waderą. Cóż… Szybkość nigdy nie była moją mocną stroną… Niedługo potem wadera zboczyła nieco z głównej drogi na szczyt, więc ja jeszcze bardziej przyspieszyłem i zacząłem wzrokiem szukać mojej towarzyszki, co okazało się dość dużym błędem. Suma summarum zahaczyłem łapą o wystający korzeń, zrobiłem fikołka i wylądowałem z łbem przy ziemi.
Brawo ja!
Poleżałem tak kilka sekund, ponarzekałem na mojego pecha po czym podniosłem się z podłoża i pełnym sprintem ruszyłem przed siebie. Po drodze przeskoczyłem kilka kamieni, zręcznie wyminąłem wszystkie krzaki i drzewa i nareszcie po kilku minutach walki z grawitacją znalazłem się na samym szczycie.
– Trochę czasu ci zeszło… – powiedziała wadera.
Dosłownie runąłem na ziemię i po chwili podniosłem wzrok na Rachel.
– Wygrałaś. – Wysapałem. – Mam dosyć… Więc? Jakie jest moje zadanie?
<Rachel?>
Black Parade
niedziela, 7 maja 2017
Od Rachel C.D Soul
Dobra. Zaczynamy rundę 2. Kto złowi jak najwięcej. He he he... będzie ubaw. Szłam za Soulem przez pewien czas, aż wreszcie moim oczom ukazał się jelon... jeleń, znaczy się.
- Dobra. Zakład, że będzie mój?
- Chyba śnisz. - mruknął cicho basior i zaczął się skradać. Aaaa.... więc tak się bawimy? Spoko. ,, CARTER!" zawołałam w myślach. Po chwili w trawie zaczęło się coś poruszać. Mój gryf był już duży, więc było widać czarne futro. Jelon uniósł głowę.
- He he he. - zaśmiałam się cicho. Nagle zwierzyna zaryczała i pognała akurat bokiem do mnie. Soul był zdezorientowany. Nie dziwię mu się. Rzuciłam się na zwierzynę i wgryzłam mu się w kark... w pysku poczułam metaliczny smak krwi. Mam dalej opisywać? Natomiast Soul miał inny problem, bo najwyraźniej Carter go polubił.
- Złaź ze mnie! - krzyknął próbując zepchnąć z siebie gryfa, który lizał go po twarzy.
- Carter, nie wygłupiaj się. - powiedziałam. Gdy ten zeszedł Soul popatrzył na mnie wymownie
- To było nie fair!
- Heh, wiem. - uśmiechnęłam się. - Wygrałam zakład. Ale nie wiem o co się zakładaliśmy. Zakładaliśmy się o coś?
- Nie.
- Ech... szkoda. No, ale kto więcej upoluje to.... daj pomysła.
- Oddaje część swoich łowów drugiemu?
- Wchodzę! - uśmiechnęłam się.
Chyba nie muszę się chwalić, że zakład.... przegrałam? Basiory są lepsze w sile. Ja się nadaję bardziej do walki i podpalaniu komuś butów. Patrzyłam z nie określoną prze ze mnie miną na Soula. Coś pomiędzy chytrym uśmiechem, a patrzeniem spode łba.
- Ciesz się ciesz, następny zakład przegrasz.
- Zakład? - Przewróciłam oczami
- Tak!
- Dobra. No to idziemy zwiedzać tereny.
- Po co? Przecież zaraz będzie ciemno. - popatrzyłam na słońce, które w ślimaczym tempie zniżało się ku zachodowi. - No dobra, może nie zaraz. A więc gdzie teraz idziemy?
< Soul?>
- Dobra. Zakład, że będzie mój?
- Chyba śnisz. - mruknął cicho basior i zaczął się skradać. Aaaa.... więc tak się bawimy? Spoko. ,, CARTER!" zawołałam w myślach. Po chwili w trawie zaczęło się coś poruszać. Mój gryf był już duży, więc było widać czarne futro. Jelon uniósł głowę.
- He he he. - zaśmiałam się cicho. Nagle zwierzyna zaryczała i pognała akurat bokiem do mnie. Soul był zdezorientowany. Nie dziwię mu się. Rzuciłam się na zwierzynę i wgryzłam mu się w kark... w pysku poczułam metaliczny smak krwi. Mam dalej opisywać? Natomiast Soul miał inny problem, bo najwyraźniej Carter go polubił.
- Złaź ze mnie! - krzyknął próbując zepchnąć z siebie gryfa, który lizał go po twarzy.
- Carter, nie wygłupiaj się. - powiedziałam. Gdy ten zeszedł Soul popatrzył na mnie wymownie
- To było nie fair!
- Heh, wiem. - uśmiechnęłam się. - Wygrałam zakład. Ale nie wiem o co się zakładaliśmy. Zakładaliśmy się o coś?
- Nie.
- Ech... szkoda. No, ale kto więcej upoluje to.... daj pomysła.
- Oddaje część swoich łowów drugiemu?
- Wchodzę! - uśmiechnęłam się.
***
Chyba nie muszę się chwalić, że zakład.... przegrałam? Basiory są lepsze w sile. Ja się nadaję bardziej do walki i podpalaniu komuś butów. Patrzyłam z nie określoną prze ze mnie miną na Soula. Coś pomiędzy chytrym uśmiechem, a patrzeniem spode łba.
- Ciesz się ciesz, następny zakład przegrasz.
- Zakład? - Przewróciłam oczami
- Tak!
- Dobra. No to idziemy zwiedzać tereny.
- Po co? Przecież zaraz będzie ciemno. - popatrzyłam na słońce, które w ślimaczym tempie zniżało się ku zachodowi. - No dobra, może nie zaraz. A więc gdzie teraz idziemy?
< Soul?>
sobota, 6 maja 2017
Od Soula c.d. Rachel
– Aktualnie to donikąd, bo ktoś postanowił mi przeszkodzić… – Prychnąłem pod nosem.
Lekko zdezorientowana wadera przyglądała mi się przez dłuższy moment, nie wiedząc co zrobić. Ja w tym czasie wykorzystałem jej zawahanie i w okamgnieniu przewróciłem ją na plecy uśmiechając się tryumfalnie.
– Teraz ja jestem górą! – Zadeklarowałem.
Zdezorientowanie wilka przerodziło się w zdziwienie, a następnie w lekką irytację. Tak więc zszedłem z niej i pomogłem jej wstać, nie chcąc tak naprawdę z nikim się kłócić.
– Jak pani na imię? – Spytałem papugując jej wcześniejszy ton.
– Rachel. – bąknęła – A ty?
– Soul.
Przez dłuższą chwilę szliśmy w ciszy, która powoli zaczynała mi przeszkadzać. Tak więc zacząłem obmyślać, w jaki sposób mogę zagadać waderę. Normalnie to mówiłbym co mi ślina na język przyniesie, ale w tym wypadku tak być nie mogło. Chociaż raz w życiu chciałem zrobić na kimś dobre wrażenie.
– Jesteś tu nowy? – zagadnęła.
– Taaak. Wczoraj dołączyłem. – odparłem dumnie.
– Zwiedzałeś już tereny? Wiesz gdzie co jest?
– Niekoniecznie. – mruknąłem. – Jest ich całkiem sporo, pewnie jakoś niedługo zrobię sobie małą wycieczkę po naszej watasze… – Zaśmiałem się. – Ale wyobraź sobie, że wiem gdzie można dobrze zapolować! Także jeśli chcesz możemy tam iść, bo przyznam szczerze, że trochę zgłodniałem…
– W sumie ja też… W takim razie prowadź przewodniku.
– Się robi! Zapraszam panią za mną! – Uśmiechnąłem się do niej promiennie.
<Rachel? Sorki, że dopiero dzisiaj>
Lekko zdezorientowana wadera przyglądała mi się przez dłuższy moment, nie wiedząc co zrobić. Ja w tym czasie wykorzystałem jej zawahanie i w okamgnieniu przewróciłem ją na plecy uśmiechając się tryumfalnie.
– Teraz ja jestem górą! – Zadeklarowałem.
Zdezorientowanie wilka przerodziło się w zdziwienie, a następnie w lekką irytację. Tak więc zszedłem z niej i pomogłem jej wstać, nie chcąc tak naprawdę z nikim się kłócić.
– Jak pani na imię? – Spytałem papugując jej wcześniejszy ton.
– Rachel. – bąknęła – A ty?
– Soul.
Przez dłuższą chwilę szliśmy w ciszy, która powoli zaczynała mi przeszkadzać. Tak więc zacząłem obmyślać, w jaki sposób mogę zagadać waderę. Normalnie to mówiłbym co mi ślina na język przyniesie, ale w tym wypadku tak być nie mogło. Chociaż raz w życiu chciałem zrobić na kimś dobre wrażenie.
– Jesteś tu nowy? – zagadnęła.
– Taaak. Wczoraj dołączyłem. – odparłem dumnie.
– Zwiedzałeś już tereny? Wiesz gdzie co jest?
– Niekoniecznie. – mruknąłem. – Jest ich całkiem sporo, pewnie jakoś niedługo zrobię sobie małą wycieczkę po naszej watasze… – Zaśmiałem się. – Ale wyobraź sobie, że wiem gdzie można dobrze zapolować! Także jeśli chcesz możemy tam iść, bo przyznam szczerze, że trochę zgłodniałem…
– W sumie ja też… W takim razie prowadź przewodniku.
– Się robi! Zapraszam panią za mną! – Uśmiechnąłem się do niej promiennie.
<Rachel? Sorki, że dopiero dzisiaj>
czwartek, 4 maja 2017
Od Rachel do Soula
Miałam pewne wątpliwości, co to mojego życia. Hestia ( moja matka ) odwiedziła mnie i dała mi jakiegoś ognistego kwiatka mówiąc, że kiedyś da mi na coś jakąś odpowiedź... ( ekhem. Dzięki mamo! ) Zaczęłam łazić po terenach. Nie dawno byłam w świecie ludzi, i co? Ha! Naoglądałam się filmików o nagrywaniu pewnej gry... jak się ona nazywała? A, no tak. OUTLAST. Parę razy o mały włos nie zwymiotowałam, ale ta to zwykle robiłam kwaśne miny... Meg się trochę powkużała, co dało mi trochę rozrywki. Ale teraz? NUDY! Leżałam na małym klifie nad przepaścią. Na dole jakieś 150 metrów niżej płynął mały strumyczek wody. Podpierałam lewą łapą głowę, a prawą bazgrałam patykiem w ziemi. Jak na razie... narysowałam renifera. ... . ... .. .... ... .. . ... . Jeżeli chodzi o porę dnia, to był prawie zachód słońca. Powiedzmy... dość późne popołudnie. Wstałam, i się roźciągnęłam. I w tedy, zobaczyłam jakiegoś basiora. Chyba mnie nie zauważył. Uśmiechnęłam się sama do siebie. Można by go nastraszyć... w tedy mnie zauważył. Chyba zobaczył mój uśmiech, bo zaczął biec w stronę przeciwną. A więc bawimy się w berka? Dla mnie bomba. Wzleciałam w powietrze. Szybko doleciałam do niego, zanurkowałam i zrobiłam tak, że się przewrócił na plecy.
- Co do... - stanęłam prawą łapą na jego piersi. I uśmiechnęłam się dumnie.
- A do kąt się to pan wybiera?
< Soul? Trochę mi się zaczęło nudzić. >
- Co do... - stanęłam prawą łapą na jego piersi. I uśmiechnęłam się dumnie.
- A do kąt się to pan wybiera?
< Soul? Trochę mi się zaczęło nudzić. >
środa, 3 maja 2017
Nowy Basior!
Soul
Imię: Soul
Wiek: 3 lata
Płeć: Basior
Stanowisko: Wojownik
Żywioł: Ogień, Ziemia
Historia: Żył w ogromnej watasze i od urodzenia był szkolony na stratega. Inni pokładali w nim wielkie nadzieje, a co za tym idzie nakładali na niego coraz to większą presję. W kronikach watahy opisywano jak wielki wpływ będzie miał on na dalsze losy stada... W końcu jednak zaprzestał nauki i krótko mówiąc olał sprawę. Mało tego, robił wszystko, aby zrobić na przekór innym wilkom. Gdy już przekroczył wszelkie granice i o mało nie doprowadził do wojny między dwoma watahami - został wygnany ze stada i zaczął wieść marne życie samotnika...
Charakter: Soul od małego był wilkiem dość dziwnym. Nikt jeszcze do końca nie rozpracował jego specyficznego charakteru (nawet on sam).
Jest raczej leniwym typem. Najchętniej cały dzień przespałby pod pierwszym lepszym drzewem. Cechuje go anielska cierpliwość i bagatelizowanie wszelkiego rodzaju problemów. Z drugiej strony jeśli już się zdenerwuje to raczej ciężko jest go uspokoić i wtedy naprawdę potrafi być groźny.
Zazwyczaj chodzi własnymi drogami i nie lubi podporządkowywać się innym. Jest duszą towarzyską. Bardzo szybko się przywiązuje, a gdy już to zrobi potrafi wiele dla swojego przyjaciela poświęcić. Nienawidzi samotności i nudy. Dużo gada i często zdarza się, że palnie jakąś głupotę, a dopiero później pomyśli. Jest żartownisiem, a uśmiech często gości na jego pysku, aczkolwiek, gdy sytuacja tego wymaga potrafi zachować powagę. Ceni sobie szczerość i uważa to za swoją największą zaletę. Czasem nadużywa sarkazmu, jest trochę arogancki i powie kilka słów za dużo, ale stara się powstrzymywać.
Amulet: LINK
Jaskinia: Wystarczy mu jakaś nora, ewentualnie duże drzewo, pod którym będzie mógł się położyć.
Głos: LINK
Status: Wolny
Partner/ka: Nie
Moce: Panowanie nad ogniem, wywoływanie ognia, nie może zostać poparzony przez ogień.
Szczeniaki: Nie
Point: 100
piątek, 21 kwietnia 2017
Od Artemista do Ametyst
-Lubię pływać.-powiedziałem.
-To wskakuj!
-Ale...Nie lubię mieć do czynienia z rekinem.-uśmiechnąłem się patrząc na płetwy Ametyst.Chwile potem wskoczyłem.
-Ale...Nie lubię mieć do czynienia z rekinem.-uśmiechnąłem się patrząc na płetwy Ametyst.Chwile potem wskoczyłem.
-To masz problem.-powiedziała wadera lekko się śmiejąc.(...)
Wyszedłem na brzeg, by wskoczyć z rozbiegu do wody.Zobaczyłem coś na dnie..To..To były..DWIE OGROMNE RYBY!Bez zastanowienia skoczyłem do nich.Były takie duże, że nie mieściły mi się w pysku.Trzepałem nimi na prawo i lewo, aby je ogłuszyć.W końcu przestały się wiercić.Rzuciłem je na kamień.Jedną posunąłem Ametyst, a drugą sobie.
Wyszedłem na brzeg, by wskoczyć z rozbiegu do wody.Zobaczyłem coś na dnie..To..To były..DWIE OGROMNE RYBY!Bez zastanowienia skoczyłem do nich.Były takie duże, że nie mieściły mi się w pysku.Trzepałem nimi na prawo i lewo, aby je ogłuszyć.W końcu przestały się wiercić.Rzuciłem je na kamień.Jedną posunąłem Ametyst, a drugą sobie.
-Nie lubię ryb.-powiedziała odsuwając łapą rybę w moją stronę.-Ok.-powiedziałem.Wadera z powrotem wskoczyła do wody.
<Ametyst?R.I.P wena..>
<Ametyst?R.I.P wena..>
czwartek, 20 kwietnia 2017
Od Rachel do Shadow/Ender
Chimera. Występuje w mitologii Greckiej. Świetnie! Jak w domu! No... prawie. Szłam dalej. Pewnie paliły mi się uszy, bo Ender patrzył na nie przez chwilę po czym odwrócił wzrok. Po chwili cała się paliłam, bo było mi zimno. Ech....
- Możesz przygasić trochę ognia? Może jest zimno, ale zamiast zamarznięcia, to się spalimy. - powiedział Ender.
- A, no tak. Zapomniałam. - po chwili pokrywała ich bardzo cienka, niebieska powłoka.
- Co to? - zapytała Shadow
- Takie specjalne coś. Nie spalicie się dzięki temu. - odparłam. - Ewentualnie jak już tak się stanie.... a nie. Może udało by się wyprosić dla was miejsce w Elizjum, o ile jesteście takiej wiary ale...
- Chwila, zaraz. O czym ty gadasz?
- E..... o niczym. - odparłam szybko i poszłam dalej. Zatrzymałam się przed nie zbyt miłym widokiem
W powietrzu latały jakieś dziwne stwory. Rozpoznałam je. To były gorgony.
- Hadesie, daj już sobie spokój. - mruknęłam zrezygnowana sama do siebie. - Po co je do cholery tutaj wysyłałeś?
- Mówiłaś coś? - zapytała Shadow.
- Co? Nie. - powiedziałam i zaczęłam iść dalej, próbując nie nadepnąć na ten zielony płyn. Ale... coś poszło nie tak. Kiedy szliśmy Shadow jęknęła.
- Oj...
- Co? - zapytałam. Wadera wskazała głową w lewo. Rozciągała się tam wielka przestrzeń... dziura, której na pewno tam wcześniej nie było. Z niej, gapiło się na nas 7 głów....
- O cholera... - jęknęłam- W NOGI! Wrzasnęłam. Nie trzeba było dwa razy powtarzać. Wszyscy zaczęli uciekać. Hydra nie odpuszczała. W końcu się potknęłam i.... pewnie by mnie zeżarł ale... zaczęłam świecić.
- Matko! teraz?! Nie mogłaś wcześniej!? - zawołałam w niebo. Stanęłam w ogniu. No to moja droga hydro, zaraz zginiesz.
< Shadow/ Ender? >
- Możesz przygasić trochę ognia? Może jest zimno, ale zamiast zamarznięcia, to się spalimy. - powiedział Ender.
- A, no tak. Zapomniałam. - po chwili pokrywała ich bardzo cienka, niebieska powłoka.
- Co to? - zapytała Shadow
- Takie specjalne coś. Nie spalicie się dzięki temu. - odparłam. - Ewentualnie jak już tak się stanie.... a nie. Może udało by się wyprosić dla was miejsce w Elizjum, o ile jesteście takiej wiary ale...
- Chwila, zaraz. O czym ty gadasz?
- E..... o niczym. - odparłam szybko i poszłam dalej. Zatrzymałam się przed nie zbyt miłym widokiem
W powietrzu latały jakieś dziwne stwory. Rozpoznałam je. To były gorgony.
- Hadesie, daj już sobie spokój. - mruknęłam zrezygnowana sama do siebie. - Po co je do cholery tutaj wysyłałeś?
- Mówiłaś coś? - zapytała Shadow.
- Co? Nie. - powiedziałam i zaczęłam iść dalej, próbując nie nadepnąć na ten zielony płyn. Ale... coś poszło nie tak. Kiedy szliśmy Shadow jęknęła.
- Oj...
- Co? - zapytałam. Wadera wskazała głową w lewo. Rozciągała się tam wielka przestrzeń... dziura, której na pewno tam wcześniej nie było. Z niej, gapiło się na nas 7 głów....
- O cholera... - jęknęłam- W NOGI! Wrzasnęłam. Nie trzeba było dwa razy powtarzać. Wszyscy zaczęli uciekać. Hydra nie odpuszczała. W końcu się potknęłam i.... pewnie by mnie zeżarł ale... zaczęłam świecić.
- Matko! teraz?! Nie mogłaś wcześniej!? - zawołałam w niebo. Stanęłam w ogniu. No to moja droga hydro, zaraz zginiesz.
< Shadow/ Ender? >
Subskrybuj:
Posty (Atom)


