Lubiłem towarzystwo, teraz jednak potrzebowałem trochę od niego odpocząć. Minęło kilka chwil i po ptaku została już tylko garstka piór i kości. Ziewnąłem i położyłem głowę na łapach. Biały krajobraz rozciągał się przed moimi oczami. Nie zapowiadało, aby cokolwiek miało się wydarzyć. A jednak wystarczyło zaledwie kilka godzin, aby przy jeziorze prócz mnie pojawił się ktoś jeszcze. Nie poznawałem tej postaci, dodatkowo miałem wrażenie, że nie należała on do watahy. Przekrzywiłem nieznacznie głowę i w milczeniu przyglądałem się przybyszowi. Zachłysnąłem się powietrzem, gdy zdałem sobie sprawę z tego, kogo właśnie mam okazję zobaczyć. Zerwałem się gwałtownie i pobiegłem w stronę wilka.
- Logan. - Powiedziałem z uśmiechem. - Bracie, co ty tutaj robisz?
- Szukałem cię. - Powiedział poważnie, jednocześnie jakby nieco spochmurniał.
Położyłem uszy i niepewnie spojrzałem na brata.
- Coś się stało? - Zapytałem.
- Chodzi o ojca. - Stwierdził niepewnie. - Jest chory. Rozmawialiśmy z medykiem, ale nie daje mu on zbyt wiele czasu.
Odwróciłem wzrok. Nieszczególnie paliłem się do rozmowy, która w jakikolwiek sposób dotyczyłaby mojego ojca.
- I co? - Burknąłem. - Przyszedłeś tu tylko po to, aby mi o tym powiedzieć?
- Ojciec chciałby się z tobą spotkać. Wiesz, bardzo podupadł na zdrowiu po twoim odejściu.
- Jakoś nie chce mi się w to wierzyć. - Stwierdziłem.
- Ender. Wiem, jakie były twoje relacje z ojcem, ale mógłbyś jednak postarać się z nim pogodzić. Zwłaszcza teraz gdy już wiemy, że nic nie da się zrobić.
- Logan, zawsze bardzo liczyłem się, z tym, co mówiłeś. Tym razem jednak jestem zmuszony to zignorować.
Zapadło milczenie. Nie miałem chęci na kontynuowanie tej rozmowy. Logan najwyraźniej również stracił zapał. Słusznie, jakiekolwiek rozmowy o ojcu na ogół kończyły się kłótnią, a na to nie miałem ochoty.
- Wiesz... - Zaczął wilk. - Nova odeszła z watahy z jakimś wilkiem.
Natychmiast nastawiłem uszu. Nasza młodsza siostra nie należała do najbystrzejszych.
<C.D.N.>
Black Parade
wtorek, 14 lutego 2017
Od Endera ,,Posłaniec" cz.1
Leniwie stawiałem coraz to kolejne kroki. Miałem wrażenie, jakby śniegu z każdym krokiem przybywało. Zapewne jednak był to tylko efekt mojego zmęczenia. Nie spałem zbyt dobrze, tej nocy nawiedziły mnie koszmary. Nastanie dnia, nawet tak mroźnego, stało się dla mnie pewnego rodzaju wybawieniem. Zima nie była zbyt lubianą przeze mnie porą roku. Zapewne, gdyby istniała jakaś siła pozwalająca mi się jej pozbyć, chętnie bym z niej skorzystał. Odetchnąłem głęboko, przed moim pyskiem pojawiła się niewielka chmura pary. Tuż po jej zniknięciu przed oczami zamajaczyła mi ciemna postać. Zniżyłem głowę i zmrużyłem oczy, wytężając tym samym wzrok. Bażant. Ptak niemal co chwila unosił głowę, szybko sprawdzając okolicę. Oblizałem się, wciąż jeszcze nie jadłem śniadania. Spojrzałem na swoje futro i skrzywiłem się nieznacznie. W tym śniegu niewiele różniłbym się od niego, musiałby być ślepy, aby mnie przegapić. Już miałem zrezygnować, gdy dostrzegłem, że powoli zmierza on na skraj lasu. Uznałem to za swoją szansę. Szybko, a jednocześnie jak najciszej pobiegłem w tamtą stronę. Nawet na chwilę nie wychylałem się z lasu. Korzystałem z osłony, jaką daje mi ciemna kora drzew. Bażant wkroczył do lasu. Ptak niestety poczuł się zbyt bezpiecznie, to okazało się jego zgubą. Gdy tylko znalazł się wystarczająco blisko, skoczyłem w jego stronę i jednym zgrabnym ruchem zabiłem. Nie była to duża zdobyć, jednak dawno nie miałem okazji zjeść drobiu, nadarzała się więc fantastyczna okazja. Zabrałem swoją zdobycz i ruszyłem w kierunku jeziora. Tafla wody była zamarznięta, właściwie nic dziwnego biorąc pod uwagę temperaturę. Jednocześnie nie miałem ochoty sprawdzać, jak gruba jest warstwa lodu, odpuściłem więc sobie stąpanie po nim i usiadłem na brzegu. Wokół nie zauważyłem żywej duszy, wyglądało na to, że w taką pogodę mało komu przychodziło do głowy chodzić nad jezioro. Uśmiechnąłem się nieco i zabrałem za jedzenie. Jakby nie patrzeć właśnie po to tam przyszedłem, aby móc w spokoju zjeść.
<C.D.N.>
piątek, 10 lutego 2017
Od Rachel ,, Melodia Duszy" cz5
Willa była ogromna od środka. Gdy tylko weszliśmy jakaś mała dziewczyna rzuciła się na mojego ochroniarza.
- Aleks! Wróciłeś! - Mała przytuliła się do chłopaka. Sięgała my do kolan... po chwili dostrzegła krew na jego spodniach i mnie dostrzegła. Jej źrenice się rozszerzyły.
- Piesek! - zawołała uradowana i już miała mnie chwycić w objęcia ale, Aleks ją powstrzymał.
- To nie piesek, tylko wilk. - powiedział z wielką cierpliwością. Szacun. Ja bym chyba zagryzła... Dziewczynka popatrzyła na mnie ze strachem i cofnęła się.
- Be wilk! On chciał zjeść 3 świnki! - Popatrzyłam na nią spode łba. Kiedy ta mała się zamknie?
- Nie zjadłam żadnych trzech świnek. To tylko bajka! - odezwałam się a ona zrobiła krok do tyłu i wybiegła z krzykiem, że wilk gada. Patrzyłam za nią puki nie znikła za kręconymi schodami.
- Powiedziałam coś nie tak? - zapytałam. Aleks uśmiechnął się krzywo.
- Jest wrażliwa. - powiedział
- MAJKA! Wynocha z mojego pokoju! - wrzasnął jakiś dziewczęcy głos... nastoletni.
- No i obudziła się królowa balu... - mruknął z niechęcią Aleks.
- Kto to? - spytałam
- Moja 2 siostra. Mam jeszcze 2 braci. jeden jest u ciotki a 2 ma 21 lat i studiuje. Jest za granicą w Anglii.
- Aha...- rozległ się tupot i do pokoju głównego ( bo tam już weszłam ) " wleciała" Jakaś 12 latka. Miała jasne, rozpuszczone włosy. Biały sweterek, czarne getry i kapcie. Nie mówiąc o makijażu ( co było tak dziwaczne, jak palec w kiblu )Jak na jej wiek i jakiś wisiorek. Popatrzyła na mnie dziwnie i zmarszczyła brwi.
Salon
- Magiczny wilk - mruknęła. - One nie istnieją. Kto pomalował psa i dał mu perukę oraz skrzydła? - zawarczałam
- Słuchaj. Mam ci podpalić buty, czy wystarczy, ze gadam, żebyś uwierzyła? - dziewczyna popatrzyła na mnie i... se poszła
- Oto mój optymizm - mruknęłam. Teraz dopiero porównałam sobie wygląd tej małej dziewczynki o imieniu Maja do wyglądu tej w wieku 12 lat. Ta mała miała ciemniejsze włosy splecione w kłosa. Różową bluzkę i fioletową bluzę. Oraz jakieś spodnie dziwnego rodzaju. Jako klapki miała baletki.
- Głodna jestem. - mruknęłam nie pewnie. - Ale... z kąt macie taki dom?
- Ojciec przed śmiercią zostawił nam niezłą sumkę pieniędzy. Matka leży w szpitalu. Tylko dziadek podróżuje. A nie... to mój... pra, pra, dziadek.
- aż 2 RAZY PRA!?
- Ech. I całkiem nie źle się trzyma. Jak 60 latek. - Nagle doznałam olśnienia
- Czy... twój ileś tam razy pra dziadek ma na imię Diodor? - Aleks przyglądał mi się dziwnie
- Tak. Z kąt wiedziałaś?
- Ja go szukam
< Ocenicie? Oceńcie! >
- Aleks! Wróciłeś! - Mała przytuliła się do chłopaka. Sięgała my do kolan... po chwili dostrzegła krew na jego spodniach i mnie dostrzegła. Jej źrenice się rozszerzyły.
- Piesek! - zawołała uradowana i już miała mnie chwycić w objęcia ale, Aleks ją powstrzymał.
- To nie piesek, tylko wilk. - powiedział z wielką cierpliwością. Szacun. Ja bym chyba zagryzła... Dziewczynka popatrzyła na mnie ze strachem i cofnęła się.
- Be wilk! On chciał zjeść 3 świnki! - Popatrzyłam na nią spode łba. Kiedy ta mała się zamknie?
- Nie zjadłam żadnych trzech świnek. To tylko bajka! - odezwałam się a ona zrobiła krok do tyłu i wybiegła z krzykiem, że wilk gada. Patrzyłam za nią puki nie znikła za kręconymi schodami.
- Powiedziałam coś nie tak? - zapytałam. Aleks uśmiechnął się krzywo.
- Jest wrażliwa. - powiedział
- MAJKA! Wynocha z mojego pokoju! - wrzasnął jakiś dziewczęcy głos... nastoletni.
- No i obudziła się królowa balu... - mruknął z niechęcią Aleks.
- Kto to? - spytałam
- Moja 2 siostra. Mam jeszcze 2 braci. jeden jest u ciotki a 2 ma 21 lat i studiuje. Jest za granicą w Anglii.
- Aha...- rozległ się tupot i do pokoju głównego ( bo tam już weszłam ) " wleciała" Jakaś 12 latka. Miała jasne, rozpuszczone włosy. Biały sweterek, czarne getry i kapcie. Nie mówiąc o makijażu ( co było tak dziwaczne, jak palec w kiblu )Jak na jej wiek i jakiś wisiorek. Popatrzyła na mnie dziwnie i zmarszczyła brwi.
Salon
- Magiczny wilk - mruknęła. - One nie istnieją. Kto pomalował psa i dał mu perukę oraz skrzydła? - zawarczałam
- Słuchaj. Mam ci podpalić buty, czy wystarczy, ze gadam, żebyś uwierzyła? - dziewczyna popatrzyła na mnie i... se poszła
- Oto mój optymizm - mruknęłam. Teraz dopiero porównałam sobie wygląd tej małej dziewczynki o imieniu Maja do wyglądu tej w wieku 12 lat. Ta mała miała ciemniejsze włosy splecione w kłosa. Różową bluzkę i fioletową bluzę. Oraz jakieś spodnie dziwnego rodzaju. Jako klapki miała baletki.
- Głodna jestem. - mruknęłam nie pewnie. - Ale... z kąt macie taki dom?
- Ojciec przed śmiercią zostawił nam niezłą sumkę pieniędzy. Matka leży w szpitalu. Tylko dziadek podróżuje. A nie... to mój... pra, pra, dziadek.
- aż 2 RAZY PRA!?
- Ech. I całkiem nie źle się trzyma. Jak 60 latek. - Nagle doznałam olśnienia
- Czy... twój ileś tam razy pra dziadek ma na imię Diodor? - Aleks przyglądał mi się dziwnie
- Tak. Z kąt wiedziałaś?
- Ja go szukam
< Ocenicie? Oceńcie! >
poniedziałek, 6 lutego 2017
Od Skyler ,,Leśna Strzelanina" Cz.2
Po kilkunastokrotnym budzeniu się przez te koszmary, zaczęłam już nudzić się tym snem. Jednak zawsze jestem zaskoczona , cała ciepła , a serce bije jak by było jakieś nawiedzone . Wydaję mi się ,że to jakieś przeznaczenie...
Postanowiłam pójść do lasu, i udać się na krótką przechadzkę . Niby nic , jednak bałam się ,że to naprawdę się stanie . Moja mała łapa przypadkowo wylądowała na patyku , który wydał niesłychanie głośny hałas. Podkuliłam ogon i stałam nieruchomo . Usłyszałam gwizd nadciągający zza krzaków . Szczeki psów... Zaczęłam energicznie biec, nie zważając już na inne rzeczy
-Czyli to miało się stać naprawdę... - pomyślałam - Co jeżeli oszukam przeznaczenie i wbiegnę w inną ścieżkę ?
Pobiegłam w lewo zamiast prawo i zobaczyłam ogromny kanion... Bez zastanowienia wskoczyłam tam.... Leciałam w dół z ogromną prędkością , myśląc ,że to ostatnie sekundy mojego życia . Jednak zamiast odgłosu łamanych się kości i upadku przerażonego ciała , było słychać plusk wody... Przymknęłam oczy zaczęłam płynąć do brzegu. Na szczęście nie było tak daleko . Po wyjściu padłam wyczerpana na skałę i zaczęłam marznąć z zimna . Podejrzewam ,że w wodzie temperatura była bardzo niska . Ostatnimi siłami porozglądałam się po okolicy , jednak niczego nie poznaję....
[CDN]
Skyler
Postanowiłam pójść do lasu, i udać się na krótką przechadzkę . Niby nic , jednak bałam się ,że to naprawdę się stanie . Moja mała łapa przypadkowo wylądowała na patyku , który wydał niesłychanie głośny hałas. Podkuliłam ogon i stałam nieruchomo . Usłyszałam gwizd nadciągający zza krzaków . Szczeki psów... Zaczęłam energicznie biec, nie zważając już na inne rzeczy
-Czyli to miało się stać naprawdę... - pomyślałam - Co jeżeli oszukam przeznaczenie i wbiegnę w inną ścieżkę ?
Pobiegłam w lewo zamiast prawo i zobaczyłam ogromny kanion... Bez zastanowienia wskoczyłam tam.... Leciałam w dół z ogromną prędkością , myśląc ,że to ostatnie sekundy mojego życia . Jednak zamiast odgłosu łamanych się kości i upadku przerażonego ciała , było słychać plusk wody... Przymknęłam oczy zaczęłam płynąć do brzegu. Na szczęście nie było tak daleko . Po wyjściu padłam wyczerpana na skałę i zaczęłam marznąć z zimna . Podejrzewam ,że w wodzie temperatura była bardzo niska . Ostatnimi siłami porozglądałam się po okolicy , jednak niczego nie poznaję....
[CDN]
Skyler
piątek, 3 lutego 2017
Od Rachel ,, Melodia Duszy" cz4
Poszłam niewidzialna na rynek. Oczywiście nie widzialność na swoje ograniczenia. Zaczęłam iść w stronę pewnej alei. W pewnym momencie przez przypadek straciłam skrzydłem jedno stoisko z pamiątkami... albo jak kto woli-skrzyknę. Straciłam kontrolę i... stałam się widzialna. Rozległy się krzyki. Super. Nie dość, że jestem wilkiem, to do tego kolorowym. Zaczęłam biec w stronę parku, ale był... za daleko. Po chwili dogonił mnie taki jeden, z takich jednych, co dla rozrywki strzelają do kaczek. Bieganie na oślep nie jest moją mocną stroną. Ludzie rozbiegali się na prawo i lewo. Potem usłyszałam świst. Jedna kula walnęła koło mnie, potem druga. odwróciłam głowę co było błędem bo... jeden strzał przeszył mi ucho. Poczułam ostry ból i pociemniało mi w oczach. Nie zastanawiając się skoczyłam za jakiegoś nastolatka który przede mną... nie uciekał. Nie zastanawiałam się nad tym, tylko się za nim skryłam.
- Ej! Młody! Odsuń się! - krzyknął kłusownik celując we mnie strzelbą.
- A niby czemu? - zapytał. łowca stracił cierpliwość.
- Słuchaj to całkiem niezła zdobycz, a poza tym.... przecież to bezmózgie zwierze. - od ,, przecież" wypowiedział resztę z uśmiechem.
- Weź się pan odczep. - po chwili znowu spojrzał na faceta. - jeszcze tu stoisz? Czy mam zadzwonić po policję? - Kłusownik był czerwony ze złości. Splunął na chodnik, i se poszedł. Popatrzyłam na chłopaka. Miał ciemno-brązowe ciemne, średnie potargane włosy, czarne oczy, czarną bluzę z kapturem, dżinsy i białe trampki. Nie należał do osiłków. Można było to poznać po pierwszym zerknięciu na niego. Zerknęłam na niego z obawom, a on tylko uśmiechnął się i powiedział z wyrzutem.
- Umazałaś mi spodnie krwią!
- Ej! Młody! Odsuń się! - krzyknął kłusownik celując we mnie strzelbą.
- A niby czemu? - zapytał. łowca stracił cierpliwość.
- Słuchaj to całkiem niezła zdobycz, a poza tym.... przecież to bezmózgie zwierze. - od ,, przecież" wypowiedział resztę z uśmiechem.
- Weź się pan odczep. - po chwili znowu spojrzał na faceta. - jeszcze tu stoisz? Czy mam zadzwonić po policję? - Kłusownik był czerwony ze złości. Splunął na chodnik, i se poszedł. Popatrzyłam na chłopaka. Miał ciemno-brązowe ciemne, średnie potargane włosy, czarne oczy, czarną bluzę z kapturem, dżinsy i białe trampki. Nie należał do osiłków. Można było to poznać po pierwszym zerknięciu na niego. Zerknęłam na niego z obawom, a on tylko uśmiechnął się i powiedział z wyrzutem.
- Umazałaś mi spodnie krwią!
***
Szłam obok chłopaka powoli i grzecznie. Jak posłuszny pies. Byłam mu to winna, a poza tym... był moim tymczasowym ochroniarzem w świecie ludzkim. Nie za bardzo mogłam tu używać mocy. Nie lubiałam.... jak to ująć... ,, magiać" na prawo i lewo. O nic nie pytał za co byłam mu wdzięczna. Poszliśmy do willi. Była piękna Wielkie podwórze....
- Pięknie. - mruknęłam a chłopak popatrzył na mnie dziwnie
- Mówię - mruknęłam po ludzku po grecku.
- Hm. - mruknął. - Alex jestem
- Rachel - Powiedziałam i podałam mu łapę, którą uścisnął.
- Może wejdziesz? - zapytał i wskazał na drzwi
< Ocena? Kto Oceni? >
środa, 1 lutego 2017
Od Nitsu ,,Polowanie"
Polowanie.
Pewnego dnia musiałem pójść z młodszymi siostrami , Ashley i Angel na polowanie. Nie należałem wtedy do żadnej watahy , bo byłem za młody.
-Nitsu chodźmy już.-niecierpliwiła się Ashley.
-No OK.-powiedziałem po czym odwróciłem się do tyłu.
Zielonooka wadera (Ashley) pobiegła do mnie razem z naszą siostrą.
-Bracie co dziś upolujemy , na co masz ochotę ?-spytała.
-Na to co będzie w lesie.-wygryzłem się jej ironicznie.
-Egh..ja chce się bawić!-marudziła skrzydlata wadera (Angel).
-To też zabawa , tylko taka dla starszych wilków więc ty będziesz patrzeć , a my będziemy polować , zgoda ? -powiedziałem podstępnie.
-Ymm..zgoda.-odpowiedziała.
Widziałem że moje obie siostry nie były zachwycone wylewami krwi , ahh nie rozumiem ich przecież jedzą zwierzęta na obiad.
Nagle w rozmyśleniach przeszkodziła znajoma mi woń, zapach sarny.
-Czujecie to ? -zapytałem.
-Tak.-powiedziały razem ze skrzywionymi pyskami.
-Css...nie wiem jak wy , ale ja idę!
-Czekaj! Zostawisz nas same?-spytała Ashley.
-Yh..idziecie ,czy nie?-powiedziałem znudzony.
-Idziemy!-krzyknęły razem.
-Okej..Macie cieczkę , czy co ?
-Lepiej już chodźmy.-wyznała zażenowana zielonooka.
Bez zbędnego gadania poszliśmy do zapełnionego miejsca przez zwierzęta , zaczailiśmy się za zdobycz jak koty. Wybraliśmy najlepsze zakąski i mogliśmy już zaczynać.
Wyskoczyliśmy zza drzew, Ashley nie pewnie zatrzymała zdobycze krzewami i chwastami. Angel przypatrywała się polowaniu , ja użyłem swoich sił w zabijaniu wskoczyłem na jedną sarnę to na drugą i właściwie to wszystko wystarczyło żeby leżały już we krwi , gotowe do zjedzenia.
Trzeba było tylko je przetransportować do nory i cała filozofia codzienności. Ashley dziwiło że to takie proste , ale to praktycznie ja wszystko robiłem i dawałem się kopać temu żarciu. Fakt że to były słabe kopnięcia , ale były, więc niech moja siostra się nie wymądrza. Chciałbym już się usamodzielnić i odejść z rodzinnego zakątku.
<jak najdalej od rodziny>
Subskrybuj:
Posty (Atom)
